houseless not homeless – kamper drugi dom, a może pierwszy

Gdy zaczynałem przygodę z karawaningiem, spotykałem się z określeniem, że kamper czy przyczepka kempingowa to drugi dom. Oczywiście jest to logiczne, że ludzie tak nazywają swoje domki. Taki prawdziwy kamper ma praktycznie wszystko z wymaganego minimum, co mamy w domu. Nie będę wyliczał wszystkiego oczywiście, ale wiadomo, że chodzi o łazienkę, prysznic, kuchnię, łózko, jadalnię, ogrzewanie itd.

Różnica jest tylko w metrażu. Chociaż gdyby teoretycznie ktoś miał kawalerkę włoskiej wielkości czyli tzw. monolocale, które potrafią mieć np. 15 m2 i przez przypadek przyczepę kempingową z UK, które to potrafią mieć np. 16 m2, to co jest dla niego pierwszym, a co drugim domem? Czy kolejność na liście, co jest pierwszym a co drugim domem zależy jedynie od metrażu? A może od czegoś innego? Czego? Spędzanego czasu tu i tu?
I czy dom to zawsze dom? Znaczy w sensie domu jako budynku i domu powiedzmy „rodzinnego”. A co jeśli ktoś nie ma rodziny? W języku polskim słowo dom określa i to i to. Te same litery, a znaczenia różne. W języku angielskim jest odrobinę inaczej. House i home to nie do końca to samo. Jest łatwiej określić o co nam chodzi.

No więc, kiedy drugi dom staje się pierwszym i odwrotnie? Ludzie lubią wszystko liczyć, mierzyć, porównywać. Bez liczb nie da się przecież określić co jest lepsze, pierwsze, ważniejsze itd. Czyli co? Większy metraż? Wg mnie już nie. A może ilość czasu spędzona w tym drugim domku sprawia, że staje się on pierwszym? Znów liczby. Wiecie co? Mam gdzieś liczby. 🙂
Mieszkałem w kilku krajach, w wielu domach, mieszkaniach, nawet akademikach za czasów studenckich. Również lata temu, jeszcze w Irlandii raz we współdzielonych. Czyli chałupka, która ma ileś pokoi i w każdym kto inny. Zlepek ludzi z całej Polski, czasem nie tylko Polski. Wiele osób pracując za granicą tak mieszka. Fakt, mnie się takie życie nie podobało. Szybko znalazłem domek tylko dla mnie. Trochę przypominało to akademik. Pomimo, że akurat w akademiku mi się podobało, ale to inne czasy i wiek  🙂
Zawsze wolałem pomimo większych kosztów mieszkać osobno, znaczy ja plus kobieta. A nie w 5 czy ileś osób, a później się wkurzać, że mi ktoś piwo z lodówki zajumał i do tego nikt się nie przyznaje, kto to zrobił.
Jak wiecie teraz od niemal 4 lat mieszkam w kamperze. 4, znów liczba. Ale tego nie da się podważyć. Stuknęło prawie 4 lata, na teraz prawie 45 miesięcy. 45, też liczba. Dobrze, że podróżuję na pełny etat, bo gdybym tradycyjnie, miesiąc w roku, to potrzebowałbym na podobny staż w kamperze z 45 lat.
Myślę, że dla mnie kamper już dawno stał się moim pierwszym domem. I to nie ze względu na czas mieszkania w nim. A bardziej z uwagi na to, że podoba mi się takie życie. I wiecie co? Większość nie uwierzy, ale metraż na prawdę nie ma aż takiego znaczenia. Wiem, wiele osób tego nie rozumie i się ze mną nie zgodzi. Wielu się pewnie od dawna zastanawia, czy ten Toscaner jest normalny. 8 m2 przez tyle lat? Chyba mu się poje…o od tego… (tu można wpisać co się chce: życia, dobrobytu, kamperowania, podróżowania, albo co tam chcecie). 🙂

Ok, zadam Wam trzy pytania, bo ja sobie je zadałem już bardzo dawno temu:

