5 i pół tygodnia wyjęte z życia – jak zarabiam na podróże

No prawie, bo bez weekendów. I to chyba mój rekord, a może i nie. Dziś już nie pamiętam. W każdym razie jeśli chodzi o robienie tego, co się lubi, albo tego co się nie lubi, to ja bardziej wolę robić to co lubię, niż odwrotnie. Pewnie nie tylko ja.

No dobra, nie do końca nie lubię tego, czego nie lubię, bo nie jest to ekstremalne nielubienie. Czasem robię coś czego nie lubię trochę. Ale zacznijmy od początku…
Na początku była ciemność…
A to nie ta historia. 🙂
Dawno, dawno temu, za siedmioma górami, za siedmioma lasami…
No dobra, znów nie to. Ok, tym razem już na serio. 🙂

Kiedyś, jeszcze z dwie dekady i ponad dwie też, byłem bardziej normalny. Nie do końca, ale jednak. Czyli co? Czyli no, wstawałem rano i jechałem pracować. Na całe szczęście niemal całe życie własne biznesy, więc ustalałem sobie sam godziny otwarcia, zamknięcia tak, żeby się wyspać. Wyjazdy wakacyjne mogłem sobie robić gdy chciałem i no może nie do końca na ile chciałem, ale z reguły i tak więcej i częściej niż ludzie na przeciętnym etacie. Lubiłem podróżować samochodem + hotele, lub samolot i też hotele. Ale i tak pierwsze wypady z namiotem robiłem jako nastolatek. Spanie w aucie też się zdarzało. Ale pozostańmy przy temacie pracy. Czyli praca, praca, praca. Kiedyś lubiłem to co robiłem nawet pracując, więc pewnie to było to. Już dawno osiągnąłem stan, że mogłem prawie nie pracować. Żeby być szczerym to będzie ze 20 lat temu. Może nie do końca nie pracować, bo musiałem pilnować wszystkiego. Bardziej nie pracować w sensie fizycznym, ale byłem uwiązany i dłuższe wyjazdy z reguły odpadały. Taka niewola na własne życzenie. Była kasa na wyjazdy i wszystko, ale nie było kiedy jeździć. No więc co się zmieniło? W sumie nic. Ale trochę rzeczy sobie w tamtym czasie przemyślałem. Byłem uzależniony. Nie było dnia bez myślenia o firmie, bez pilnowania pracowników, biurokracji, papierów itd. itd.

Miałem powoli dość. Chciałem to jakoś uprościć. Uwolnić się. Stać się bardziej niezależny od biurokracji i stałych kosztów jak ZUSy, wypłaty, opłaty itd. Z 15 lat temu postanowiłem zmienić kraj i przenieść się z prowadzeniem firmy do Irlandii. Podatkowy raj w porównaniu z Polską. Jako, że proporcje zysk – koszty wypadały lepiej mogłem pracować mniej i …więcej podróżować lub nic nie robić. Na początek zjeździłem całą Irlandię co najmniej kilka razy, trochę Europy. Przez długie miesiące pracowałem średnio 3 dni w tygodniu. I wiecie co? Najlepiej było pracować w weekendy. Czyli piątek, sobota, niedziela. Już wtedy odkryłem, że lepiej znów robić odwrotnie. Do „znów” wrócę innym razem, bo to nie jedyna dziedzina życia, w której robię wszystko odwrotnie. Np. żywienie. Golonki, boczki, jaja niezdrowe? Jem ile się da. Pieczywo pełnoziarniste wg jajogłowych zdrowe? Nie dotykam. 🙂

Ale wracamy do cyklu pracy 3 dni praca – 4 dni wolne. Mnie się podobało. Bo komu by nie. 🙂


Dodatkowo pracując wtedy, gdy inni mieli wolne, w 3 dni zarabiałem tyle ile przeciętnie w 5 dni w środku tygodnia, a przy tym zyskiwałem wolny czas gdy wszyscy byli w pracy. Wiecie, zero korków, parkingi wolne, sklepy puste, centra handlowe również. Nie muszę dodawać chyba, że bilety lotnicze w środku tygodnia również z reguły były tańsze? 😉

