A gdyby tak… zacząć budować całoroczne kampery do podróżowania na pełny etat?

Od lat powtarzam, że budowanie, a bardziej tworzenie projektów, a późniejsze realizowanie, to moja druga pasja, równoległa do podróży i vanlifowego życia. Nie tylko kampery w życiu zaprojektowałem i zbudowałem. Projektów było dużo. Choć głównie stacjonarnych, więc ciut poza tematem karawaningu.


Sednem dzisiejszego wpisu jest bardziej pytanie „Co robię nie tak, że nie realizuję swoich pasji na 100% i to 365/365 dni w roku?”
Odpowiedź – Niestety nadal muszę wracać do systemu. Choćby na te 6 tygodni w roku ale muszę. Teraz wiele osób pomyśli:
„Co on kuźwa pieprzy? Narzeka na tylko 6 tygodni?
No ale prawda jest taka, że nadal muszę i wtedy na te 6 tygodni staję się trybikiem, który wykonuje coś nie swojego, coś na zlecenie odgórne, gdzie nie do końca, a właściwie w ogóle nie mogę zadecydować choćby n.t rodzaju materiałów, czy sposobu wykonania czegoś. Po prostu architekt zrobił projekt i ma być tak i uj. Ja jako podwykonawca, mam tak coś uciąć, albo tak zrobić i do domu. Pomijam nastawianie budzika. Wkurza mnie to, a mógłbym teoretycznie robić też inaczej i w formie kumulacji wracać do systemu np. na 2x dłużej np. co 2 lata i tak dalej, ale nadal nie tu jest pies pogrzebany.
Problem w tym, że przez te kilka tygodni nie robię tego co lubię. I nie ma to naprawdę znaczenia przez jaki okres, czy nawet ilość pieniędzy jakie mogę zarobić, bo ofert dla mnie leży, że dosłownie przebierać. Czuję się wtedy niewolnikiem. 6 tygodni niewoli. Już o tym kiedyś pisałem ale z ciut innej perspektywy:
5 i pół tygodnia wyjęte z życia – jak zarabiam na podróże?

Wiecie co? Oddałbym te 6 tygodni na konto 10 tygodni a nawet i więcej, gdybym nie musiał przez ten czas robić tego, co od tego roku już chyba nie lubię.
No więc, zadałem sobie to pytanie już chyba setki razy i za każdym razem odpowiedź jest taka sama. Jakie pytanie? Otóż znacie je z pewnego polskiego filmu.
Wystarczy, że odpowiesz sobie na jedno zajebiście, ale to zajebiście ważne pytanie:
– Co lubisz w życiu robić? A potem wystarczy to robić.
Oczywiście nie koniecznie musi to być jaranie blantów. 🙂

Uznałem, że ja jednak robię coś nie tak, bo nadal czegoś mi brakuje do mojej definicji 100% wolności, 100 procentowego robienia tego co lubię. Choć dążę do tego od lat.
No więc zapytacie pewnie, czemu robię to czego nie lubię? Z tym nie lubię, to chyba od tego roku, więc stąd te całe przemyślenia. Do zeszłego roku mi to nie przeszkadzało. Ale czas iść do przodu.

