panele w zimie …pod śniegiem

Pogoda zrobiła się typowo zimowa. Dobrze, bo może otworzą duży stok i pojeździmy na deskach. Na tym krótkim nie ma sensu nawet butów zapinać.
Wczoraj dotarł śnieg i do kampera. Dosłownie w nocy nas zasypało. Jedyny minus… 10 cm śniegu nie przepuszcza słońca i prądu raptem 0,2 A.
Drabinka, miotła i elektryczność ze słońca wróciła. 😀

Amiata

Jako, że Amiata to dość wysoka góra, to można jednego dnia wielokrotnie przechodzić przez „jest śnieg, nie ma śniegu”. Wystarczy tylko wdrapać się wyżej. W zależności od pogody linia śniegu zaczynała się od np. 1200m.n.p.m., albo nawet 400.
Ostatecznie trochę się zawiedliśmy, bo przez większość czasu były otwarte tylko 3 krótkie odcinki zjazdowe. Przyczyną były temperatury w większości na ok +1C, poza chyba jednym tygodniem, gdy spadły do nawet -4C. I to był rekord w jakim udało nam się przetestować naszego kamperka. Może w przyszłym roku uda się przy jeszcze niższych temperaturach. Przy -4C nie zamarzła nawet szara w zaizolowanym zbiorniku. Ogrzewania zbiornika nie przetestowałem, bo nie zdążyłem jeszcze podłączyć zasilania. W sumie nie musiałem. 🙂

Postaram się dalej podać trochę miejsc przy Amiata, gdzie można stanąć kamperem, zrobić serwis i oczywiście cały czas mówimy o miejscach za darmo. Bo taka jest idea kamperowania. Jeśli Włosi kempingują za darmo, to znaczy, że się da. Zresztą na skalę masową zdaje się oni wcześniej jeździli kamperami niż Polacy. Tak słyszałem. Pewne rzeczy warto podpatrzeć i dopytać.

Teraz trochę na zimowo. Jak widać pewnej nocy zasypało kamperka i nawet musieliśmy odkopać drogę do niego. Oczywiście wolontaryjnie pomogliśmy tamtejszym służbom i nawet udało się.
Odkopaliśmy drogę, złomka i jeszcze M. z radości ulepiła mikro bałwana.
Na jednym zdjęciu zrobionym z Amiaty, widać morze i Giglio i Porto San Stefano.

Trochę fotek…

 

 

elektryka w kamperze – trochę archiwalnych fotek

W relacji z budowy brakuje wielu opisów. Będę je uzupełniał już w trakcie moich wojaży wraz z relacją z podróży, oraz relacjami z ewentualnych napraw czy modyfikacji. Brakuje również opisu elektryki. Dla mnie to prosta dziedzina, więc nawet nie rysowałem żadnych schematów, bo wszystko powstało w głowie.
Na tą chwilę poszło około 600-700m kabli. Kable instalacji 230V, 12V, oświetlenie, koncentryki, skrętka, kamerki i parę innych pierdółek.
Ale jeszcze dołożę trochę, bo będzie trochę udoskonaleń.
Na tą chwilę mam 8 gniazdek 230V, dwie przetwornice pełny sinus. Gniazdek na 12V jeszcze nie zdecydowałem ile, bo zrobiłem miejsca i mogę dodać nawet do 10 szt. w różnych miejscach. Teraz jest z 5 czy 6. Zawsze mogę wywiercić tu czy tam nową dziurę, 2 śrubki, 2 kabelki, bezpiecznik i jest kolejne 🙂
Ciekawa sprawa, że mała przetwornica daję radę suszarce 1200W na połowie mocy, czyli 600W. Lodówki jednak nie daje rady wystartować, ta sobie sama włącza dużą przetwornicę, gdy chce prunda, a gdy już nie chce to ją wyłącza. Czyli na stałe, gdy niepotrzebna duża moc, w gniazdkach jest prąd z małej. Gdy mała zapiszczy, że za dużo od niej wymagamy, to się włącza dużą. Na razie ręcznie, ale będzie automatycznie.
Zabiegi takie tylko dlatego, że mała ma jałowy 0,25A, a duża …dużo, bo nawet do 1,8-1,9A. To x24h daje 40-45Ah/dobę niepotrzebnego zużycia. Za duuużo. Niby 240Ah, ale po co marnować? Trzeba pamiętać o stratach w sprawności aku ołowiowych. Czyli de facto byłoby więcej niż te 40Ah.
W opcji jak teraz lodówka chodzi ze słońca już z pół roku. Na zasadzie włączyć i zapomnieć. Dosłownie. W ogóle o tym nie myślę. Jak w domu. Ot tak. Jest lodówka, więc pewnie działa.