Był też okres, że zajmowałem się MLM, ale kilka rzeczy mnie w tym zniechęciło. W sumie pierwszy kontakt z MLM miałem jeszcze w latach 90tych. Pewnie pamiętacie Amway. Tak, nawet tam miałem już jakiś poziom. Później jeszcze kilka innych firm. Gdy jedna zaczęła okradać klientów i finalnie również i mnie na sporo kasy, to zaufanie do tego rodzaju biznesu niestety upadło. Później sytuacja się powtórzyła z jeszcze jedną firmą. Tak więc z MLM dałem sobie spokój. Wrzuciłem wszystkie do wora – naciągacze i złodzieje. Ale tu akurat wielkiej filozofii nie ma – najwięcej zarabiają założyciele i ci na początku, a nowi robią na tych na górze. Piramida, która w końcu i tak upada. A ja po prostu nie dorobiłem się jeszcze szklanej kuli, żeby przewidzieć, która, kiedy kogo okradnie albo, która kiedy upadnie i zniknie z kasą. Czyli MLMy papa. Fuck Off.

Pasowałoby jeszcze wspomnieć o jednej z niezłych form zarabiania podróżując – praca zdalna. Dla wielu wymarzona, ale wg mnie jest to tylko krok do wolności, a nie prawdziwa wolność. Już wyjaśniam dlaczego tak uważam. Lepiej podróżować i pracować zdalnie niż siedzieć w gównianym biurowcu i wracać do domu w korkach. Tu nie ma nawet o czym dyskutować. Też to przerobiłem, wiec opiszę mój punkt widzenia.

Otóż jako pasjonat komputerów i elektroniki wybierałem szkoły gdzie w tych dwóch dziedzinach mogłem rozwijać moje pasje. Przy komputerach siedzę już niemal 30 lat. Zaczynałem od Basic (kto pamięta?), później Pascal, trochę C++, html, php, cscs itd, itd. Strony internetowe projektowałem już w czasach 0202122. Później powstały przeróżne CMS’y itd. Tak z tysiąc projektów lekko zrobiłem. Dużo? Może nie, ale to nie była jedyna rzecz, którą robiłem w życiu. 😀
Podróżując kamperem nawet miałem taki plan, żeby właśnie tak zdalnie zarabiać. Nawet „złowiłem” kilkunastu klientów, ale to sprawiało, że zamiast na wakacjach byłem nadal w pracy. Maile, telefon pod ręką. I co z tego, że mógłbym być na plaży, jak trzeba było jechać i złapać zasięg, żebym mógł coś wgrać na serwer, bo klient zmienił zdanie. Dziś już jest lepiej, ale kiedyś musiałem czasem jechać 25 km, żeby złapać zasięg 3G. A i finalnie to nie było to co chciałem robić. Chciałem być wolny. Taki naprawdę WOLNY! Jak ptak.


Tak, abym nie musiał odbierać telefonów, odpisywać na maile, nie musiał dzwonić do księgowego co chwilę, robić zamówień, wysyłek, czy czegokolwiek innego, no dosłownie wolny od tego wszystkiego. Żyć bez planu, wstawać kiedy chcę, robić to co chcę, jechać tam gdzie chcę, grać na gitarze, rzeźbić w drewnie albo budować jakiś układ na Arduino, tworzyć jakąś grafikę na komputerze, albo leżeć cały dzień i pić winko. I tak przez większość roku. Duuuużą większość roku.

Gdyby tak udało się odwrócić pracę i wakacje i zamiast pracować 11 miesięcy w roku i 1 miesiąc wakacji, mieć 11 miesięcy wakacji, a pracować przez ten jeden? Ale jak to osiągnąć? I czy to w ogóle możliwe? Wg mnie tak. Mogę powiedzieć, że jestem już blisko. Wymagało to kilku zabiegów, szkoleń i oczywiście umiejętności oraz doświadczenia. Te na szczęście mam. Finalnie podliczając obecny rok wyszło mi, że w 2018 pracowałem jako podwykonawca 5,5 tygodnia. Dosłownie. Weekendy wolne oczywiście. 🙂 Czyli pozostałe 46,5 tygodni z roku 2018 robiłem to co chciałem i to co lubię. Nie najgorzej chyba? 🙂
W roku 2017 pracowałem 7 tygodni. No ciut słabiej, ale w 2019 planuję pracować nie więcej niż 4,5 tygodnia, czyli równy miesiąc.