Otóż budowanie kamperów ciągnie mnie niesamowicie. Nawet leżąc na plaży w Hiszpanii poprzedniej zimy wizualizowałem sobie w głowie jak będzie wyglądał kolejny kamper i kolejny i kolejny. Mam już chyba naście jak nie więcej projektów w kolejce. Nawet takich 4×4 oraz 7,5T. Dodatkowo jestem praktykiem, który spędził na dzień dzisiejszy jakieś 1700 dni i nocy w kamperze, jako domu na kółkach, czy to zimą, czy latem, czy to na południu czy północy Europy.  Do tego niemal każdy sezon w każdej konfiguracji. Tak, ja nie uciekam do „murowanego” gdy słońce przestaje świecić.
Na dokładkę jako osoba, która doradziła, czy pomogła już setkom ludzi osobiście twarzą w twarz czy długie rozmowy online, a poprzez forum CT, czy bloga i grupy niebezpośrednio mogę obstawić, że tysiące osób na czymś skorzystały, uważam, że mógłbym zaprojektować i budować kampery niemal idealne. Tak wiem, oczywiście, że ideał czy perfekcja nie istnieje, ale jak powiedział Kevin Flynn do Clu „ciągle do niej dążymy”. Tak więc uważam, że i w tej dziedzinie wiele można zrobić. Przez lata zebrałem ogromną ilość danych i jakby nie było doświadczenia n/t podróżowania w różnych warunkach oraz całorocznego vanlife. I tu jest ogromna różnica jeśli porównamy z angielskim vanlife, gdzie przeciętny vanlifer ma vana z łóżkiem i szafką z domu, śpi w zimowym śpiworze, albo grzeje się kozą, a toaletę ma w pobliskich krzakach, a cała inwestycja wyniosła go poniżej 1000£. Do tego prawdopodobnie go za rok nie zobaczymy, bo jego „fura” nie przejdzie badań technicznych.
Ci co śledzą moje kroki od 2013 roku w temacie tego „sportu”, to wiedzą, że u mnie nie ma srania po krzakach. Albo mam w kamperze wszystko albo wracam do chałupy.
Dzięki zebranej wiedzy i doświadczeniu mogę aktualnie z niedużym błędem zaprojektować całorocznego kampera w zależności od preferencji przyszłego użytkownika. Dodatkowo mam nie tylko wiedzę praktyczną z samego użytkowania kampera przez cały rok i to od lat, ale i umiejętności poparte dekadami w zawodach takich jak elektryk, elektronik, stolarz itd.
Zresztą wynikiem tego jest fakt powstawania darmowego poradnika mojego autorstwa, docelowo do pobrania w wersji PDF. Powstający podręcznik:
ABC budowy całorocznego kampera
No wiec, pewnie zadacie znów kolejne pytanie, które usłyszałem już naprawdę ze setki razy:
– Dlaczego nie buduję kamperów?

Do niedawna odpowiadałem chyba każdemu – dlatego, że nie chcę wrócić do systemu na długo, pewnie na lata. Nie chcę utknąć rozwijając firmę budującą kampery i chyba najważniejsze, nie chciałbym aby to sprawiło, że stanę się niewolnikiem swojego hobby czy pasji, czyli jedno hobby wykluczy drugie. A drugim jak pamiętacie są podróże i vanlife. Dodatkowo to się wiąże z szukaniem klientów na zbudowane kampery, albo o zgrozo spędzanie setek godzin na telefonie czy mailowaniu aby dogadać jakieś szczegóły. Pomijam już dawanie ogłoszeń, odbieranie telefonów. Nie, nie, nie!!!

No więc czy da się pogodzić takie dwie pasje i pozostać na tym poziomie żeby nadal robić to co się lubi i nie stało się to kolejną pułapką czy powrotem do systemu?
Otóż, od pewnego czasu pojawiły się pewne możliwości jeśli chodzi o zaplecze, czyli o miejsce, gdzie mógłbym realizować moje projekty i nie do końca byłbym uwiązany na cały rok. To pozwoliło mi na pewne przemyślenia na temat strategii jaką bym mógł przyjąć, a dokładniej formy mojego wracania do systemu, ale na moich warunkach.

Czyli jakby to wyglądało?
Nadal będę podróżował czy tam vanlifował kiedy chcę i ile chcę, ale jednocześnie… również kiedy chcę i ile chcę zajmę się tworzeniem, czyli budowaniem.
Dlaczego uważam, że taka wersja jest lepsza? Ponieważ tworząc coś bez nacisków, bez presji, bez terminów człowiek pracuje inaczej. Można w 100% budować jak dla siebie. Takie budowanie bez żadnego wyścigu, żadnego parcia na kasę, bo mi dzieci głodują, czy innych zmiennych, które sprawiają, że trzeba coś robić na skróty czy na odpierdol, bo to nie dla mnie.
Każdy projekt dopieszczony jeśli chodzi o całoroczność tak, że aż sam bym chciał nim pojechać w podróż.

Nie byłaby to, co logiczne seryjna produkcja, a bardziej coś w formie limitowanej edycji, czyli buduję kilka sztuk kamperów w roku, jednocześnie mogliby mnie podczas budowania odwiedzać chętni do podglądnięcia efektów pracy. Możliwe, że mógłbym poprowadzić jakieś szkolenia w tym czasie. Ale to na razie jako opcja.