1. Co robicie przez 11 miesięcy w roku?
Powiem Wam co ja robiłem przez ponad dwie dekady. No i co robi większość ludzi? Bo pomijam wyjątki, one zawsze są. Odpowiedź: praca-dom-kościół. No może w moim przypadku była firma(praca)-dom. Bo na etacie nie przepracowałem w życiu nawet roku. Na temat trzeciego zabieracza czasu nie będę się rozpisywał, a jedynie, że omijam szerokim łukiem. Fakt, były lata, że dużo pracowałem. Bywało, że nie było się czasu po dupie podrapać. Chałupa metraż co najmniej 10x większy niż w kamperze i …w niej nie mieszkałem. Nie było czasu. Wracałem późno i jedyne na co miałem siły, to browar i łózko. A rachunki płacić trzeba. Rano wstać i znów to samo. Trzeba zarabiać na chałupę, w której się nie ma czasu przebywać, bo się na nią zarabia. Błędne koło. Kabaret normalnie. A jeszcze bo firma, klienci. Dzień świstaka przez ok. pół życia. No i po cholerę mi był metraż, jak człowiek poza domem od świtu do nocy? Gdy większość czasu spędzałem np. w biurze na zapleczu firmy. Albo rozmawiając z klientami. U mnie czy u nich. Bywało, że nie byłem na prawdziwych wakacjach przez kilka lat. Wspominałem, że mieszkałem w wielu miejscach, kilku krajach? Tak więc i w różnych metrażach. Od 16 m2 do 150 m2. Pracując cały dzień, serio nie widziałem różnicy. Najważniejsze po powrocie do domu były: kanapa i lodówka, kibelek i na koniec łóżko. 🙂
A jak jest z tym u Was? Brzmi znajomo? Oczy się otwierają?

2. A teraz co robicie, gdy już jesteście w domu ( po pracy, weekend itp) i jest ciepło? Gry, zabawy w ogródku? Wiem, nie każdy ma ogródek. Spacery? Wyjazd? Te pewnie tylko w weekend, bo jak tu po pracy gdzieś jechać dalej niż do sklepu?  Ale raczej mało kto w wolnych chwilach w ciepłe dni spaceruje po domu, od jednego końca do drugiego i cieszy się metrażem? Raczej taki wolny czas spędza się poza domem? Czyż nie?
Część osób robi wypad z domu i korzysta z pogody, o ile ma siły po pracy. Zastanówcie się, ale tak szczerze. Co Wy wtedy robicie? Szczerze odpowiedzcie.
No tak, gdy jest pogoda, ale…

3. co robicie w wolnym czasie, gdy pogody nie ma? Na zewnątrz leje, wieje itp.
Raczej i w takie dni nikt nie spędza czasu na podziwianie metrażu swojego domku? Prędzej kanapa, ciepła herbata, książka, TV, laptop, FB? Czyli większość życia siedzi się na kilku metrach kwadratowych. Wygląda znajomo?

Powiedzcie mi, po co mi do szczęścia 50 m2 czy tam 100 m2 jeśli nie mam czasu tam mieszkać? Po co mi 100 m2 gdy leje? Gdy leje i siedzi się na ulubionej sofie przy np. laptopie albo ogląda film. Gdy jest ciepło, to nas w „chałupie” nie ma, bo sobie zwiedzamy okolicę, która w przypadku kampera, za każdym razem jest inna. Albo nie robimy nic. To też coś jakby nie było. Czasem nawet lepsze takie nic niż takie coś. Albo poznaje się, rozmawia z sąsiadami. Ciągle nowymi sąsiadami. Jedni są poje… inni fajni i znajomości zostają na lata. No i teraz największa zaleta: robimy to przez 12 miesięcy w roku. No może z wyłączeniem kilku tygodni z roku na jakąś pracę. 😀
Budowy Złomka van Dakar oczywiście nie wliczam w ten czas, bo budowanie kampera to moje hobby. Coś czego mi od dawna brakowało. Wręcz musiałem coś zbudować dla frajdy. Zresztą sami widzicie ile mam z tego radości 🙂

Ograniczając potrzeby, co przychodzi naturalnie przy takim stylu życia, w tym niepotrzebne metry kwadratowe do sprzątania, zyskaliśmy wiele, wiele cenniejszych rzeczy. Możliwe, że o wiele cenniejszych niż te metry na np. hipotekę. Odzyskaliśmy życie, odzyskaliśmy wolność, odzyskaliśmy jeszcze coś, coś co wg mnie jest najcenniejsze, coś co każdy oddaje bez szemrania i zastanowienia. Oddaje do czasu, aż zdrowie nie zacznie szwankować i nie wyląduje w szpitalu lub u lekarza. Ale nawet to dla większości nie jest sygnałem, że czas na zmiany, że nie tędy droga. Że życie to coś więcej niż zapier… na rachunki.


