kolejny dzień w Carnac

Jeszcze trochę fotek z Carnac zrobionych następnego dnia.
Zawsze to więcej Bretanii w relacji 😛
Ciekawostką jest to, że we Francji jak zbieramy grzyby to można iść do Apteki w celu sprawdzenia czy są jadalne. We Francji każdy aptekarz żeby był aptekarzem musi się znać na grzybach. Przynajmniej mamy pewność co jemy. I przynajmniej tak zrozumiałem jak Francuz to tłumaczył 😀

Czytaj dalej kolejny dzień w Carnac

spacerki po mieście, czyli z buta po Carnac

No i spacerek po mieście

Czytaj dalej spacerki po mieście, czyli z buta po Carnac

toscaner w Carnac czyli kamperem po Bretanii

Carnac, bardzo klimatyczne miasteczko w Bretanii. Swoją sławę zawdzięcza dzięki tysiącom megalitów i innych kamieni ułożonych w rzędy. Jest ich ileś tysięcy. Ale nie będę zanudzał informacjami, które w lepszym wydaniu można znaleźć w google czy wiki itp.

No więc kamienie mają moc. Podobno. Ale nie wiem jaką. Faktem jest, że ktoś odwalił kawał roboty, bo taki kamień to sobie trochę waży. Te największe to po ileś ton. A dźwigów nie mieli. A przynajmniej żaden nie dotrwał do naszych czasów żeby to potwierdzić.


I teraz sobie wyobraźcie ustawić tak np. 3 tysiące głazów w rzędach. Mnie by się nie chciało posadzić 3 tys. drzewek czy pomidorów, a tu takich kamieni. Nie wiem po co to zrobili. Próbowałem odszyfrować jakąś wiadomość zapisaną binarnie albo jakoś w tych rzędach, ale w sumie gówno z tego wychodzi. Może mieli swój własny system i faktycznie są to jakieś zakodowane informacje. Tyle wersji ile ludzi. To jak z grobowcami jakimiś, albo Stonehenge czy piramidami. No ale Piramid nie ma na trasie Złomka, a Stonehenge będzie. Znaczy byłem wcześniej i mam fotki, a złomkiem już nie. No to może wstawię. Też dupy nie urywa i wszystko ogrodzone. Można sobie tylko z boku fotki zrobić, ale już posiedzieć między kamieniami nie.
Czytaj dalej toscaner w Carnac czyli kamperem po Bretanii

toscaner w Vannes 10 lat temu

Powrót do przeszłości…

Przez przypadek znalazłem fotki z Vannes z przed ok 10 lat. Szukałem jeszcze starszych, ale przed 2005 większość pstrykałem analogiem, część zeskanowałem, ale dużo zdjęć zaginęło.
Wcześniej już jakoś w 2002 czy 2003 miałem jakiś aparat 2mpix i vga w komórce, później 1,3mpix w komórce, ale te fotki jak teraz patrzę to taka kupa, że szkoda pokazywać.
Wolałem analoga.
Te które wrzucam to już robione „super” sprzętem. Miał ze 4 czy 6 mpix

Mam sporo fotek z miejsc, które teraz ponownie zwiedzam kamperem, ale lepiej nie pokazywać.
Śmiesznie tak oglądać fotki z Włoch np. z przed 20 lat i teraz. Wiele się nie zmieniło w sumie, a największa zauważalna różnica w każdym kraju to …samochody na ulicach. Dziś na takich 10-20 letnich fotkach wydają się starymi złomami
Reszta bez zmian. Zabytki te same, ulice te same, nawet sporo knajpek czy barów jak porównuję nadal stoi. Czasem logo się zmieniło.
Czyli po co ja tam jeżdżę

Vannes z 2006 roku:

Czytaj dalej toscaner w Vannes 10 lat temu

toscaner w Vannes

Miasto do którego lubię wracać. W Bretanii chyba wszystkie miasta, wioski są urzekająco piękne i można do nich wracać, lub nawet zamieszkać. Dodatkowo wiele się mówi o emigrantach z krajów Afryki i podobno we Francji jest ich najwięcej. Przyznam, że przez cały okres przebywania we Francji widzieliśmy tylko kilku murzynów, głównie w dużych miastach i do tego pracowali. Najczęściej jakiś kurier albo coś. No szok. We Włoszech pałętało się ich dużo więcej po ulicach w markowych ciuchach z iphonami, a we Francji pracowali jak każdy.



Jeżdżąc kamperem po zadupiach, nie spotkaliśmy żadnych emigrantów. Zero.
W Vannes tylko turystów sporo, nawet kilku Niemców czy Brytyjczyków, ale najwięcej Francuzów, znaczy chodzi mi o kampery. Bo po blachach te statystyki zrobiłem.
Polskiego kampera jak dotąd nadal nie spotkaliśmy. Tysiące km i zero. Jedynie ci motocykliści no i jakieś osobówki. Często jednak można spotkać polskie ciężarówki. Ich sporo po całej Europie. No ale to logiczne.