Nie rozważam projektów stricte na zlecenie. Czyli ktoś mi coś zleca i wykonuję to w określonym terminie, bo to z automatu kłóci się z całą ideą tworzenia z pasją.  Wolałbym na razie realizować moje projekty, których jest cała szuflada, mógłbym jednak i to rozważyć w jakiejś elastycznej opcji . 🙂

Jest na końcu jeszcze jeden problem, o którym do tej pory nie wspomniałem. Chodzi mianowicie o to, że w wersji – tworzę własne projekty, przewiduję problemy z szukaniem klienta końcowego. Co z tego, że wykonane projekty będą się nadawały do całorocznego komfortowego vanlajfu i podróżowania na pełny etat, czy szafki będą nawet miały złote klamki, jeśli klient końcowy będzie wolał kupić coś ze znaczkiem np. VW i srać w krzakach?
To chyba jedyny powód, który mnie powstrzymuje przez budowaniem. Już raz tak zrobiłem w zeszłym roku i zamiast zgodnie z planem w Hiszpanii, przesiedzieliśmy zimę w Szkocji, bo nie było co zrobić  z drugim kamperem. Fakt nie narzekamy, bo miałem okazję pokazać Eli wiele cudnych zakątków. Teraz już na serio nie musimy wracać do Szkocji zbyt szybko 🙂

Ale znalazłem rozwiązanie. 🙂
Postanowiłem napisać ten niekrótki wpis właśnie z tego powodu. Otóż pewnego dla Ela zadała mi pytanie:
– Dlaczego nie znajdziesz kogoś, kto zajmie się sprzedażą i zna się na tym jakiś tysiąc razy lepiej niż Ty? Ty budujesz, ktoś sprzedaje i ma z tego procent…

No właśnie. I to jest esencja powyższego artykułu. Ja lubię i potrafię robić inne rzeczy, ale po prostu nie lubię sprzedawać i gadać w kółko o tym samym z klientami. Są ludzie, którzy lubią albo zajmują się sprzedażą. Co trzeba więc zrobić? Nawiązać współpracę, dogadać warunki i każdy będzie zadowolony. 🙂

Czyli aby już nie przedłużać, zadam pytanie:
– Czy jest na sali sprzedawca?

Innymi słowy, szukam osób chętnych do współpracy na zasadzie sprzedaży kamperów do komfortowego całorocznego podróżowania, projektowanych i budowanych przeze mnie, opcjonalnie na zlecenie. Oczywista sprawa osób, które są w temacie.
Mogę nawiązać współpracę ze sprzedawcami praktycznie w każdym kraju Europy. Od lat prowadzę firmę, wystawiam faktury, czyli wszystko w 100% legalnie. Mogę również dostarczać moje kampery do końcowego klienta. Opcji jest wiele, więc może ktoś ma jeszcze inny pomysł lub wizje.

Zapraszam do kontaktu.

16 odpowiedzi do “A gdyby tak… zacząć budować całoroczne kampery do podróżowania na pełny etat?”

  1. Oj Kolego! widzę, że zaczynasz myśleć o przyszłości ! I słusznie . MUSISZ mieć zapewniony byt czyli stały dochód . Lata lecą a młodość niestety przemija . Wiem coś na ten temat (64) . Uważam ,że to doskonały pomysł ale uprzedzam o trudnym wyborze wspólnika . Bądź ostrożny . Szkoda, żeby ktoś wykorzystał Twoją wiedzę tylko dla siebie .
    Sam jestem na etapie decyzji jaki kamper wybrać . Sam nie zrobię bo nie potrafię a poza tym zdrowie już nie te . Myślę, że na stare lata należy mi się już odrobina komfortu więc zrealizuję moją wizję na bogato ; L4H2 z 3 litrowym motorem . Całoroczny z wszystkimi opcjami . Wykończenie w stylu Knaus . Nie mam jeszcze wykonawcy, ale rozmawiam z trzema i muszę podjąć decyzję do końca września . Rozwiej moje wątpliwości H2 czy H3 ? To jedno mnie nurtuje