Co takiego niemal każdy oddaje bez szemrania? Oddaje swój czas! Najcenniejsze dobro, którego nie da się odzyskać. Pisałem już o tym kiedyś tutaj: Czas to wolność! Wolność, która pozwala wstawać bez budzika, budzić się w miejscach, które większość ludzi ogląda tylko przez kilkanaście dni w roku, wolność, która pozwala robić co się chce, chodzić, jeździć gdzie się chce. I zawsze mieć ze sobą swój dom. Gdy gdzieś leje, to sprawdzić pogodę i pojechać i „zamieszkać” tam gdzie nie pada. Zimą w Hiszpanii, albo Maroko czy Grecji, latem w Szkocji albo Norwegii. Bez mrozów, bez upałów. Idealnie. Optymalnie. Trochę jak dieta optymalna, tyle, że w tym przypadku to taki wyższy poziom, bo mowa o całym życiu, optymalnym dla nas życiu, nie tylko tym w kuchni  🙂
Oczywiście to mój punkt widzenia i tylko piszę o tym jak jak do tego doszedłem, żeby spełniać swoje marzenia, żeby być szczęśliwym i robić to na co ja mam ochotę.


Nikogo nie namawiam do takiego stylu życia. Bo gdyby wszyscy tak żyli i spełniali swoje marzenia, to kto by budował drogi dla Podróżników na pełny etat 😀 Ale jeśli już tak żyjesz, albo planujesz lub szczerze marzysz o tym i chcesz dołączyć, to dołącz już dziś. Jutra może by być. Ale pamiętaj, nic na siłę. Może to nie dla Ciebie 😉

23 odpowiedzi do “houseless not homeless – kamper drugi dom, a może pierwszy”

  1. Otóż to! Idealnie, w punkt, oddane podejście człowieka mentalnie wolnego 🙂
    Pracujesz na etacie (lub kilku), masz duże mieszkanie, w którym nie mieszkasz, tylko nocujesz. I tak do emerytury, pierwszego zawału, wraz z którym przychodzi otrzeźwienie lub – co gorsza – do śmierci.
    Alternatywą jest po prostu życie i minimalistyczne podejście. Praktykuję od ponad roku 🙂

    1. Dużo ludzi pędzi za szczęściem myśląc, że to co zobaczyli w TV to jest to i też tego chcą, co by to nie było, czy w reklamie czy serialu. Wypruwają sobie żyły, żeby to zdobyć, a gdy to z wielkim trudem osiągną, to z jakiegoś nieznanego powodu nie są szczęśliwi. Czyli już dawno powinni zrozumieć, że źle szukają, że ktoś im wyprał mózg, bo nie tego potrzebują do szczęścia i za nie tymi rzeczami gonią co trzeba. Gonią za ułudą szczęścia, bo jakieś ludki z TV pokazały, że to daje szczęście.
      Tragedia sięgająca miliony ludzi. Oni tego nie wiedzą, bo sami się uwięzili w wirtualnym telewizyjnym umyśle, pobierając codzienną dawkę aktualizacji, podczas gapienia się w ten ogłupiacz. Niewola na własne życzenie i za własne pieniądze.
      Ale na szczęście coraz więcej ludzi się powoli wybudza z tego moherowo-telewizyjnego ogłupienia i zaczynają widzieć prawdziwe kolory tego świata. Zaczynają rozumieć, że wolność, to nie klatka. Nawet gdy ma dziesiątki metrów kwadratowych.

  2. Samo czytanie relacji to już duża przyjemność – a co dopiero w realu. Myślę, że główna bariera takiego życia to: dzieci oraz środki na utrzymanie. O ile pieniądze można zdobyć o tyle dzieci trudno się od razu pozbyć 🙂 – przychodzą nie wiadomo skąd a potem długo nie chcą odejść :))
    Pozdrawiam gorąco!

    1. To się zgadza. Te dwa powody najczęściej słyszę. A bo dzieci, albo kasa.
      Znam wiele rodzin z dziećmi, które podróżują. Od tego są zdalne szkoły. Tysiące w Polsce z tego korzysta. Ja akurat nie mam tego problemu.