Czy miesiąc pracy starczy aby zarobić na cały rok życia i jeszcze podróże? Ile można zarobić w takim okresie? Co trzeba robić?

Miesiąc teoretycznie wystarczy. Zarobić można przeliczając na PLN i 20-35 tys zł. Trzeba być fachowcem w dziedzinach i krajach gdzie takie pieniądze się zarabia w miesiąc, a najlepiej jeszcze leżeć i czekać, aż któremuś zleceniodawcy zaczyna się dupa palić. Wiecie terminy itp. Wtedy odbieramy telefon, negocjujemy i …pracujemy. Właśnie wczoraj zakończyłem kolejne 2,5 tyg zlecenie, bo się komuś dupa paliła. 😀

W jakich dziedzinach? W jakim kraju? Ja wybrałem do tego Szkocję. Lepsze stawki niż obecnie w Anglii czy Irlandii, mówią po ludzku, czyli w jednym z języków, w którym i ja mówię. A jeśli chodzi o specjalizacje, to robię to co umiem i na co mam papiery, czyli stolarz, cieśla, stolarka budowlana, elektryka i elektronika. Ja wybieram, co robię, w zależności od tego ile płacą i gdzie. Gdy stawka jest niesatysfakcjonująca, nie wstaję nawet z łóżka, gdy nie ma parkingu przy miejscu, gdzie miałbym wykonać zlecenie, nie wstaję z łóżka. Jako to tak pracować, nie mając kampera pod ręką 😉
Czy będę pracował jeszcze w tym roku? Nie. Czy w przyszłym? Zapewne tak. Pewnie ze 4 tygodnie tak.

No wszystko ok. Tylko czy takie zarobione w miesiąc pieniądze wystarczą na rok robienia co się lubi? I tak i nie. Jednym wystarcza, innym nie. Jeśli wydatki na podróże liczysz w ten sposób, że pracując rok i jadąc na 3-4 tygodnie musisz się wyszaleć i przewalasz roczny zarobek w miesiąc, to mnożąc go x 10 miesięcy niestety braknie. Raczej nie zarobisz w 1-2 miesiące wystarczających pieniędzy na taki rok podróżowania. Podróże na pełny etat, to inny styl życia i inne wydatki. Pewne się rozkładają na miesiące, a innych w ogóle nie ma. Zawsze można poza obcinaniem kosztów na niepotrzebne wydatki, pracować we dwoje, albo np. dwa miesiące zamiast jednego. Nadal zostanie Wam 10 miesięcy na spełnianie marzeń i robienie tego co się lubi. 😉

Niestety nie znając języków, nie mając doświadczenia i skończonych szkół w dobrze płatnych zawodach może być trudniej. Ale nawet to nikogo nie dyskwalifikuje. No może leni, albo tych, którzy czekają aż państwo da. Języków można się nauczyć, iść do szkoły i zdobyć nowe kwalifikacje można w każdym wieku. No ale to może wymagać, że trzeba będzie wstać od komputera i przestać narzekać. A niektórzy to lubią. Czyli też jakby nie było robią co lubią, czyli nie powinni narzekać. Chyba się zapętliło. 😀

Niebawem napiszę więcej o tym jak mniej wydawać, żeby starczało na rok, gdy popracujemy te 5-7 tygodni, bo to też jest część sekretu podróżowania na pełny etat 😉

No a teraz czas na Wasze …komentarze 😛

9 odpowiedzi do “5 i pół tygodnia wyjęte z życia – jak zarabiam na podróże”

  1. Każdy obiera swoją drogę. Świadomie lub nie. Ty masz naturę podróżnika i znalazłeś sposób jak ją wyzwolić. Wyrwałeś się z „Matrixa”. Zrywasz stereotypy, promujesz inny styl życia. Pokazujesz, że nie potrzebujesz tych wszystkich rzeczy na które codziennie harujemy.
    Z drugiej strony znam ludzi, którzy żyją w małych społecznościach na wsi wykonując swoje cykliczne zajęcia. Znają każdy kamień przy drodze, każde drzewo i wszystkich sąsiadów do 3 pokolenia wstecz. Kładą się do łóżka po ciężkim dniu pracy z bolącymi mięśniami ale zadowoleni z siebie bo „tyle roboty udało się dzisiaj zrobić”.
    Także każdy żyje jak chce lub jak może. I nie można tego oceniać. Według mnie najgorsza jest presja społeczna. To że nie mam dużego domu i ładnego samochodu nie musi oznaczać że jestem nieudacznikiem. Grunt to mieć szerokie horyzonty i dokonywać odpowiedzialnych wyborów świadomie.