Tak to wyglądało podczas budowy:

 

przykład elektryki we włoskim domu, mały OT, czyli jak nie robić

Z kabelkami grzebię się od ok. 3 dekad. Już w szkole coś budowałem i lutowałem. A i tak żaden ze mnie wielki znawca, bo na bieżąco już nie jestem z najnowszymi zabezpieczeniami czy instalacjami. No ale żyję w kraju, gdzie jak nie kopie w kuchni między kuchenką, a zlewem to już sukces i znaczy, że włoski elektryk miał jakieś pojęcie.  Moja wiedza sprzed nawet parunastu lat to w tym kraju niemal jak innowacje. 😀

Tu tylko jeden przykład (3 fotki), co zastałem kiedyś u jednego „klienta” i fotka po uporządkowaniu po włoskich elektrykach. Żadne czary, prościzna

prąd – wyjaśnienie dla laików i kilka pomiarów

Takie przemyślenia i pomiary prądu dla tych, którym chce się czytać….
Mam akumulatory w łącznej pojemności 240Ah, przetwornicę 1500/3000W pełny sinus, lodówka kompresorowa 60W i wiele innych gratów zasilanych na 230V. Webasto, oświetlenie i wiele jeszcze innych gratów zasilanych na 12V.

Pomiary poborów prądu:
Webasto w momencie startu: 12-14A, po rozpaleniu się i już stałej pracy ok. 1,6 – 1,8A
Lodówka kompresorowa 60W przez przetwornicę: 6,5 – 6,8A ale w momencie startu szpilka (jakaś część sekundy) potrafi skoczyć od 80 – 170A – w takim zakresie wyłapałem miernikiem cęgowym
Grzejnik halogenowy 400W: 34-35A, 800W: 72 – 73A
Suszarka do włosów 1200W: 106 – 108A (dobrze, że to tylko kilka minut)
Farelka 2000W: uuuu tu ładnie… 185 – 190A

No i takie mniejsze:
wentylatorek wyciągowy w łazience lub okapie: 0,1A
oświetlenie LED w zależności ile te się tego powłącza: 0,2 – do wielu Amper,
radio samochodowe (podłączone pod zabudowę): 1,6A wzwyż. Jeszcze nie mam subwoofera i są podłączone tylko 4 głośniki, a będzie podłączone 8 + wooferek i wzmacniacz oczywiście
router wifi + 3G: 0,26 – 0,28A, z modemem więcej

Ładowanie ze słońca (25.12 – 10.01 czyli zima)
dzień bez słońca: 0,6 – 2,0A
panele pod drzewami: 0,8 – 2,5A,
panele w słońcu na płasko: 5,0 – 5,8A
panele podniesione prostopadle do słońca (zima): 9,5 – 10,5A.
Prąd z alternatora? 0 (słownie zero) – jeszcze nie podłączyłem kabla.

Na koniec dodam, że lodówce wystarcza prądu ze słońca nawet jak stoi pod drzewami czy nawet jeśli go nie ma. Lodówka chodzi na słońce od wakacji.
Napięcie na akumulatorze dziś w dzień: 12,5V
W nocy mniej, nad ranem spadki nawet do 12,0 – 12,2V. Najniższe jakie zanotowałem do tej pory to 11,6V
To tyle pomiarów.

