Nie zostaliśmy przy Lago Santo, z prostej przyczyny – zero zasięgu telefonów, internet też nie łapał nawet 2G, parking pustoszał. No i finalnie ten spory spad, a my nie mamy ręcznego. 😐
Jak tu spać bezstresowo. Gdyby cokolwiek, to nawet zadzwonić nie ma jak. Ciekawe czy na CB bym kogoś wywołał. Tubylcy mieli jakieś antenki na dachach, ale na CB mi to nie wyglądało.
O tym, że dupy nie urywa pisałem. Gdyby chociaż widok z okna na to jeziorko…


Jedziemy.
Wróciliśmy drugą drogą i pojechaliśmy do Abetone, gdzie postanowiliśmy przespać. Parking darmowy, trzeba tylko wrzucić „na rano” albo wcześnie wstać.

Następnego dnia wymyśliliśmy żeby pojechać na most linowy na rzece Lima. Przy okazji trafiliśmy na znajomy polski akcent „oknoplast” – fotka 🙂


Dojście na most linowy od strony głównej drogi La Lima – Lucca zamknięty… Obsunęło się kawałek zbocza i po prostu przestało istnieć. Można jeszcze od strony Mammiano Basso, Popiglio, ale nie chciało nam się wracać. Most ma 227m długości i ma 80 cm szerokości. Na wysokości ok. 36m. Innym razem. Nie raz tu byliśmy i może będziemy.  😀

Jedziemy dalej, tylko gdzie… hmmm.
Wiem, Castelnuovo di Garfagnana. W okolicy jest fajne jeziorko. Daleko nie jest, ale postoje, wjazdy do pobocznych miasteczek, wdrapywanie się do niektórych po górkach i serpentynach. To zajmuje sporo czasu. Po drodze standardowo stawaliśmy na „psie siku”, na kawkę, fotki. Trafiliśmy też na parking ze zrzutem i darmowych prądem. Oczywiście robimy serwis. Przy Abetone nie ma nic darmowego.

Jedziemy dalej, po drodze „taniuchne” paliwo na stacji Conad w Gallicano. Tylko 1,398 euro za litr.
Po drodze widywaliśmy i 1,61 euro. Tankujemy.

Castelnuovo? Hmmm, nie ma gdzie stanąć jedziemy dalej, wrócimy. Co jest dalej? Jeziorka i górki… Zaczęło do tego lać. Chłodek. Ufff.
Tak lubię. Kierunek na Vagli Sotto.  Jedziemy. Po drodze wąsko, ciasno, mokro.  Tak jak lubię  😛

Dojeżdżamy… waaaarto było. Z boku kemping, na głównym ze 3 auta, ale zakaz kempingowania. Zostajemy, ale pytamy w restauracji czy można. Można, latem ponoć wszyscy tu stają.
Tubylcy mówią, że ktoś z kempingu załatwił sobie ten znak zakazu, żeby do niego na kemping jeździć. Czyli Polak – Włoch dwa bratanki jeśli chodzi o wałki. Masz w rodzinie urzędasa, to i biznes lepiej idzie.  Hahaha 🙂
Różnica taka, jak mówią mieszkańcy, że tu policja nigdy jeszcze nikogo nie przegoniła i nigdy nie dali choćby jednego mandatu. Czyli znowu 1:0 dla włoskiej policji. Reżim tu jeszcze nie dotarł.
Albo mają lepsze rzeczy do roboty niż gnębienie turystów. 😛

W sumie zostalibyśmy z parę dni, gdyby nie niedawny incydent z kartą, o którym już pisałem. Nasz pies lubi kilku dniowe postoje. Poznaje wtedy nowych „kolegów”, a jak jest w pobliżu woda, to pierwszy testuje czy temperatura do pływania odpowiednia.
Z drugiej strony trzeba jechać do …banku, formalności, ale… najbliższy w Pisa. Olewamy, zostajemy. Zapasów w kamperze mamy i na 2 tyg. Można by się zaszyć gdzieś w górach i przeczekać ewentualny kryzys, gdyby jakiś nastąpił. 🙂
Gdybym jeszcze łowił ryby, albo coś upolował, to i dłużej. No ale łowienie ryb, to nie jest moja mocna strona. Może kiedyś w Norwegii., albo Szkocji… 😀
Chociaż zupę z węża mogliśmy przetestować, ale ja bardziej myślałem, jak go użyć do naprawy. Gdyby M. nie robiła wrzasku z jego powodu, to miałaby przy okazji torebkę. Ehhh.  😛

   

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.