więcej wody, nowy projektor i … znów regulator Tracer

Ostatnio było sporo grzebania przy kamperze. Kilka dni zabawy ze zbiornikiem. Ale o tym za chwilę. Dodatkowo znów pier…ął nowy regulator Tracer Epever 40A i od zeszłego tygodnia nie mam ładowania z chmur, słońca i lamp. Został tylko alternator. Znów zaczynam rozważać zakup agregatu. 🙂
Wisienką na torcie jest nowy projektor 🙂

Jak pamiętacie wcześniej miałem dwa modele tabletu Yoga Pro z projektorem firmy Lenovo i odradzam ten sprzęt jak tylko mogę. Nie kupujcie tego dziadostwa! Ja kupiłem 3x z czego wymieniałem kilka razy.  W sumie miałem 7 tabletów Yoga pro w różnej konfiguracji i z każdym były problemy. Właśnie odebrałem niedawno kupiony nowy projektor. jeśli chodzi o rozdzielczość, to Yoga była też pomyłką.  Ale o projektorze napiszę więcej w osobnym wpisie już niebawem. Czytaj dalej więcej wody, nowy projektor i … znów regulator Tracer

już dalej na północ na kołach się nie da – Dunnet Head

Minąłem półmetek trasy NC500. Oczywiście jeśli tak można powiedzieć. Podążałem do Thurso i planowałem tam zostać ze 2 dni, ale pogoda się poprawiła. Pojawiło się słońce i zakręcili deszcz. Czego chcieć więcej od życia. Jeśli mam zwiedzać, to lepiej przy takiej pogodzie niż gdy leje i leje.

Wyruszyłem więc z mojej miejscówki w kierunku miasta i wschodniego wybrzeża. Muszę Wam coś zdradzić. Trasa NC500 na pewno jest warta przejechania, ale jeśli nie macie dużo czasu, to lepiej poświęcić go jak najwięcej na zachodnią część. Wschodnia od ok. połowy północnej części to trochę Czytaj dalej już dalej na północ na kołach się nie da – Dunnet Head

niektórzy mają plan na życie

To chyba jednak nie jest na wesoło 😀

urocza miejscówka w Bettyhill

Północny zakątek Szkocji, nadal na trasie NC500.

Patrząc na mapę z tego miejsca, aż chciałoby się popłynąć na Wyspy Owcze. Wydają się tak w zasięgu. A gdyby już tam się dostać, to na Islandię. No prawie rzut beretem. Problem tylko taki, że żaden prom stąd nie pływa. Z Szetlandów również. Nieważne, że niemal zahacza o wyspy szetlandzkie w drodze na te owcze. Niby blisko, a jednak za daleko.

Jadąc w kierunku Thurso, bo miałem plan dojechać tam w ok. 2 dni i wreszcie nacieszyć się dostępem do internetu i jeszcze co ważniejsze nadrobić trochę zaległej relacji z Hebrydów trafiłem do ciekawego miasteczka. Niemal puste pomimo sezonu. Oczywiście malutkie, ale jest sklepik, jest muzeum a nawet basen. Do tego darmowy parking z toaletami oraz kranem z wodą pitną. Można tu oczywiście zostać, ale ja postanowiłem poszperać w okolicy i poszukać dostępu do morza. Miejscówek w okolicy znalazłem w sumie z 4 czy 5, ale Czytaj dalej urocza miejscówka w Bettyhill

shoarma kamperowa

Ostatnio miałem ochotę zjeść coś bardziej pikantnego i padło na shoarmę.
Shoarma to potrawa pochodząca z krajów arabskich i oryginalnie jest robiona z baraniny, jednak w kamperze można wykonać dość niezłą wersję i to dość łatwo i szybko. Oczywiście mi nie chciało się robić frytek, więc jeden palnik wystarczył. Dobrze przygotować shoarmę dzień wcześniej, ale jak ktoś nie chce czekać, to też da się zrobić od razu.

tu wersja z chipsami, czyli pokrojonymi w cieniutkie plasterki smażonymi ziemniakami na głębokim oleju

Co potrzebujemy?
– wino, przydaje się, bo można się napić przygotowując potrawę 🙂
mięso:  Czytaj dalej shoarma kamperowa

1000 dni na 8 m2 …i co dalej?

Minęło 1000 dni. 1000 dni od opuszczenia toskańskiego domu. 1000 dni w podróży. 1000 dni w kamperze. 1000 dni na 8 m2.
Trochę wspomnień, no i co dalej?

Gdy wymyśliłem kampera w sensie, że też chcę i że go zaprojektuję i zbuduję, to wielu znajomych pukało się w czoło, niektórzy nawet szydzili, że nigdy nie zbuduję i nigdzie nie pojadę. Fakt, że i mnie dopadały chwile zwątpienia.
Pierwsze gdy szukałem bazy na której go zbuduję. To nie tak do końca hop siup. A jeszcze mieszkając w innym kraju, kupić zdalnie w drugim.
Później sama budowa. Fakt, że budowałem pod chmurką już czasem dawał w kość. Pogoda zmienna jest. Bywało ciężko, ale też się udało.
W końcu wyjazd. Miał być Sylwester w Wenecji, ale mrozy zweryfikowały plany wszystkich. Do Wenecji nie dojechał nikt. Nowy rok w Toskanii, ale już wtedy wiedzieliśmy z moją byłą, że czas wyruszyć. Po prostu wreszcie wyjechać. Pierwszy i drugi stycznia to było wielkie pakowanie i wywalanie gratów, które się nie przydadzą w najbliższych miesiącach. Tak nowy rok, to nowe cele. Po co czekać? Trzeba realizować od początku stycznia. A co. Udało się wyjechać 3 stycznia…
Na początku miało być 3 do 6 miesięcy. Stało się inaczej. Czytaj dalej 1000 dni na 8 m2 …i co dalej?