współpraca toscaner.com z Facebook i innymi mediami

Wreszcie udało mi się połączyć Facebook z moim blogiem i dodać wtyczki „lubię to” oraz „udostępnij”. Łatwiej teraz udostępnić dowolny wpis dowolnej osobie. Jestem ciekaw Waszych opinii na temat wygody takiego połączenia.

Na Facebook’u między innymi założyłem fanpage Tam Nasz Domek Gdzie Stoi Złomek
Powinno teraz automatycznie pokazywać wpis na moim fanpage, gdy tylko napiszę go na blogu.

Co jeszcze z nowości? Wiele osób ma problem ze znalezieniem tego co szuka na moim blogu. Tadam, po prawej jest teraz opcja „szukaj”. Wyjaśniać chyba nie trzeba 😀

tak wiem, czas nadrobić zaległości…

Podsumowanie ostatnich miesięcy.

W grudniu kamperek znów przeszedł kilka modyfikacji. Doszedł agregat, doszedł piekarnik, zbudowałem box dla agregatu na tylne drzwi coby ciszej pracował , aby go wyciszyć, dodatkowo poprawiłem to i owo przy bagażniku na rowery. Rowery oczywiście są. (relacje lada chwila będą)

Końcem grudnia wyjazd na północ i polowanie na zorzę. Sylwester w szkockich górkach.
A nowy rok, to nowe plany, które wreszcie trzeba było zrealizować. Czyli wyjazd na południe, do Hiszpanii i dalej Maroko. Oczywiście bez pośpiechu. Staram się nie jeździć więcej niż 100km na dobę, ale nieraz i postać kilka dni, jeśli miejsce jest sympatyczne.
Chociaż najlepsza opcja to nie jechać więcej niż 30-50km/dobę. Bo po co się śpieszyć? 🙂
Wkrótce nadrobię zaległości upychając je w miarę chronologicznie.

kamperem ku wolności, czyli podróżowanie na pełny etat

Kamper – mini dom na kółkach, który możemy zabrać ze sobą w dowolne miejsce na świecie i cieszyć się wolnością. Wolnością, ponieważ nie musimy niczego planować. Nie trzeba rezerwować hoteli, nie trzeba trzymać się ściśle określonego planu. Podróżowanie kamperem to czysty spontan. Wolność. Wolność, o której wiele osób marzy i na marzeniach się kończy. Wolność, która pozwala jechać gdzie chcemy. Planowaliśmy wyjazd do Włoch, ale po drodze jednak padł pomysł, że może Hiszpania jest ciekawsza? Albo teraz jest tam lepsza pogoda? Jedyne co trzeba zrobić, to przestawić cel w nawigacji, ale w sumie nawet tego nie trzeba robić. Bez GPS też gdzieś zajedziemy.  🙂

Pomysł na podróżowanie kamperem powstał u mnie w 2012 roku, choć byłem wielokrotnie namawiany przez znajomych już od 2000 roku. Znajomy miał wtedy amerykańskiego RV, ale nijak to do mnie wtedy nie przemawiało. Cóż widać musiałem do kampera dojrzeć. 🙂
A w 2012 jeździłem między innymi Alhambrą bez foteli z tyłu i mini adaptacją do podróżowania, ale to jeszcze nie był kamper. Już wcześniej zaczęły mnie wkurzać problemy z szukaniem hoteli, rezerwacjami, traceniem na to czasu i tego typu sprawy.
Pomysł na bloga powstał rok później, czyli w 2013 roku, gdy postanowiłem, że kampera zbuduję sam. Czemu sam? Na początku szukałem gotowego, ale z braku finansów na nowego nie bardzo mnie było stać. Nowy to min. 300 tys. zł. Używane to loteria. Najczęstszy i na nieszczęście niewidoczny problem to wilgoć. Aby mieć pewność postanowiłem, że sam zbuduję. Będzie też nowy, ale przy wkładzie mojej pracy sporo tańszy. Na szczęście w moim życiu miałem okazję opanować wiele umiejętności od elektroniki, spawania aż po stolarkę czy hydraulikę.  Budowa to nie do końca proste zagadnienie, jednak wykonalne. Mi samo budowanie zajęło ok. 7 miesięcy. Pomijam przerwy. Jeśli ktoś chciałby sam się podjąć budowy to jest opis mojej w dziale technicznym.

