Siena i coś jeszcze

Fotki z Siena też oczywiście odnalazłem, więc uzupełniam. Nie lubię wchodzić do kościołów itp. Tylko niektóre katedry mi się podobają. Zwłaszcza we Francji.

Aha już tu napiszę, gdyby ktoś chciał zwiedzić to bilet do wszystkich części Duomo koszt biletu 12€. Jedynie na dach nie można wejść. Tam tylko w osobnych grupach ale nie wiem jaki dodatkowy koszt.
Tu jest więcej: http://www.operaduomo.sie…e_opasipass.htm

A tu gdyby ktoś wolał, to wersja przetłumaczona przez google na polski:
http://translate.google.c…e_opasipass.htm
Da się coś zrozumieć i może się komuś przyda.
Jeśli chodzi o koszty to Włochy przy Francji są drogie. Robię podliczenie i Francja wygrywa.

No i wreszcie te zaległe fotki z Siena:

Florencja

Dziś niespodzianka. Mam trochę zaległych fotek z Włoch i dziś postanowiłem wrzucić kilka z …Florencji.
Znalazłem w osobnych katalogach i zdaje się, że nie wstawiałem.
To taki przerywnik od Francji, bo muszę przywrócić stracony kawałek zapisanych miejsc. Chwilę zejdzie.

A oto trochę Florencji

kolejne spotkanie

Po „naprawieniu” lodówki …drabiną można jechać dalej. Pozostała jeszcze jedna lodówka do naprawy, ale to już niedługo. Zapasy uzupełnione i pędzimy na jutrzejsze spotkanie. Po drodze za Florencją zatrzymaliśmy się na sympatycznej miejscówce w Shignano z widoczkiem na Vaiano. Ufff Chłodniej. Ostatnie parę dni na dole nas mocno umęczyły. W Shignano warto stanąć jak już, nie na parkingu kamperowym, tylko tym naprzeciwko. Mamy wtedy ładny widoczek z okna kampera na dolinę z widokiem na Vaiano. Po za tym ja lubię takie ujęcia na dolinę, czy to z Prato, czy Florencją, czy inne miejsca.

Spotkanie
Pamiętacie miejscowość, gdzie spotkaliśmy się z załogą Kodiego? Dość wygodna lokalizacja, blisko autostrady i blisko ciekawych miejscówek.
Dokładnie w tym samy miejscu spotkaliśmy się z Piotrem i jego rodziną. I pojechaliśmy nad jeziorka. Tym razem nad to drugie. Sympatyczna miejscówka. W ciągu dnia walczyliśmy z lodówką, ale, jako, że na gazie żaden z nas nie znał się zbyt mocno, a pomoc online szła tak wolno, przeszliśmy do grillowania. Kolejnego dnia udaliśmy się do słonecznej doliny. Znacie już tą miejscówkę. Do tego jest tam darmowy prąd, więc mogliśmy znów odłożyć naprawę Piotra lodówki, bo dostała „papu” z sieci 230V, a my zajęliśmy się przyjemniejszymi rzeczami. Zbudowaliśmy nawet mini obóz, bo pomimo szalejącego ukropu na dole, tu w świetlistej dolinie na wysokości ok. 1,5 km m.n.p.m było aż za zimno. Tak jak lubię. 😀 Czytaj dalej kolejne spotkanie

Poggibonsi, San Gimignano i kierunek na Florencję…

Opuściliśmy marsjańskie krajobrazy i pojechaliśmy naszym naprawionym złomkiem w stronę Poggibonsi mijając w dali wieże San Gimignano. Tym razem odpuściliśmy sobie lody i prosto w stronę zaplanowanego celu. A tym było spotkanie z załogą Rigg’a, która będąc w Wenecji planowała zobaczyć coś również na południe od tego pięknego miasta.

