w górach czy nad morzem, czyli włócząc się po Uist’ach

Trochę mi się dziś przeciągnęło poranne wstawanie. Wstałem chyba koło południa. Wstałem, a nie obudziłem się. A i to chyba nawet bardziej z tego powodu, że jakoś dziwnie ciepło i słonecznie, bo pewnie jeszcze bym leżał. Nie chciało mi się, pogoda ostatnio była taka średnia, aha net zaczął też krztusząc się coś otwierać, więc zobaczyłem coś więcej niż obrazek google. Nawet udało mi się wysłać ze 3 pomniejszone do znajomych. W sumie wczoraj też ze 2 jakoś w końcu poszły. Coś tam kręciło i kręciło ale poszło. W Polsce w takiej sieci nikt by chyba już kolejnego miesiąca nie zapłacił faktury. A tu? Na co komu zasięg.
Ale chyba czas wywlec się z kampera i zobaczyć co i jak. Może tu zostanę, a może pojadę w inne miejsce. Tak to już jest. Wolność kamperowa 🙂
Nic nie robić, nie mieć zmartwień, świeże mleko z rana pić. Bleee, wolę kawę 🙂
Na piwo za wcześnie, chociaż… już po 12-ej.

No dobra czas zdjąć osłony i wpuścić trochę słońca do kampera. Świeci, więc dać mu szansę, może dłużej poświeci 🙂
Tu po niedługiej chwili bez osłon, jak widać w kabinie +33C (słońce prosto w kabinę), na zewnątrz prawie +23C, godzina 12:49 – pamiętacie, nie chce mi się ustawiać tego zegarka, bo mam jeszcze w laptopie, komórkach i na pozostałych dwóch termometrach. Jeden chyba może żyć wg własnego czasu, no nie?

jednak ruszam gdzieś

podobają mi się te domki, ale mieszkać w takim chyba bym nie chciał

kolejna miejscówka, ale chyba za „ciut” krzywa, prawe koło niżej o…

nie zostaję, tam w dali są jakieś górki 🙂 Czytaj dalej w górach czy nad morzem, czyli włócząc się po Uist’ach

w poszukiwaniu miejscówki pośród niczego na North Uist

i najlepiej w zasięgu, bo akurat w tej części wyspy powinien być i mam tu na myśli taki minimum HSDPA albo LTE tak jak na obrazku na stronie sieci. Problem w tym, że jak łapię, to akurat tylko mijanki, a jak ciekawe miejsce przy morzu, to „no signal”.
Dobra, wiecie co? Mam to w dupie, objechałem w kółko tą całą północną Uist i nuda. Jadę na południowy, albo Benbecula. O Benbecula brzmi fajnie, to może tam będzie ładnie 🙂
Albo jadę nad morze. Staję na chwilę, wrzucam najbliższe miejsce do morza. Jadę. Dziś przecież mam zrobić grilla, a zasięgu poszukam jutro. 😀

nic

nic

o domek

o samochód i rowerzyści

o fajny domek

kacze jaja, trochę drogo 2£ za 6 szt, ale nie jadłem z miesiąc kaczych, to trzeba kupić 😀

znów nic

zwijam się nad to morze, a właściwie nad ocean, tam będzie grillowanie

o tu jest ładnie Czytaj dalej w poszukiwaniu miejscówki pośród niczego na North Uist

Highland Games czyli szkockie turnieje na Uist

Informację o tym turnieju widziałem jadąc do Lochmaddy, ale wspomniał mi o nim również poznany Szkot – właściciel starych zabytkowych samochodów. Czyli chyba warto jechać. Tylko gdzie to? W sumie North Uist wielka nie jest, więc znajdę. Fotki z drogi, więc jakość przez chwilę będzie do dupy 🙂

tak się tu reklamuje różne rzeczy, tabliczka na skrzyżowaniu  🙂

Czytaj dalej Highland Games czyli szkockie turnieje na Uist

Lochmaddy i motoryzacyjne dzieła sztuki

Następnego dnia, to już 21-szy lipca, postanawiam jednak sprawdzić jak to jest z tymi promami do Uig. Jadę do Lochmaddy i w razie czego zarezerwuję sobie prom na okolice 28-29 lipca, coby przed weekendem na koniec lipca wrócić na Skye. Czemu tak? A nie wiem. Intuicja mi mówi, że może więcej ludzi będzie chciało na ten weekend w środku wakacji czyli 29-30 okupować promy i zostanę na Hebrydach do sierpnia. To już za długo, bo zostały mi jeszcze te Uist’y zwiedzić, no i jednak chcę na tą bara-bara, znaczy Barra 🙂
W sumie 3 tygodnie na „tych” Hebrydach wystarczy.
Pewnie już tu nie wrócę, bo po co. Teraz zjeżdżę każdy zakątek i porobię fotki i w deszczu i słońcu i rano i wieczorem i w dzień i w nocy. Jak będzie słońce to się poopalam. Przydałoby się jeszcze i latem i zimą, ale w dupie mam przyjeżdżać tu w zimie. Latem ta zimnica mi wystarczy. Zimą nie zamierzam sprawdzać jak tu jest zimno. Kolejne lato planuję się gdzieś wygrzewać. A co. 🙂