Co jeszcze? Czytaj dalej prąd – wyjaśnienie dla laików i kilka pomiarów

wyjazd czyli opuszczenie toskańskiego domu na zawsze

W każdym razie po nieudanym Sylwestrze w Wenecji, do której nikt nie dojechał. Umówiliśmy się w kilka załóg, w tym i z Polski.
Złe warunki pogodowe itd, 2-go stycznia postanowiliśmy, że mamy dość włoskiej pleśni i marznięcia i przesiadamy się do kampera. 2 dni pakowania, układania i wyrzucania co się nie zmieściło…

Postanowiliśmy pojeździć trochę na snowboardzie, ale też i pomoczyć się w jakiś termach. Północ na dłuższe „zimowanie” trochę nas zniechęcała. Padło na Amiatę 1734m.n.p.m. jak dobrze pamiętam, sporo tras zjazdowych i nadal w dość ciepłym regionie Włoch. Po za tym termy w okolicach.
Styczeń jednak nie był jeszcze miesiącem, w którym zaczęliśmy zimowanie w kamperze tak na 100%.
Świeżo zbudowany kamper, zerowe doświadczenie w kamperowaniu. Rozumiecie, taka trochę niepewność, bo gdyby coś nawaliło?
Pomimo, że wszystkie systemy przetestowane wielokrotnie, elektrownia działała od wakacji 2014, lodówka tylko na słońce od sierpnia 2014. Jedyną niewiadomą tak do końca było ogrzewanie. Czy moje wymyślone ogrzewanie podłogowe wydoli. Wyliczenia mojego kolegi Mariusza były baardzo obiecujące. Praktyka pokazała, że nawet przy temperaturach ujemnych w kamperze było cieplutko, aż się nie chciało z niego wychodzić.

Wyruszyliśmy, ale wynajęliśmy równolegle na 3-4 tygodnie wakacyjny domek przy Amiata. Taką naszą bazę wypadową do testowania kampera po ośnieżonych górach. Nie jesteśmy samobójcami, a raczej rozsądnymi ludźmi.
Dodatkowo do pozostania na dłużej skusił nas klimat, widoki, mili ludzie (chociaż rżnęli i oszukiwali na wszystkim czy to w sklepach czy gdziekolwiek), kominek i brak grzyba na ścianach w wynajmowanym apartamenciku.
A kominek… Już widzieliśmy te wieczory po snowboardzie przy kominku z winkiem albo piwkiem. Taka baza na miesiąc to było i rozsądne i wygodne.

 

 

i pojechali kamperem …na snowboardy, czyli przesiadka do kampera

Amiata to nadal jeszcze Toskania, ale już niemal można kamieniami rzucać do Lazio. Na razie plan na snowboard. Później się zobaczy.
Na razie zostajemy tu na ok. miesiąc.
Dziś odwiedziliśmy stok. Niestety czynne są tylko krótkie odcinki, więc na razie na deskach nie poszalejemy.

A tutaj jedna z moich miejscówek przy Amiata:
42°53’25.6″N 11°36’18.5″E
42.890441, 11.605137

startujemy

Ale wracamy do kampera… bo będę wtrącał czasem jakieś techniczne szczegóły i o nim.
Gdy budowałem kampera w 2014 i instalowałem w nim podwójną izolację, to znajomy sąsiad, który tu buduje domy (jakby ktoś chciał w Toskanii, to miał jeszcze 3 do sprzedania, więc pewnie jeszcze są) widziałem jak się podśmiewywał z tego co robię. No cóż zgodnie z oczekiwaniami izolacja izolowała. Sprawdziła się latem zeszłego roku, gdy jeszcze budowałem i o dziwo nie grzała.
Blacha kampera potrafiła mieć 75C, bo stał w pełnym słońcu, a wewnątrz maks.np. 30-31C bez żadnej klimy
Sprawdziła się wreszcie i w tym roku, gdy bywało, że temperatury spadały do -4C, a w kamperze mieliśmy 28C i siedzieliśmy niemal w majtkach. Ogrzewanie podłogowe to jednak bajka na taki zimowy okres. Pierwszy raz nie marzliśmy w tym kraju. M. nie chciała nawet z niego wychodzić. Nawet pies przestał się trząść z zimna.