minimalizm i trend lagom w podróżach kamperem na pełny etat – cz. 1

Ostatnio pisałem o ekonomicznym oraz oszczędnym gospodarowaniu zasobami w mobilnym domku pokazując na przykładach ile czego zużywamy i co ile nas kosztuje w skali miesiąca czy roku.
Żyjąc w murowanym, albo karton gipsowym domu, człowiek nie uzmysławia sobie wielu rzeczy, na które musi zacząć zwracać uwagę przesiadając się do mobilnego domku. Mobilnego, a w pewnym sensie minimalistycznego domku. Ale już o tym za chwilę.
Jest kilka ważnych różnic i spraw, na które warto zwrócić uwagę. Wiele z nich nie będzie dotyczyć osób, które mają dom, a kamper jest wykorzystywany tylko na wyjazdy wakacyjne.
Oczywiście pomijam widoczną na pierwszy rzut oka dużo mniejszą przestrzeń mieszkalną. Metraż przeciętnego kampera to z reguły max 8-12 m2. Czyli średnio 5-10X mniej niż przeciętne mieszkanie, lub domek. Większe i cięższe kampery mogą mieć i trochę więcej powierzchni.
Ale czy tylko metraż? Oczywiście, że nie. Jest więcej różnic, a niektóre wręcz wymagają zmiany pewnych naszych nawyków. Na pewno możemy żyć bliżej natury i to nie tylko 2-3 tygodnie  roku.

jeden koń, dwa konie, sto trzydzieści koni 🙂

Jeśli ktoś planuję przesiadkę do kampera i zamierza ruszyć w świat na dłużej, to warto zrobić to z głową. Czyli, no dobra, na pierwszy rzut oka, jak wspomniałem, mały metraż. Już sama myśl o niewielkim metrażu sprawia, że trzeba się zastanowić nad ograniczeniem ilości posiadanych rzeczy. Zwłaszcza tych zajmujących dużo miejsca. Do tego dochodzi drugi problem – waga każdego przedmiotu. Tak nawet te drobne, małe coś ważą. W domu nigdy nie zwracamy uwagi na wagę posiadanych rzeczy. No chyba, że musimy je przenieść. Potem zapominamy o problemie z ich masą. Nie ma problemu, żeby mieć np. mini siłownię z kilkaset kilogramami żelastwa. Mieszkając w kamperze, waga naszych dóbr jest nawet chyba ważniejsza niż ich wielkość. Zwłaszcza w przypadku posiadania prawa jazdy z B kategorią, która uprawnia do kierowania pojazdami do 3,5 tony, musimy się ze wszystkim zmieścić w tych 3500kg!
Ze wszystkim, czyli – waga własna naszego domku na kółkach, waga mebli, waga wyposażenia, paliw, zbiorników wraz z wodą, baterii, nasza własna (warto schudnąć), no i dopiero na końcu mamy trochę wolnych kilogramów na nasze rzeczy. W zależności od modelu kampera, ale w tych na kategorię B jest to z reguły np. 400-600kg. Czasem więcej, czasem mniej. Czysta woda też waży. Litr wody to jeden kilogram. 25 litrów – 25 kg, 150 litrów – 150 kg 🙂
Można oczywiście wyrobić kolejną kategorię i kupić większego kampera. Ale zostańmy przy najekonomiczniejszej wersji czyli do 3500kg.

Czyli nasz kamperowy minimalizm już na samym początku jest podyktowany tym, że mamy nie tylko jakąś tam przestrzeń ale i jakiś tam zapas wolnych kilogramów. To dyktuje nam jakby odgórnie, ile rzeczy możemy ze sobą zabrać do naszej chałupki. Musimy zdecydować, co w zależności od długości planowanej podróży będzie nam potrzebne, a co nie. Tym bardziej jeśli kamper ma stać się naszym domem np. na kilka lat. Czyli faktycznie nie będzie to już drugi dom, a pierwszy.

Czyli mamy już kampera i zaczynamy się pakować?
Tylko co spakować? Co się przyda? Otóż to. To jest najlepsze pytanie i wbrew pozorom odpowiedź na nie, nie jest łatwa.