Dobra jadę do tego Lochmaddy, rezerwuję bilet, wracam przeczytać, co tam widziałem na rozstajach dróg, znaczy widziałem jakieś reklamy o jakiejś imprezie tu na Uist, a tego nie można ot tak zignorować. Pewnie mają raz na rok, a ja akurat przypłynąłem prosto na imprezę. 😀

ten wrósł już w trawę

a w tego już wrosła trawa

I nagle… hamulec do spodu.. ten w trawę nie wrósł 🙂


No takie coś to muszę sfotografować z każdej strony. Porzucam kamperka i idę pstrykać fotki. I wiecie co? Spotkałem właściciela 🙂
Przegadaliśmy z godzinę o cackach, tak cackach, których jest właścicielem. On opowiedział mi wszystko o swoich autkach, ale i był ciekawy skąd ja jestem. Gdy powiedziałem, że z Polski i jeżdżę sobie już ponad 2,5 roku zbudowanym przez siebie kamperem, to chciał go koniecznie obejrzeć. Akurat porzuciłem go na sąsiednim parkingu, więc miał okazję zobaczyć i moje „cacko”. 😀

A oto te autka: Czytaj dalej Lochmaddy i motoryzacyjne dzieła sztuki

Berneray Ferry Terminal, Berneray, North Uist

Wiecie co? Nigdzie dziś już nie jadę. Zostaję na tej wysepce. Jest na tyle mała, że w pół godziny objechałem chyba każdy zakątek i spodobały mi się 2 miejsca, gdzie widziałem kamperki, przyczepy i namioty. Bez szału, że setki. Dosłownie kilka. Na jednej ręce policzy. Ale jest sezon, to dobrze, że ktoś w ogóle tu przypłynął. A dziwne to tym bardziej, bo żeby kupić bilet na prom, to rezerwację trzeba zrobić minimum kilka dni , a nawet tydzień wcześniej. Ja dziś postanowiłem nie podejmować żadnych decyzji. Dziś grill i piwko nad morzem, najlepiej na plaży 🙂

No i gdzie są ci wszyscy turyści, którzy okupują te promy? Na drogach pusto, w ładnych miejscach pusto…

zjeżdżam z promu i jadę, jadę 2 mile i koniec wyspy…

ale miejscówka fajna, gdyby ktoś chciał przyjechać:
57°43’35.7″N 7°09’12.6″W
57.726571, -7.153503

jadę na drugi koniec całe ok. 4 mile, ale po drodze… coś tam się rusza, jakieś tłuste coś się wgramoliło na te kamienie, staję

no foka, a nawet dwie

faktycznie tu są foki

komórką szału nie ma, idę po kompakta, ten ma 10x optyczny, lustrzanka ledwo max ogniskową 105, więc lipa będzie, za daleko Czytaj dalej Berneray Ferry Terminal, Berneray, North Uist

w stronę Leverburgh Harris Ferry Terminal, czyli Uist czeka

Tak już czas. Kolejne wyspy czekają. Przede mną Berneray North Uist, North Uist, Benbecula, South Uist, South Lochboisdale, Eriskay i dalej może Barra i Vatersay… i kto wie co jeszcze.

Wiecie co? Pogoda znów do dupy. Szaro i buro, chwilami pada. Zjeździłem niemal każdą dziurę, trochę połaziłem. No i czas albo wracać na Skye, albo jechać dalej. Wolę jechać dalej.

takie widoki mam cały czas kierując autem z kierą po lewej w ruchu lewostronnym 🙂

Prom sprawdziłem wczoraj i bez problemu da się tego samego dnia co podjadę. Hahaha, nie, nie w internecie. Po prostu tam pojechałem i sprawdziłem, a później wróciłem na plażę. Cała wysepka (południowy Harris) to w sumie ze 20 mil z góry na dół, a może nawet i to nie, więc to jak pojechać do centrum handlowego w większym mieście.
Czyli jadę i po prostu poczekam. Są 4 promy na dzień, więc zabiorę się którymś popołudniowym i na wieczór będę na Uist, północnym Uist. Gdyby nie padało, to zrobiłbym sobie grilla 🙁
Kiełbaski i haggisa kupiłem jak pamiętacie i one cały czas czekają  😀