W Poggibonsi nawet niezła miejscówka, powiedzmy na raz. Później popędziliśmy na jedną z naszych znajomych miejscówek w górach, gdzie mieliśmy się spotkać z Piotrkiem i jego rodziną. No dobra nasze popędziliśmy to brzmi hmmm, co najmniej dziwnie. Każdy chyba już wie, że to nie tak. Macie rację. Po drodze stanęliśmy jeszcze z 2 czy 3 razy w różnych miejscach. W każdym razie muszę też wspomnieć o małej przygodzie. Po ok. 6 miesiącach jeżdżenia zdarzył się wypadek. Ale na szczęście nic się nikomu ani niczemu nie stało. No może poza jednym jogurtem.  😛
Nie wytrzymało zamknięcie lodówki na jednym z rond, bo zachciało mi się wchodzić w zakręt niemal driftem a naprawdę to na 3-ce. Na drzwiach lodówki było tyle napitków, że same one ważyły pewnie dobre parę kg, no i masz. Huk i sru wszytko na podłodze. Zaczep wyrwany. Tymczasowe rozwiązanie na szybko zdało egzamin. Zamknięciem postanowiłem się zająć, gdy już będziemy pili piwko z Piotrkiem. Przy okazji może się uda naprawić jego lodówkę, bo zdechła w tych upałach…
O grillu wspominałem? No jak to bez grilla i zimnego piwka 😛 Czytaj dalej Poggibonsi, San Gimignano i kierunek na Florencję…

marsjańskie krajobrazy…

Przy okazji zwiedziliśmy marsjańskie krajobrazy w okolicach Pomarance i Castelnuovo di val di Cecina. Zresztą zaraz je zobaczycie.
Spowodowane to jest tym, że w tym regionie jest mnóstwo geotermalnych źródeł i cwane italiańce przerabiają to na ciepło i prąd do domów. Jedynym minusem w mojej ocenie jest mnóstwo rur przecinających okolicę i faktycznie wygląda to trochę …niedziko. 😛
Gdyby ktoś planował zamieszkanie w takiej okolicy to dowiedzieliśmy się, że roczny koszt ogrzewania i prądu jest kilka razy mniejszy niż np w Pisa. Ogrzewanie mies. kosztuje np. 10 euro a nie np 700 euro za 2 miesiące jak my płaciliśmy.
W okolicy zostaliśmy jeszcze na 3-4 dni i ruszyliśmy dalej już w 100% naprawionym kampekiem a nie złomkiem.  😀

 

Czytaj dalej marsjańskie krajobrazy…

naprawa łożyska i zawieszenia…

…pierwszy raz u mechanika 😛

No to kontynuuję…
Stoimy sobie na parkingu centrum handlowego w Pisa. Duży na ileś tysięcy samochodów, tyle, że my na skraju przy OBI i M. w pewnym momencie mówi: „patrz jakaś babka pcha samochód”, może trzeba pomóc. Faktycznie pchali, ale główną alejką. Całą długość parkingu. Na parkingu z 1000 aut, zgadnijcie gdzie go dopchali?
Do nas. Skręcili pchając i wychodzi z samochodu Marokańczyk jak się okazało. Pyta, czy użyczę mu prądu, bo rozładował turystyczną lodówką akumulator. No tak te lodówki to szmelc, to wiem nie od dziś.
Żaden problem, rozwinąłem kable, podłączam ładujemy jego aku i gadamy. Aku faktycznie zdechły, miał z 9V, 15A ładowanie. Od słowa do słowa, mówi, że jest mechanikiem, ale nie tu, tylko kawałek od Pisa. Mówię, co mam do naprawy i że każą czekać trochę dni w Pisa, a my jechać chcemy. Zgadujcie, może ktoś zgadnie. 😀
Miejscówki z okrągłym Lidlem nikt jak dotąd nie odgadł. 😛

Tak 😀
Następnego dnia oczywiście mieliśmy już naprawiony samochód. 🙂 Czytaj dalej naprawa łożyska i zawieszenia…