    Pozdrawiam .
    Ryszard

    1. Ryszard, o dalekiej przyszłości to pewnie nie. Nie zamierzam się ustawiać do końca życia takim biznesem, a bardziej żyć i robić to co sprawia przyjemność. Nikt nie wie ile pożyje. A skąd ja wiem, czy za 5 lat nie znudzą mi się kampery? A może za 5 lat kupię kawałek ziemi i zbuduję sobie pasywną ziemiankę i będę hodował marchew? Albo przesiądę się na jacht? Nie wiem. Nie zamierzam siebie oszukiwać, że coś lubię, gdy tak nie jest.
      Jeśli chodzi o H2 czy H3, to hmmm.
      Mam pomysły i na jednej i drugiej bazie. Niestety nie potrafię doradzić w ciemno, bo po prostu nie wiem jakie masz plany związane z kamperem. H3 kusi, bo więcej przestrzeni nad głową. Ja bym np. zrobił łóżko opuszczane, a na dole duży salon, bo nie zawsze świeci słońce. 😉

      1. A podłogówka jest do zrobienia komfortowo i w H2 i w H3?
        Nie zrobiłem podłogówki u siebie w H2 i już żałuje 🙂

        1. Mam 180 cm więc nawet z podłogówką w h2 styknie mi miejsca. Przy H3 obawiam się oporów wiatru i ewentualne problemy z wjeżdżaniem w chaszcze.

          1. Ryszard, na chaszcze, trzeba wozić pastę polerską, albo prze lakierować furę uretanem. 😉
            Zresztą więcej jest tych nisko niż wysoko. Ja ostrzę zęby na H3, ale jak nie trafię w odpowiednim stanie, to będzie H2.
            4×4 odkładam raczej na „później”.

        2. Tomek, w każdym można zrobić. No może zależy od wzrostu użytkownika. Ja mam w H2, ale gdybym był 2 cm wyższy to już bym na tej bazie nie zrobił, bo musiałbym chodzić z głową w poprzek. Dlatego wyjątkowo zacząłem od sufitu i gdy był skończony, to wróciłem do podłogi i szacowałem ile wycisnę. Mam na milimetry, gdy ogolę się na łyso. 🙂
          Jeśli o mnie chodzi, a cały czas trzymam się tematu całoroczny vanlife, to pozycja wyprostowana jest u mnie priorytetem. Czyli trzeba znając swój wzrost, bierzemy metr i wszystko jasne 🙂

  2. Parę rzeczy który nasuwają się do głowy:
    1. Skoro masz ogrom zleceń na te 6 tyg. czemu nie wybrać by tego nawet trochę mniej płatnego, ale takiego które sprawiało by Ci większa przyjemność? Takie zlecenie w którym masz większy wpływ na to co robisz, lub takie zlecenie gdzie projekt pokrywa się z Twoją wizją?

    2. Obawiał bym się, że budowanie kamperów z hobby dość szybko może szybko przerobić się w regularną „pracę” i tez możesz nie polubić, że na pewne rzeczy nie będziesz miał wpływu. Czemu by nie spróbować? A jak się nie uda to wrócić do tych 6 tyg.

    3. Skoro potrzebujesz pracować tylko 6 tyg. w roku, oznacza to, że nie wydajesz kroci na roczny budżet życia w kamperze. Prawdopodobnie masz też dość dobrą stawkę godzinowo/tygodniową. Czemu by nie odłożyć trochę funduszy, równolegle pracować nad jakimiś źródłem pasywnego dochodu? Może i wymagało by poświęcenie od samego początku, ale w końcu, czy nie zmierzasz do niezależności?
    Poczytaj o: „4% rule”