Ja w 2014 roku, gdy powoli zaczynałem pakować moje dobra do kampera, załadowałem niemal wszystko, co miałem w moim ostatnim wynajmowanym wtedy w Toskanii domku. Fakt, nie od razu byłem minimalistą. Pewnie nadal takim książkowym nie jestem 🙂
Jednak już wtedy w pewnym stopniu miałem świadomość ilości posiadanych przeze mnie gratów, gdy dochodziło do np. przeprowadzki. Zanim zacząłem moje kamperowe życie, mieszkałem w kilku krajach, więc przewożenie dobytku z miejsca na miejsce, zawsze było męczące, a nieraz skomplikowane. Z wynajmem odpowiednich do tego pojazdów włącznie. Można powiedzieć, że w pewnym sensie miałem dzięki temu szczęście, bo powoli zaczynałem rozumieć, że przecież wiele z tych moich dóbr, spakowanych w pudłach tylko zajmuje przestrzeń, że czasem ich nie używam przez rok, a czasem dłużej. Po prostu leżą sobie w pudłach, albo przekładane gdzieś w zakamarkach np. szaf. A przy każdej przeprowadzce tylko niepotrzebnie się pocę dźwigając te dobra do i z samochodu. Więc pojawiało się z czasem pytanie:
Po jaką cholerę mi tyle gratów?
Czy nie macie tak samo?
Ileż to różności trzymamy w szufladach, szafach, schowkach, piwnicy, strychu i innych zakamarkach? A niektórzy mają jeszcze garaż, albo kilka. Większość ludzi nawet nie ma świadomości, jak zagracone życie prowadzą. Oczywiście w przenośni, bo zawsze przecież coś może się przydać. Czyż nie? 😀

Jak wspomniałem, ja chyba miałem trochę szczęście, że dzięki tym przeprowadzkom i wcześniejszemu zauważeniu problemu, powoli żegnałem się z niektórymi przedmiotami, które używałem najrzadziej, lub wcale. Z reguły komuś je rozdawałem, cenniejsze sprzedawałem. Ostatecznie podjeżdżałem pod śmietnik i tam kończyły swój żywot.


Gdy już zacząłem moje podróżowanie kamperem, w pierwszych tygodniach zrozumiałem, że mój domek jest nadal trochę zagracony. Przecież wrzuciłem do kampera niemal wszystko co miałem w moim ostatnim włoskim domu.
Na początku pozbyłem się dużych rzeczy, w tym klimatyzatora tzw. pingwina, który przez chwilę stał pod składanym blatem kuchni, blokując wyjście przez odsuwane drzwi. Miał być klimatyzacją w kamperze. Finalnie zrezygnowałem z jego adaptacji z co najmniej dwóch powodów. Ale to nie temat na dziś. Wyleciał też niestety odkurzacz Zelmer, taki domowy z rurami, a także wielka kolorowa drukarka laserowa HP. Oj było mi jej szkoda. O ciuchach, butach już nie wspominam, bo ciągle coś wyrzucałem i do dziś wyrzucam. Z drukarek została mi mała atramentowa, więc było łatwiej przełknąć stratę laserówki.

W już w pierwszych miesiącach kamperowania następowało u mnie w powolne uwalnianie od gratów. Jeszcze za powolne, ale cały czas postępowało. Taki Vanlife’owy tryb życia w pewnym stopniu zmienia postrzeganie na wiele spraw. Nie tylko o ilości posiadanych rzeczy. Piszę Vanlife’owy, czy vanlajfowy, bo w 2015 roku, gdy sobie jeździłem najpierw po Włoszech, nie planowałem, że zostanę podróżnikiem na pełny etat. Raczej widziałem siebie w tej roli do max pół roku, w ostateczności rok i w końcu powrót do czterech murowanych ścian. W UK. No dobra, jeśli UK, to do kartongipsowych. 😀
Dlatego też przechowywałem część nieużywanych, spakowanych w pudła gratów, na tzw. „potem”. Część pudeł na początku była poukładana pod nierozkładanym dłuższy czas łóżkiem, lub później za fotelem kierowcy. Jednak gdy takie życie nomada zaczynało mi się podobać bardziej i bardziej musiałem pomyśleć o oczyszczeniu mojej przestrzeni życiowej. Po prostu przesegregować wiele rzeczy jeszcze raz. Rok 2016 był dla mnie rokiem prawdziwego uwolnienia. Mógłbym z dzisiejszej perspektywy napisać, że nie tylko materialnego. 🙂

No dobra, ale jaki to ma związek z minimalizmem, czy trendem Lagom?
Z Lagom pierwszy raz zetknąłem się jak dobrze pamiętam jakoś chyba w 2017 roku. No dobra, ale co to jest ten Lagom? Oto krótkie wyjaśnienie co to oznacza. Wyjaśnienie zaczerpnięte z Wikipedia – Lagom

Lagom (wym. /la:gom/) – szwedzkie idiomatyczne[1] słowo o przybliżonym polskim znaczeniu w sam raz, akurat, tyle, ile trzeba. Także rozumiane jako szwedzka sztuka równowagi – życie w zgodzie z naturą, unikanie skrajności, docenianie tego, co się ma, umiarkowanie, rezygnacja z wyścigu szczurów[2]. Lagom ma pomóc osiągnąć zadowolenie, ale prowadząc przy tym zdrowy tryb życia[1].
Idea lagom może dotyczyć budownictwa, odżywiania się, zarobków[3].”

