arabskie klimaty w Hiszpanii – odwiedzamy Grenadę

Nie lubię odwiedzać większych miast, a tym bardziej tych nieprzyjaznych kamperom. Po raz kolejny zrobiłem wyjątek. Nie tylko zajechaliśmy do takiego miasta, ale i zostaliśmy 2 dni. Dlaczego nieprzyjazne? Bo nie ma w tym mieście za bardzo gdzie legalnie stanąć kamperem. Nie da się w wiele miejsc wjechać, już pomijam wąskie uliczki, ale są zakazy dla kamperów, a na parkingach zakazy postoju dla kamperów. Pomimo widocznego zakazu wjeżdżam na jeden, bo widzę i inne kampery. Oczywiście zagaduję, czy nie mieli problemu z policją. No oni nie, ale teraz poza sezonem, podobno przeciętnie co 3-4 dni policja przegania kampery. Nawet w nocy. No cóż, Hiszpania nie jest najprzyjaźniejszym krajem do darmowego kamperowania. Ale przecież nie będziemy się poddawać. Postanawiamy porzucić Złomka na wg mnie jednym z ładniejszych parkingów na „górze” miasta i ruszyć na zwiedzanie.
Namiary na parking: 37.185362, -3.586752
Na pierwszy plan idzie arabska dzielnica Albaicín. Jest tam ulica, na której można i zjeść i się napić i kupić jakieś pierdoły. Wszystko w wersji arabskiej.

Oczywiście w innych częściach Albaicín są też restauracje i sklepiki, ale nas interesuje głównie ta jedna. Calle Calderería Nueva, to uliczka, na której znajdziecie masę malutkich sklepików, barów, herbaciarni i restauracji. Wszystkiego do koloru i do wyboru. Decydujemy się zjeść tutejszego kebaba i napić się tradycyjnej zielonej, miętowej herbaty. Kupujemy oczywiście zapas do parzenia w kamperze. Wieczorkiem wracamy na parking, aby z winkiem i dziesiątakami tubylców podziwiać wieczorną panoramę Grenada. Wracając można powiedzieć, że trochę zabłądziliśmy, ale jak zwykle nie bez powodu. Trafiliśmy na inny parking, gdzie stało sporo kamperków i zakazu nie było. Nam już się nie chciało przestawiać naszego, ale gdyby nas policja w nocy chciała przegonić, to zawsze była alternatywa. Namiary na ten drugi:
37.185947, -3.589685

ciasne te niektóre uliczki

dochodzimy nareszcie do tej właściwej

Po mieście szwendamy się do wieczora. Wracając odwiedzamy jeszcze herbaciarnię na wspomnianej uliczce. Drogo jak na herbatę, ale warto. Jeżeli też będziecie mieli ochotę się napić, to trzeba się liczyć z kosztem przeciętnie 3 euro za herbatkę dla jednej osoby.

Po powrocie delektujemy się widokiem miasta po zachodzie słońca. Winko pasuje idealnie. 🙂

Dodam na koniec, że następnego dnia, chcieliśmy zrobić zakupy ale pojawił się problem, bo wiele marketów, w tym Lidl czy Mercadona miały belki z limitem wysokości. No dyskryminacja kamperów na max. 🙁

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.