    1. Tomek, te przemyślenia już mam za sobą. Rozumiem też, że wiele osób może nie zrozumieć, że to chodzi ledwo o jakieś śmieszne nawet powiedzmy 2 miesiące pracy w roku. Wiem, że ludzie wyjeżdżają za granicę na miesiące albo lata zostawiając rodziny. Ba są nawet ludzie, którzy pracują po 11 miesięcy w pracy, której nienawidzą. Ale to nie mój problem. To nie o to w tym chodzi. Każdy może robić na 100% to co lubi. Bo dlaczego nie?
      Pasywny dochód miałem przed laty, ale pewne rzeczy uległy zmianie i pasywnego też trzeba pilnować. To nie tak, że „O mam pasywny, jadę w podróż do końca życia.” Czyli pasywny w prawie każdym przypadku nie jest pasywnym.
      Z budowaniem też mam takie obawy, dlatego robiłbym to wg moich przemyśleń. Czyli np. co rok buduję sobie nowego kampera dla siebie plus równorzędnie jeszcze kilka takich samych w podobnej konfiguracji. Może z odrobinę różnym wyposażeniem. Np. jeden ma skóry i lifepo4, a drugi nie. W jednym jest car audio za pierdylion, a tym z boku firmowe radio. Ale to tylko przykłady. Nie rozwijam bardziej, bo mi nowela z komentarza wyjdzie. 🙂
      Co do 3-go punktu, to hmmm, no właśnie, jak wyżej, nie zamierzam budować tych kamperów charytatywnie. Przeliczałem to setki razy i nie zarobię na budowaniu kamperów tyle ile na zleceniach. Ale jak wspominałem, robiąc co lubię, nie będzie mi przeszkadzać, że zajmie mi to dłużej. Bo to nie będzie dłużej, gdy robię co lubię. 🙂
      A gdyby nawet w pewnym momencie okazało się, że budowanie stało się pracą, która przestaje mi się podobać, to kończę ostatniego, wsiadam w kampera i… 🙂

  3. Mnie fascynuje projektowanie systemów sterowania i automatyki do sprzętu kempingowego. Energobloki, sterowniki ładowania, systemy zarządzania zasobami. Obecnie pracuje 4 generacja małego kompaktowego kontrolera do przyczepki. Obsługuje inteligentne ładowanie akumulatora z 3 źródeł dbając o jego zdrowie , zegar, termometr, alarm wstrząsowy, wskaźnik poziomowania…. temat jest nieskończony i otwarty. W tym sezonie zakończyłem testy niezależnego ostrzegacza przed burzami. Brelok który warto mieć ze sobą w terenie. W wersji zabudowanej w kampera może być „stacją satelitarną” systemu. Powoli ruszamy z „promocją” i może się „spotkamy” przy realizacji celu.

    1. Ciekawe hobby. Ja w elektronice siedzę ze 30 lat. No ale kiedyś to było inaczej. Wytrawiało się płytki i lutowało części które było widać 😄
      Dziś się bierze Arduino i w sumie to bardziej programowanie niż elektronika. Ale kiedyś budowałem instalacje na Satelu. Teraz kupiłem na testy wspomniane Arduino. Zobaczymy co wyjdzie z połączenia tego mikrokontrolera i całorocznego kampera 🤔
      W Z01 czuwa nad tym żeby było nam ciepło, ale w kolejnych… 😀

  4. Faktem jest że stworzyłeś swego rodzaju markę pt „Camper by Toscaner”, i głupotą było by przynajmniej nie spróbować odciąć kuponów.
    Ja Ci będę kibicował i życzę powodzenia.

    1. To fakt. Lata mijają, a doświadczenia przybywa. Niektóre rzeczy stają się wręcz rutyną, nawet te, które dla kogoś mogą być czarną magia, np. zasoby energetyczne, samowystarczalność itd.
      Wyciąć szafkę to niemal każdy potrafi, ale to akurat najmniejszy problem w projekcie samowystarczalnego, całorocznego domu na kółkach 🤔

      1. Właśnie. Nie problem zbudować kampera, problemem jest zrobić to tak, żeby nie chciało się z niego po tygodniu uciekać.

  5. A ja jestem zajeb.stym niewolnikiem systemu , dlatego czytam toskanera bo jest dla mnie jak morfina dla rannego weterana.
    Na łokciach :), ale kupiłem L4H3 ,Czas pokaże czy dam radę uciec nim z frontu ?zanim się wykrwawię.
    Brrr, co za metafora-wybaczcie , chyba w głowę też dostałem 🙂

    1. Niezłe porównanie. Ale jeśli już o niewolnictwie, to nawet w starożytnym Rzymie co ambitniejsi potrafili się wykupić pracą lub walką, czyli nie ma się co podawać.
      Na plus, że dostrzegasz „niewidzialne kraty” systemu. To już bardzo dużo. 👍
      Trzymam kciuki za budowę. 😀
      Daj znać gdy ruszysz z projektem. 😁

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.