Idea jest taka, oczywiście upraszczając, że nie potrzebujemy więcej niż np. dwa ręczniki, czy dwa komplety pościeli. Dwie, trzy pary butów też nam wystarczą. Dwa rowery, dwa telefony, dwa kampery…  hahaha. Żartuję 🙂
Oczywiście nie trzymam się perfekcyjnie tej idei. Musiałem ją trochę zmodyfikować do kamperowego życia. Niektóre rzeczy pożegnałem na dobre, ale niektóre są mi niezbędne i to czasem w większej ilości, niż bym miał w domu.
Stworzyłem sobie taką zasadę, jeśli czegoś nie używam przez 4 sezony, to znaczy że pewnie nie użyję i w jakiś sposób się tego pozbywam. Oczywiście nie radzę stosować tej metody ściśle, np. z kołem zapasowym w samochodzie 🙂


Moja wersja minimalizmu zawiera również głęboko pojętą samowystarczalność, a mieszkając w domku na kółkach, nierzadko w miejscach odludnych, jesteśmy nie tylko zdani na siebie jeśli chodzi o zasoby energetyczne czo wodę, jedzenie itd, ale czasem zdani wyłącznie na siebie pod innymi względami. Dotyczy to nie tylko co dziennego życia, ale i rozwiązywania problemów czy awarii. Czyli jeśli mogę coś naprawić, to to naprawiam, a nie wyrzucam i kupuję nowe. Żeby móc naprawić potrzebuję jakiś tam narzędzi. Ale dzięki nim mogę również zarobić pieniądze, potrzebne w podróży, więc się nie marnują. 🙂

W moim przypadku Lagom dotyczy jednak nie tylko materialnego posiadania, ale i również pracy. Jeśli „ma być „w sam raz”. 🙂
Logicznym jest, że jeśli nie musimy wydawać pieniędzy na wynajem domu, na rachunki za wodę, prąd, gaz, płacić do tego innych kosztów z domem związanych, to automatycznie nie musimy już pracować tyle co kiedyś.
O kosztach takiego życia pisałem niejednokrotnie, nawet w poprzednim wpisie. Dzięki temu możemy przez ponad 10 miesięcy w roku wstawać kiedy się chce, robić to co się chce 🙂

Jeśli wynajmujemy mieszkanie dom, to w zależności od kraju, regionu i warunków lokalowych może to być np. 300 do nawet 1500 £ lub Euro na miesiąc. Nierzadko jeszcze plus opłaty, czasem i kolejne kilka setek. A doliczcie jeszcze do tego koszty dojazdu do i z pracy, aby zarobić na ten dom, w którym niestety nie mieszkacie, bo …jesteście w pracy, żeby zarobić …na dom. Błędne koło. Czyż nie? Tylko jakiś pazerny geniusz mógł wymyślić taki system 😀
Nie wspomnę już o tym, że czasem po powrocie po pracy, nadal dom nie jest tym najmilszym miejscem, gdzie byście chcieli być. Głośna dzielnica, patologie, czy nielubiane miasto, albo nawet kraj. No ale większość ludzi pociesza się, że kiedyś coś się zmieni.
Nie! nic się nie zmieni. Sami musimy coś zmienić. Bez tego to tylko czekanie na starość i niekończące się marzenie o „kiedyś”, a lata lecą i jak ktoś mi kiedyś mądrze powiedział „już nigdy nie będziesz młodszy niż w tej chwili jesteś. 😉
No więc co zrobić?
Ja znam tylko jedną odpowiedź na takie pytanie:
Zacząć samemu spełniać swoje marzenia, bo same się nie spełnią.

Nie, nie polecam teraz każdemu wyprowadzki z domu i przeprowadzki do kampera. Ok? Nie każdy marzy o podróżowaniu. Chociaż w pewnym sensie większość marzy o spokojniejszym życiu, o tym, żeby mieć więcej czasu. Dla więcej czasu znam tańszy sposób niż zakup kampera – najpierw wywalić ogłupiacz, czyli telewizor z domu. 😀
Później kupić kampera, bez telewizora.  żeby móc spędzać więcej czasu, tak jak się lubi. No chyba, że lubicie siedzieć przed TV. Tylko po co wtedy przesiadać się do kampera? Po co cokolwiek zmieniać, jeśli ogłupiacz dzień w dzień pokazuje i mówi Wam co kupić, jak żyć. Tak zdecydowanie warto wywalić TV ze swojego życia. Ja swój wywaliłem 16 lat temu. 🙂