    Ps: fajny wpis – pokaże go córce. Jest już w 7 klasie 🙂

    1. Dominik
      „To że nie mam dużego domu i ładnego samochodu nie musi oznaczać że jestem nieudacznikiem”

      Spójrz na to z innej strony, ktoś może przecież chcieć mieć duży dom i samochód, z zupełnie innych powodów, wcale nie po to żeby udowadniać że nie jest nieudacznikiem.
      Może po prostu lubi fajne samochody i chce mieć wygodny dom, a opinie innych na ten temat ma kompletnie gdzieś, niezależnie jakie by one nie były.

    2. Ciekawy sposób spojrzenia na świat. Moim zdaniem sposób myślenia, związany jest ze sposobem żywienia, który pozwala się obudzić z letargu. Też jem to co mówią, że niezdrowe, a wręcz zabójcze, ……….. a zdrowe ziarna dla ptaków 🙂
      Trochę Ci zazdroszczę, ale pozytywnie. Trzeba zrobić krok do tyłu, nawet trzy i popatrzeć na wszystko z oddali. Może wtedy jest łatwiej zrozumieć takie podejście do życia.
      Powodzenia i pozdrawiam 🙂

    3. Nie zawsze miałem naturę podróżnika. Ja nawet nie jestem pewien czy za 7 lat będę nadal to robił. A może postanowię zbudować drewniany dom w jakiejś dziczy, w kraju, gdzie politycy nie zaciskają co miesiąc coraz bardziej pętli na szyjach obywateli czyli swoich chlebodawców. Nie wiem. Taki dom w dziczy, samowystarczalny energetycznie teoretycznie dałby wolność, a gdyby jeszcze jedzenie samemu upolować, to może nie trzeba by było wracać do „cywilizacji” po papierki z twarzami w ogóle 😀

  2. Zaje…iste , daje do myślenia ta twoja „WENIA”,też jestem odwrotowcem i wyłażę na słońce kiedy krzyczą media głównego ścieku żeby się schować bo po co komu wit.D3 itd.,Kto w temacie wie o co kamon
    Tyle że ja jeszcze zmagam się z matrixem a ty już jak w mordę to Neo 🙂
    Sami wybieramy scenariusz życia i sztuką jest zaliczenie odpowiednich baz w danym czasie ,bo tylko jego nie można kupić
    A czy dom,czy camper to zależy co nas kręci co nas podnieca .
    Pierwszy miał 350m2, 2-250m2, obecny 150 ,a docelowy będzie na zgłoszenie + Camper i życie pól na pół (taki mamy plan na chwilę obecną) i myślę że każdy z nas chce być wolny,bo inaczej nie ustawił by w swojej świadomości dzwoneczka-TOSKANER-
    Pozdrawiam

  3. ————————————-
    A może postanowię zbudować drewniany dom w jakiejś dziczy, w kraju, gdzie politycy nie zaciskają co miesiąc coraz bardziej pętli na szyjach obywateli czyli swoich chlebodawców. Nie wiem. Taki dom w dziczy, samowystarczalny energetycznie teoretycznie dałby wolność, a gdyby jeszcze jedzenie samemu upolować
    ————————————-

    Gdybym był młodszy trochę to takie życie by mi pasowało 🙂
    https://youtu.be/wq8VLacMCJU?t=17

    1. Trochę zimno ma. Ja chyba jednak wolę temperatury, w których trzeba mniej pracy aby przetrwać. W takich warunkach to zbieranie opału, problemy z żywnością. Zdecydowanie wolę cieplejszy klimat 🙂

  4. No stary swoim sposobem myślenia mnie rozjechaleś. Kocham Cię. Jestem rozjechany bo pewnie teraz odkrywam to o czym Ty już piszesz że się stało – piękne. Napisz więcej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.