Ale wracamy do kamperowania, najlepiej przy szklaneczce czegoś chłodnego  🙂

Kiedyś, jeszcze przed 2012 podróżowałem z namiotem. Chociaż z namiotem to bardziej lata 90-te i sporadycznie na jakieś spwływy kajakowe czy w góry w obecnym tysiącleciu. Częściej za to zorganizowanymi wycieczkami, ale nierzadko też próbowałem na spontana gdzieś polecieć i na miejscu musiałem szukać hotelu. Spać przecież gdzieś trzeba. To samo z wyjazdem samochodem. To chyba była moja ulubiona forma podróżowania. Z tym, że jadąc samochodem musimy albo zarezerwować coś wcześniej, albo liczyć na łut szczęścia, że w sezonie znajdziemy jakieś wolne, niedrogie lokum. Ostatecznie kimamy w aucie, na jakimś parkingu, powyginani w esy floresy. Już wolałem moją Alhambrę 🙂
Nie wliczam czasu, który trzeba stracić na poszukiwania, zwłaszcza w sezonie. Nawet z rezerwacjami jest przecież różnie. To problem dojechać, albo korki, na koniec brak miejsc pomimo rezerwacji. Koszmar. Oby chociaż pogoda dopisała, bo za wakacje często już zapłaciliśmy. Nie chcę oczywiście tu pisać, który sposób jest lepszy. Każdy ma swój własny na spędzanie wakacji.

Z punktu widzenia podróżowania kamperem, takie problemy jak hotele nie istnieją. W samej tylko Europie jest kilkanaście tysięcy oznaczonych parkingów i kamperplaców przystosowanych specjalnie dla kamperów. Gminy w wielu krajach budują takie, najczęściej darmowe, aby przyciągnąć do swojej okolicy. Pomijam niemal nieskończoną ilość miejsc, gdzie możemy stanąć sami wśród przyrody.
Hotelu wiadomo, nie trzeba rezerwować, nie trzeba za niego płacić, nie trzeba nawet do niego dojeżdżać. Po drodze trafiamy na korek? Zmiana planów, sprawdzamy na mapie co jest ciekawego w okolicy, może jakiś zamek, albo plaża, lub inne atrakcje, pierwszy zjazd i już nas tu nie ma. Jesteśmy głodni? Żaden problem, przecież jest kuchnia, lodówka. Można coś przekąsić, lub zjeść normalny domowy obiadek.

Prawdziwy kamper ma wszystko. Niemal jak w domu. Jest i wygodne łóżko do spania, pościel, jest sofa, stół, łazienka z prysznicem, ciepłą wodą i toaletą. W kuchni można przygotować każdy posiłek. Wiele kamperów ma nawet piekarnik, czy inne sprzęty AGD. Prąd oczywiście też jest. Jak w domu 230V. Są też szafy, szafki, TV czy inne udogodnienia. Oczywiście klimatyzacja czy ogrzewanie to również niemal standard.


Czego  w takim razie nie ma? Czytaj dalej kamperem ku wolności, czyli podróżowanie na pełny etat

darmowe miejscówki toscanera, czyli punkty GPS, noclegowe, woda, wc itd.

Postanowiłem reaktywować starą mapkę, na którą zacząłem wrzucać 2 lata temu moje miejscówki, wtedy jeszcze z Włoch.

Darmowe miejscówki toscanera – to moja grupa na Facebook, gdzie po prostu będę umieszczał miejsca, lokalizacje GPS, nie gdzie warto pojechać i coś zobaczyć, a dokładne miejsca, gdzie można zaparkować, zjeść coś w kamperku, nabrać wodę lub zostać bezpiecznie na noc. Czytaj dalej darmowe miejscówki toscanera, czyli punkty GPS, noclegowe, woda, wc itd.

przemyślenia n/t podróży i prowadzenia bloga

Wczoraj zakończyłem relację o podróżach po Francji. Nie jest taka jaką planowałem, ale tak to bywa gdy pisze się z perspektywy czasu. Aktualnie sporego czas. Cieszę się, że w jakiejś formie ją zakończyłem. Będę wracał jeszcze nieraz, bo brakuje to filmików, to zdjęć, to jeszcze inne miejsca, których nie opisałem, bo chciałem przeskoczyć do przodu. No i najważniejszego miejscówki z koordynatami, namiarami gps. Jak zauważyliście zacząłem w ostatnich wpisach wstawiać jeśli tylko udało mi się znaleźć. W podróżach po UK będę się starał wrzucać jeszcze więcej.