Czy opłaca się i czy warto mieszkać w takim małym mobilnym domku? Nie wiem jak innym. Mnie się takie życie podoba, jest to ciekawa alternatywa. Można za oknem mieć dowolny widok, dosłownie każdego dnia inny. To morze, to góry, można mieszkać w lesie, a nawet pod mostem 🙂 To akurat dobra opcja, gdy zapowiadają gradobicie 😀
A ile hoteli daje możliwość mieszkania zaraz przy plaży i jakie to są koszty? Z kamperem mogę jeszcze dziś „zamieszkać” za darmo przy morzu. Znudzi mi się morze, jedziemy w góry. Widok na brzydką górę? Przejeżdżamy.
Głośni sąsiedzi? Zmieniamy „dzielnicę”. Za zimno? Jedziemy tam gdzie jest słońce. Mógłbym tak bez końca wymieniać. 🙂
W wielu krajach w kamperach mieszka tysiące jak nie dziesiątki tysięcy ludzi i niemal zawsze gdy z nimi rozmawiam, to widać, że są to szczęśliwi ludzie. Szczęśliwi, bo w pewnym stopniu się uwolnili. Uwolnili od codziennego zapierdolu, którego niewolnikami można powiedzieć się rodzimy. Zaczyna się od szkoły, gdzie przygotowują nas na trybiki do maszyn, w całym tym chorym systemie. A później gdy kończymy szkołę i wydaje nam się, że nareszcie jesteśmy wolni, to niestety tylko nam się wydaje. Wmawiali nam, że rodzina, dom ze 100 letnią hipotekę jest …stabilizacją. Dochodzi presja rodziny, że tak trzeba, bo każdy tak żyje, nic się z tym nie da zrobić. Ja mówię: Gówno prawda. Nasze życie zależy od nas. To czy wpadniemy w pułapkę konsumpcjonizmu czy nie zależy tylko od nas. Co pół roku nowy srajfon, co weekend zakupoholizm. Chociaż w Polsce chyba już bez weekendów 😀
Ja odkryłem, że sekretem na więcej czasu jest minimalizm. A kiedyś byłem, spokojnie mogę określić, materialistą, który do tego miał firmę, w której spędzał niemal całe życie. Już o tym kiedyś pisałem.
Tak, muszę przyznać, że wywalenie naście lat temu TV, niemal od razu otworzyło w pewnym sensie oczy. Pozwoliło dostrzec, że poza pokazywanym tam sposobem na życie są alternatywy. Nie musząc non stop za coś płacić, nie musząc już tyle pracować i mając więcej czasu można zacząć spełniać swoje marzenia. Można zacząć pracować tylko tyle ile potrzeba, a zarabiane pieniądze przeznaczyć na spełnianie swoich marzeń. Nie marzeń partnera, czy rodziców. To nie są nasze marzenia. Pieprzyć to. Spełniajmy nasze marzenia, bo my na nie pracujemy. A obniżenie kosztów życia, ograniczenie wydatków na głupie, niepotrzebne rzeczy, których reklamy bombardują nas z każdej strony, z automatu sprawia, że nie musimy nagle aż tyle pracować, że mamy nagle pod dostatkiem czegoś najcenniejszego – czasu dla siebie.
Ale oczywiście każdy ma swoje plany na przyszłość. Każdy ma swoje cele, swoje życie.

O tym, co potrzebujemy zabrać ze sobą na taką długą podróż mobilnym domkiem, a co się przyda mniej lub może wcale będzie w kolejnej części 🙂
Na pewno wszystko jest połączone ze sobą i na pewno wiele zależy od naszych umiejętności czy pasji. A może rozwiniemy nowe? Ja np. próbowałem z gitarą, ale nie pykło, więc gitara po jakoś roku wyleciała. 😀

3 odpowiedzi do “minimalizm i trend lagom w podróżach kamperem na pełny etat – cz. 1”

  1. Tydzień temu kupiliśmy busa, dzisiaj kurier przywiózł elektronarzędzia, teraz jestem na etapie wymiarowania zabudowy. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem to mam nadzieję, że przyszłą zimę spędzisz na południu (Hiszpania/Portugalia/Maroko), bo wiszę Ci obiad za merytoryczną i praktyczną wiedzę jaką tu znajduję. (:

  2. My mamy już 56 i 60 lat i chcemy wyruszyć w trasę żyć życie dnia codziennego i spełniać swoje marzenia czego i innym życzymy …..

  3. TV wywaliłem jakieś 10 lat temu …. , całe życie budowałem firmy będąc szczęśliwym pracoholikiem …. no i choć nadal kocham pracować, to skłaniam się ku życiu w kamperze … fajnie, że trafiłem na Twoją stronę 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.