Lake District, okolice Liverpool i Walia w trzy dni

Śnieg, śnieg i śnieg. Szlag by trafił. Wczoraj przyjechaliśmy i było biało, na szczęście w nocy zaczął padać deszcz i większość śniegu stopniała. No ale wieczorem znów ma padać. Sprawdziłem pogodę i w okolicach Liverpool i Walii ma być lepsza pogoda. Robimy szybki przejazd przez serce Lake District, wpadamy do Keswick. W okolicy jest kamienny krąg, a przy okazji miejscówka, o której niewiele osób wie.

kamienny krąg przy Keswick, dziś jesteśmy sami, można medytować 🙂
54.603698, -3.098144

i zgadnijcie…

Następnie po drodze wpadamy do znajomej imbirowej piekarni Ginger Bread w Grasmere. Robią tam świetne imbirowe ciasteczka. Po prostu będąc w okolicy… sami wiecie 🙂 Trzeba odwiedzić.

kupujemy pyszne ciasteczka i dalej w drogę

Pod wieczór dojeżdżamy niemal do Walii. Dosłownie na strzała. To jak nie ja. Ale tak już mam dość zimna, że nie ma wyjścia. Pewna i bezpieczna miejscówka w Wallasey. Staję tu niemal za każdym razem pędząc na trasie północ – południe czy odwrotnie. Do Walii już niemal rzut beretem. Plan na jutro: Snowdonia Park i taka jedna wysepka 🙂

znajomy kamperek w Wallasey, widuję go za każdym razem, gdy tu jestem
53.434358, -3.074129

Kolejnego dnia ruszamy do Walii, do Snowdonia Park. A przynajmniej tak nam się wydawało, że do Snowdonii. Niestety. Dosłownie po przekroczeniu granicy z Walią, nagle zaczął padać obfity śnieg i z każdym kilometrem zaczęło się robić coraz bardziej biało. Jednak odpuszczamy sobie Snowdonię, odpuszczamy Holy Island i kierujemy się w kierunku Bristol. Olewamy Walię. Spadamy stąd, najlepiej od razu na prom. 🙂
Moja cierpliwość się właśnie wyczerpała. Francja elegancja czeka. Serki, salami i tanie wino też. Po co przeciągać? 🙂
Biletu na prom jeszcze nie kupiłem, ale podyktowane to było tym, że ceny niewiele się zmieniają i wystarczy kupić 2 doby przed. Tak zdecydowanie, czas opuścić Walię. A za 2-3 dni Anglię. Ile można. 😀

tam w dole jest zielono, jedziemy 🙂

Stromo, w tamtym roku jeżdżąc po Cairngorms National Park w Szkocji, gdzie też były kilkukilometrowe zjazdy po 20%, spaliłem hamulce w złomku. Dosłownie. A klocki były niemal nowe, bo przecież wymieniałem. W tym tylne ze dwa miesiące wcześniej, gdy czekaliśmy z Grzegorzem w Fort William na dostawę. Poprzednie skończyły się na wyspie Mull 🙂
Gdybyście też spalili klocki, to można je, gdy są nowe lub mają jeszcze trochę grubości, w prosty sposób uratować. Trzeba rozebrać i każdy, w każdym kole przetrzeć papierem ściernym. Po prostu usunąłem tą lekko zeszkloną część na wierzchu. Pomogło, hamulce do dziś hamują jak nowe.

tak, coraz bardziej zielono

aż kusi żeby zostać, hehehe


robimy szybkie fotki i już nas tu nie ma

nie dajemy się nabrać, jedziemy dalej

nawet w nocy, bo Sygic wymyślił sobie taki skrót, że jechaliśmy chyba przez czyjeś podwórko

Niestety do zaplanowanej miejscówki – zamku w Chepstow nie dojedziemy. Znaczy tak planowałem, ale chciałem przed tym za dnia zrobić kilka fotek opactwa Tintern, o którym zapomniałem będąc tu poprzedniego razu. Na plus – parking pod opactwem płatny od 8 rano, więc jeśli wstaniemy przed, to oszczędzimy kolejne funciki 🙂

Okazuje się, że w Tintern jest nie tylko opactwo, do którego podążają spragnieni wrażeń turyści. W okolicy jest też stary kościółek i stary cmentarz z własnym klimatem. Jako, że wstaliśmy dziś wcześniej postanawiamy odwiedzić też i to miejsce. Do 8-ej jeszcze trochę czasu 🙂

zaczyna wschodzić słońce

i fotki ruin opactwa również za dnia


lokalizacja parkingu, ale niepłatny tylko do 8 rano:
51.697207, -2.678031

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.