No dobra koniec zanudzania, bo i tak każdy czeka na fotki z Vannes. Tym razem galeria 🙂

zestaw do naprawy przebitego koła

Ostatnio znów przebiłem koło, a właściwie to nie ja tylko samo się przebiło. No ale jak jeździ się „ch” wie gdzie.
Ale wkur… się i już nie daję zarobić np. 18£ za naprawę opony.
Za 5£ kupuje się taki zestaw i samemu można naprawić.

Ze 100x lepsze niż jakieś durne spraye, po których i tak trzeba jechać do wulkanizacji i wierzyć, że wulkanizator nas nie udusi, albo nie naciągnie i tak na nową oponę.
Oczywiście, po takiej naprawie warto mieć kompresor, żeby pod pompować później do właściwego ciśnienia. Ten też musi mieć siłę nadmuchać do np. 4,5 bara. Te plastikowe dymią się często w okolicy 2- 2,5 bar. Można oczywiście mniej i po prostu wolniej dojechać do stacji, gdzie do pompujemy koło.
W Polsce w niektórych wulkanizacjach też tym naprawiają, bo sam się spotkałem i jeździ się i jeździ. Ostatnią taką naprawę zrobiłem trochę czasu temu i ciśnienie trzyma jak w tym nieprzebitym. Nie wiedziałem tylko, że można kupić ot tak od ręki i to za grosze.

Przykładowy link Ebay:
http://www.ebay.co.uk/itm…SIAAOSwFqJWluh4

I jeszcze fotki z naprawy. Oczywiście łatwo poszło, bo udało się znaleźć gwoździa w oponie i nawet nie trzeba było koła zdejmować. Kompletnie bajka naprawiać w takiej sytuacji 

system wentylacji SOG do toalety chemicznej, czyli zrób to sam

SOG jest niewątpliwie jednym z ciekawszych urządzeń do kampera. Jest to system wentylacji wraz z filtrem węglowym, który dba o to aby w kamperowym kibelku nie było żadnych nieprzyjemnych zapachów. Nie jest to urządzenie niezastąpione, bo ideą toalety chemicznej jest doskonała chemia, która załatwia temat zapachów, jednak wszystko zależy od wielu czynników. Czynników jak miejsce miejsce i czas kamperowania. Tu akurat chodzi o miejsca gorące i upały, czyli coś co nie pomaga chemii. Również częściowo zależy od naszej diety, ale nie będę teraz rozwijał, bo to dział techniczny.
Jedno jest pewne, SOG’a warto mieć. Nie jest to tanie urządzenie jeśli kupujemy dedykowane do określonych toalet, ale można zbudować alternatywę. Skoro komuś się udało, to czemu nie mi. 🙂

Oczywiście, budując SOG’a sam, żadnych cudów nie wymyśliłem, ale prawie 6 stówek czy ile tam zostało w kieszeni. Jako osoba mająca do czynienia z prądem od jakiś 30 lat zawsze znajdę jakieś pierdoły do elektroniki czy elektryki walające się gdzie to tylko możliwe. Nawet w bagażniku kampera.
SOG oczywiście powstał w 100% z rzeczy dostępnych …w każdym sklepie elektrycznym.  😀
No może poza redukcją. Zastosowałem 32 mm na 25 mm (pralkowa). Akurat peszel chyba ma przez przypadek taką pralkową średnicę. Czyli można by użyć też węża od pralki. Ale nie miałem węża od pralki, a peszel miałem. Po co wąż? to za chwilę.

Przepis na SOG’a:

Co potrzebujemy?
– peszel
– 2 puszki natynkowe z uszczelką z wyższym IP, coby szczelne było, albo uszczelniamy sami
– wentylatorek komputerowy/laptopowy albo jakiś inny
– jakiś króciec, albo redukcję gumową na korek do kasety

Oczywiście wiertarka z otwornicami i klej na gorąco też się przydadzą. No i ewentualnie lutownica, jeśli wiatraczek jest na 5V, a chcemy jakoś przylutować np. wtyk USB i podłączyć przez najtańszy możliwy „obniżacz” napięcia z 12V -> 5V. Tu już do wyboru i koloru. Czytaj dalej system wentylacji SOG do toalety chemicznej, czyli zrób to sam

kolejny Le Chateau w drodze do Vannes

I więcej fotek „chateau za wodą” z fosą, jak się tym razem okazało. oczywiście akcent na ostatnią sylabę i ładnie się rymuje.
W sumie to pewnie powinno być jakoś tak: „Le chateau za wodą z fosą” 

Czytaj dalej kolejny Le Chateau w drodze do Vannes