W kwietniu i maju planuję nadrobić opisy z Anglii, Walii i Szkocji. Pewnie się to nie stanie, ale postaram się zachować hierarchię w kolejności wpisów. Czyli powiedzmy ponad rok w Wielkiej Brytanii byłby streszczony, ba wręcz upchany w 2 miesiącach pisania. Jeśli się uda, to kolejne relacje będą już na bieżąco. Zobaczymy… czas pokaże. 😛

kilka miesięcy leniwego pisania

Tak przynajmniej wychodzi mi po datach. Ostatnie kilka miesięcy to był czas na zajęcie się firmą i innymi sprawami, jak serwis kampera, modyfikacje i inne udogodnienia. Oczywiście było wiele wyjazdów i pojawią się relacje z nich w swoim czasie. Może nawet niedługo, bo zacząłem nadrabiać zaległości. Znów. 😛

Przy okazji stuknęła okrągła rocznica 2 lat kamperowania. Tak, pomimo tego, że trochę pracowałem, to w każdej wolnej chwili śmigałem gdzie tylko się dało. Był tylko jeden dłuższy okres poważniejszej awarii i jeszcze sprawy związane ze zmianą rejestracji na brytyjskie. Tak, musiałem przerejestrować w końcu kamperka na GB. No znaczy może nie musiałem, ale skończyły się polskie badania techniczne, a wyjazd po same badania w 2 strony na trasie Szkocja – Polska, 2x prom i pies, to spore koszty. Roczny koszt w UK to ok. połowa takiego kosztu po polskie badania.
Pomijam już to, że pewnie bym się włóczył miesiącami po jakiś Belgiach, Holandiach (w Amsterdamie bym pewnie utknął na dłużej), Niemczech i kto wie jakich jeszcze krajach. To nie był ten czas.

Aha, będzie też podsumowanie roku 2016. Teraz to już 2 lata do porównania. 2016 to też spore wydatki. Kamper przecież nie stał pod plandeką 😀

Czyli toscaner żyje, nadal się szwęda i wraca do nadrabiania relacji 😛

1,5 roku w podróży – czas na podsumowania

Chyba czas na jakieś malutkie podsumowanie.Miało być pół roku albo rok po Europie. Plany jak zwykle są tylko planami. Osobiście spodobało mi się takie podróżowanie. w końcu stuknęło 1,5 roku w podróży. To już kawałek czasu. Oszacowałem, że przez te 1,5 roku złomek przejechał ok. 30 tys. kilometrów. Wydatków w kolejnym półroczu, czyli 1 połowa 2016 roku jeszcze nie podliczałem. Ale zrobię to. Kiedyś.

Ok 30 tys. Czy sporo czy nie? Nie wiem. Sporo tych kilometrów często w koło tzw komina. Czyli będąc w jakimś fajowym miejscu po prostu się turlało z miejsca na miejsce, żeby poznać wiele fajnych miejsc. Jak pogoda była tragiczna, to stało się w miejscu i nos w laptopa. Jedyne wypady to serwis i zakupy. Czasem sporo mil czy kilometrów do jakiegoś miasta.
Najgorszy okres to chyba zimowe huragany w Walii i Szkocji w okresie zimowym 2015/2016. Stało się w miejscu, a paliwo jednak się zużywało cały czas. Czy to ładowanie akumulatorów, czy grzanie. Okres styczeń-marzec nie był łatwy, mało mil, ale paliwo szło na grzanie i ładowanie non stop. Sporo więcej niż analogiczny okres w IT rok temu. No ale różnica ok. 7-8 równoleżników, więc słońca niewiele.

Czytaj dalej 1,5 roku w podróży – czas na podsumowania

exif, metadane czyli dane gps w zdjęciach

Porównuję chwilami obecnie robione zdjęcia, tak od około zimy 2016 z tymi poprzednimi i wiecie co? GPS w aparacie to zajebista sprawa. Zdjęcia, które teraz robię, to cyk i już wiem gdzie zrobione, a te „stare” i to po niemal roku…

… ja pierdziu. Teraz zdałem sobie sprawę, że te fotki, które wrzucam z Francji to jakiś wrzesień 2015. Mamy czerwiec 2016. 🙁
Pogubić się idzie. Aż tyle czasu
W każdym razie teraz wiem, czemu momentami nie mogę sobie przypomnieć gdzie jakaś fotka była zrobiona.

Tak aparat z GPS to super sprawa. Polecam. Moja stara lustrzanka nie ma oczywiście GPS, ale pstrykam równolegle drugim, który ma, na szybko robiąc ten sam kadr. Jakby nie było niesamowite ułatwienie dla przyszłych relacji. Ktoś zapyta a gdzie to było, a ja „pyk” kopiuj-wklej, a tu  😛
To samo z miejscówkami. Teraz się nie pier…lę tylko cyk fotka, dwie i wieczorem back up. W Exif mam pozycję GPS i z górki będzie relacja też górki 🙂
Back up żeby nie stracić fotek, jak to się stało raz w Szkocji
Myślałem, że zrobiłem back up, a akurat system poleciał z TM i finalnie ze setka fotek poszła w pi-zdu. Trudno. Któregoś dnia skoczę w tamte okolice i do pstrykam co straciłem. Możliwe, że nawet zanim dotrę relacją do tego miejsca, więc będziecie mieli ciągłość.