      Drugi – kasa. To też nie problem. Nie masz? Zarób! Nie potrafisz? No to nie mój problem.
      Ja nie płakałem, że nie mam kasy. Otworzyłem firmę. Wyjechałem za granicę. Nauczyłem się języka, pojechałem. Ja jak była potrzeba to skończyłem kolejną szkołę i zdobyłem kolejne kwalifikacje i zawód. Aktualnie mam kilka i dostosowuję się do rynku. Wybieram tylko najlepsze oferty. Dlatego wystarczy mi pracować miesiąc na rok wakacji. Ale o tym w końcu napiszę osobny wpis. Kiedyś 🙂

        1. Bardzo prosto. Kilka zawodów, oczywiście skończone szkoły. Języki i w świat. Szukasz kraju gdzie dobrze płacą za zawód, który masz opanowany od lat, bierzesz robotę i łupiesz kasę. Ja z moimi certyfikatami, doświadczeniem i językami np. dostaje oferty gdzie mi wychodzi za godzinę od 20 do 35£. Pracuję miesiąc i mam kasy na rok wakacji. 😁😆
          Przetestowałem 4 kraje. Mi najlepiej płacą w UK. 🤔😉😁

          1. no i to jest to. mi wychodzi blisko górnej liczby tylko w euro. ale wychodzi na to że koszty ubezpieczeń w UK muszą być sporo niższe niż w DE. Chyba muszę poważnie pomyśleć o przerejestrowaniu firmy na inny kraj ;]

            Nie ma w UK problemu że musisz być gdzies zameldowany żeby tam istnieć? mieć adres? czy ludzie żyjący w kamperach po prostu kombinują i meldują się u znajomych?

          2. W UK nie ma takiego czegoś jak meldunek. Jeśli chcesz firmę to adres jakiś trzeba mieć. Nie da się płacić podatków bez adresu. 😉
            Ale to akurat niewielki problem.
            Musisz sam sobie policzyć jaki kraj lepiej wychodzi w kosztach. Ja kilka razy zmieniałem kraj i mi UK wychodzi najlepiej. Jeszcze Irlandia nie była zła ale UK ciut lepiej rozwinięte 😂

    1. Ja postanowiłem coś zmienić mając jeszcze 3-kę z przodu na „liczniku” i nie zamierzam wracać do poprzedniego życia, w którym ciągle były jakieś zależności, jakieś rachunki. Ciągle coś do płacenia. Teraz jedyne rachunki to ubezpieczenie kampera i internet. 😀
      Oczywiście jeszcze jedzenie i paliwo. Ale zdrowa dieta bardzo ważna. O zdrowym jedzeniu też wiele osób przypomina sobie za późno. A to ważny element do szczęśliwego życia – być zdrowym. 🙂

      1. Apropos zdrowia. Jak rozwiązujesz kwestię ubezpieczenia zdrowotnego. Bo przecież zawsze może się zdarzyć, że coś Ci się stanie, nawet w trakcie tych akrobacji z wkrętarką w kamperze 😉 i będziesz musiał pójść do szpitala(tfu tfu)/lekarza(tfu tfu). A niestety ubezpieczenie zdrowotne to już spory koszt w ciągu /miesiąca/roku.

        Że nie wspomnę, jaki masz plan na finansowanie emerytury…

        1. A Ty jaki masz plan na finansowanie emerytury? ZUS? 😂
          Ubezpieczenie i podatki płacę w UK, więc wszystko mam jak przeciętny Brytyjczyk 😀

          1. ZUS? nie żartuj 🙂

            żebyś mnie zrozumiał dobrze… w moich komentarzach nie ma hejtu 🙂 inspiruje mnie to co piszesz. Oczy mam otwarte tylko czasem „lenistwo-przyzwyczajenie” do nawyku „zwykłego” życia trochę je przymyka – podobnie jak takie wątpliwości…

            Mieszkam w Niemczech, pracuję jako freelancer, ubezpieczenie i podatki płacę jak przeciętny Niemiec 😉 Dużo mieszkam w kamperze, ale jednak jestem z mieszkaniem i jego kosztami na stałe związany.