Pisa i ochładzanie kampera…

Wracamy do Pisa naprawić złomka a tu, no właśnie ZONK. Mechanik na urlopie, do drugiego, ten mówi ok, ale dopiero w przyszły wtorek. Tydzień czasu czekać? Łożysko umiera, co tu robić, znów w Apeniny? Pojechaliśmy na zakupy do Obi, bo przy okazji chciałem kupić aluminiową matę na przednią szybę. Lato, więc się przyda. Alufox od środka + taka mata od zewnątrz, no powinna być bajka. M. robi obiad, a ja wybrałem się na „poszwędanie” się pomiędzy półkami znajomego Obi. Maty oczywiście nie kupiłem, bo tylko do osobówek, a kamperek ma jednak kawał szyby. Wpadłem za to na szybki pomysł wręcz rewelacyjny. Mamy matę słomkowa na plażę 2mx1m. Na plażę już nie planujemy jechać w tym sezonie. Upały, których nie lubimy zniechęcają. No i kto by leżał na plaży? Tylko góry przed nami. Kupiłem najgrubsza folię aluminiową do kuchni, taśmy były + sznurek i wyczarowałem takie cudo. Oklejoną matę słomkową foliami alu, a do trzymania się tego na szybie wklejony sznurek. Koszt? Mniejszy niż najtańsza matka do pandy. Skuteczność? Niesamowita. Kuchenna folia jest rewelacyjna. Wada? Delikatna. Ale wytrzymała i tak z miesiąc codziennego zakładania zanim się rozleciała i się z nią pożegnaliśmy.
Miesiąc, a to znaczy, że jak ktoś jedzie tylko na 2-3 tygodnie na wakacje, to ma na rok. Można kopiować, praw autorskich żadnych. Projekt Open Source.  😛

Nadal jednak pozostał problem z naprawieniem zawieszenia i łożyska.  🙁
I teraz dziwny zbieg okoliczności… 😀
Wręcz 1/1000, ale o tym już za chwilę…

Tak wyglądał patent z podwójną folią, druga mata wewnątrz:

spotkania i pożegnania…

Kolejnego dnia po spotkaniu z załogą Kodiego, oni pojechali w stronę Polski, a my skoczyliśmy do Florencji po odbiór zamówionych części. Niektórzy może pamiętają problem z tłumikiem, a doszło jeszcze łożysko koła i sworznie do wymiany. Niestety włoskie drogi to masakra. No ale to trzeba trochę pojeździć poza autostradami żeby się o tym przekonać. My natłukliśmy jak dobrze pamiętam około 8 tysięcy kilometrów po samych Włoszech. Nawet zrobiłem małą foto kolekcję ich dziurawych dróg. Kiedyś poskładam w całość i wkleję.
W okolicach Florencji jest kilka ciekawych miejsc i kilka ładnych punktów widokowych na całą okolicę. Sama Florencja jest oczywiście też bardzo ciekawa. Nie tylko dla łowców kościołów.


Niektóre dojazdy w okolicach miasta mogą być wyzwaniem i nawet dla naszego dość krótkiego 5,6m kamperka zakręty były zbyt ciasne i ostre i trzeba było na 2-3x brać. Słaby skręt ma ten Jumperek. Jeżdżąc wcześniej tymi drogami nawet Alhambrą nigdy nie miałem takiej potrzeby.
Kolejnym punktem w planie była …znowu Pisa. Znowu, bo mieszkaliśmy tam i znamy sporo ludzi więc docelowo mieliśmy tam naprawić naszego kamperka u znajomego mechanika. Z tym, że z Florencji do Pisa można pojechać SS-em Fi-Pi-Li co zajmuje ok. godziny, ale można też naokoło przez… okolice Forli, dalej Apeninami przez Abetone aż po Massę i dalej np. Viareggio, co może zająć min. kilka dni. Takie sobie kółeczko. 😛




Wybraliśmy tą drugą opcję. A co. 😀
Do Florencji też jeszcze wrócę, bo mam sporo fotek, ale i zdradzę, gdzie można stanąć za darmo. Ale to innym razem. 🙂 Czytaj dalej spotkania i pożegnania…