 

znów wschodnia część

lubię te czerwone budki, nadają trochę ożywienia w tej szaro-zieloności

Czytaj dalej w stronę Leverburgh Harris Ferry Terminal, czyli Uist czeka

w błędnym kole na wyspach

Każda wyspa w zależności od wielkości daje większe lub mniejsze możliwości jej zwiedzania na 4 kołach. Rower też mam, bagażnik na rowery również, z tym, że nie zdążyłem go zamontować przed przyjazdem Grzegorza i pojechałem bez. Czyli zostaje mi albo na kołach, albo z buta, z tym, że zasięg od kampera jest ograniczony, bo po to go mam, żeby na noc wrócić, wykąpać się i wyspać wygodnie.
Te mniejsze wysepki mają z reguły jedną drogę wokół, czasem poprzecinaną kilkoma mniejszymi plus trochę bocznych. 1-3 dni to max na taką wysepkę. No chyba, że jest pogoda i chcemy spędzić kilka dni na plaży. Ale pogoda w tej części Szkocji to hmmm, brzmi trochę jak żart. Coś jak żart z zasięgiem internetu. 🙂
A wiecie, że to środek sezonu? Tak. Tam na południu w Hiszpanii, czy Włoszech albo Grecji jest teraz tłok, ścisk, upały i miliony turystów. Tu też jest sezon i też są turyści, tyle, że jest ich mniej niż spotykałem jeżdżąc po Europie …poza sezonem 🙂
I to jest sezon. Wiele miejscówek jest pustych. Stoję sam 🙂
Niewykonalne w innych częściach Europy w sezonie. Mi pasuje 🙂

Jako, że jednego dnia pogoda dopisała postanowiłem i ja spędzić część dnia znów na plaży, a bardziej spacerach z psem. Można powiedzieć, że słońce daje radę i opalenizna też się pojawia. Jednak gdy pogoda się psuje, człowiek myśli o tym, co tu zmienić. Może by tak wyspę. Znaczy nie zmienić wyspę, tylko zamienić na inną. Jeśli nie dziś, to może jutro? No dobra jutro.

Jeszcze trochę fotek z tej części Hebrydów. I zza kierownicy bo czasem nie chciało mi się zatrzymywać, jak i fotek z bucika

tutaj ta wg mnie ładniejsza, zachodnia część

Czytaj dalej w błędnym kole na wyspach

tu piękne hebrydy, a tu złomowiska i śmietniska

Chwilami można pomyśleć o co kaman. Co chwilę jakieś porzucone, rdzewiejące graty, albo wysypiska śmieci w tym lub innym miejscu. Już wstawiałem trochę takich fotek, więc wiecie o czym piszę.
Ok, ktoś powie, są na wyspie, nie mają jak zabrać albo utylizować. Ale do jasnej cholery gdy było sprawne, nowe to jakoś to przywlekli na wyspę. To jak z piwem na piknik, cięższe przynieść łatwo, ale puste puszki zabrać już nie.
Dla mnie nie ma wytłumaczenia. Jak w jedną się dało, to można i w drugą. No i ponoć w UE istnieje takie coś jak opłata recyklingowa. To co do kurwy nędzy?

Im większe skupisko ludzi tym więcej śmietnisk i złomowisk. Ja rozumiem, że za 100 czy 200 lat ta rdzewiejąca kupa złomu w końcu zniknie. Przynajmniej ta, którą zeżre ruda. Ale plastiki nie znikną. Jeśli chodzi o moje subiektywne odczucia, to nie są pozytywne patrząc na to wszystko. Skoro codziennie pływa tyle promów i nie tylko promów, to mogliby to na bieżąco wywozić, lub zrobić jakieś jedno miejsce, gdzie mogliby zwozić i utylizować. Wiele z tych porzuconych rzeczy dałoby się powtórnie wykorzystać. Jak nie w całości, to chociaż w części, a resztę do recyklingu. Albo już nie będę się denerwował. Spędzę tu maksymalnie kilka tygodni, więc mam to w dupie.

tu przynajmniej na prywatnej posesji, ale niewiele to zmienia

w Polsce to byłaby nówka nieśmigana, Niemiec płakał jak sprzedawał, tylko kierownicę przełożyć  🙂

Czytaj dalej tu piękne hebrydy, a tu złomowiska i śmietniska