            Wiem, że płacisz w UK i dlatego o to pytam, bo w moim przypadku stałe koszty samych ubezpieczeń (zdrowotne, auta, działalności) to „miesiąc pracy” euro rocznie – bez odłożenia choćby 1euro na emeryturę – nie jest obowiązkowe. A gdzie jeszcze koszty w miarę normalnego życia w kamperze – zdrowe jedzenie, winko, itd. Chociaż nawet na zwykłe zarobki niemieckie zarabiam dobrze musiałbym minimum 2-3 miesiące w roku pracować albo zmienić branżę na lepiej płatną 😉

          2. Koszty mieszkania, domu są faktycznie spore. Gdybym chciał równolegle mieć dom to bym pewnie też więcej na to pracował. Dlatego w UK jest bardzo modne nie mieć domu. Tym bardziej jeśli się w nim rzadko mieszka. Sporo ludzi podróżuje, sporo pracuje w innym mieście niż ma dom. Odpada im płacenie za dom plus hotel, albo dojazdy. Mają tylko kampera i mieszkają niedaleko miejsca pracy, np nad morzem 😃
            Mają inne cele. Moim jest robić to co chcę i lubię. Przez ostatnie lata mi się to udaje. Na razie jeszcze w 90% tylko ale do 100% już niedaleko 😁

  3. Doskonały wpis, doszedłem do tych samych wniosków już kilka lat temu. Niestety żona nie podzielała moich poglądów i wybrała konsumpcjonizm z innym partnerem, odeszła przedwczoraj po 16-stu latach… Teraz jestem wolny i będę mógł przejść jako podróżnik na pełny etat a nie tylko 1 miesiąc w roku. Duży dom zamieniam na mniejszy bez żadnych kredytów, campervan na campera i w drogę. Lubię jednak to uczucie że mam gdzie wrócić, ciasny ale własny…
    Szkoda mi tylko tych niewolników którzy uczestniczą w tym wyścigu szczurów i nawet nie mają czasu na refleksję. Podobnie jak Ty, ja też zawsze na swoim a nie na etacie. Pozdrawiam

    1. Też tak uważam, że nie ma sensu się męczyć z kimś, kto ciągnie nas w dół albo ma inne cele i plany życiowe. Z zewnątrz może to wyglądać na stratę, ale z własnego doświadczenia wiem, że to same korzyści.
      To jak wyrzucenie starych gratów, albo remont mieszkania. Robi się czysto, jasno i jest dużo miejsca na lepsze rzeczy, które nas w życiu czekają, a nie mogły do nas przyjść, bo nie było miejsca czy to w życiu czy umyśle.

  4. „wystarczy mi pracować miesiąc na rok wakacji. Ale o tym w końcu napiszę osobny wpis. Kiedyś ”
    To napisz,bo jest to bardzo interesujące
    -czy jesteś wyjątkowo uzdolniony,a ja ograniczony
    -czy jesteś wyjątkowo odważny a ja się zesra..m się w zbroję
    -czy jak zwykle wszystko siedzi w głowie,pewnie tak
    Napisz nie zwlekaj,pomyśl że jesteś jak światło latarni (mobilnej 🙂 ) ,we mgle.
    Inaczej nie było by nas tu,pisz bo myślę że po przeczytaniu ubije -niechcieja-

    *niechciej -(żeby mi się tak chciało jak mi się nie chce)

    1. Do wszystkiego potrzeba weny. Gdybym teraz miał pisać, to byłoby zmuszanie się.
      Po głowie mi chodzi pomysł, ale jeszcze nie wykiełkował wystarczająco, żeby to odpowiednio ująć słowem pisanym. Wpadnij do Edynburga z piwem, to wyjaśnię z grubsza. 😉
      To jak z opisem budowy. Buduję i może za 2-3 tygodnie będzie w miarę blisko końca, ale nie mam weny żeby o budowaniu pisać i ostatni wpis jest zdaje się o izolacji.
      Oczywiście z zarabianiem to żadna tajemnica. Język, szkoła, firma i wybieram wśród ofert, które co chwilę dostaję od lat. Ale teraz lecę już dalej budować, bo zima idzie a my nadal w Szkocji, a ja mam dziś wenę na zrobienie sofy 😀

  5. You right 🙂
    Dzięki za zaproszenie,na pewno będzie to miłe wydarzenie gdy nasze drogi kiedyś się skrzyżują
    wszystkiego dobrego, powodzenia dla nas wszystkich.

    1. Przestało lać i zasuwam z budową 😂
      Optymistycznie za 2 tygodnie może już skończę budować Złomka van Dakar. O ile nie zacznie znów lać 😂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.