parcie na szkło i żebranie na podróżowanie

Z różnej maści żebrakami ludzkość ma do czynienia od co najmniej setek lat. Zapewne od tysięcy. To nic nowego, gdy widzimy w popularnych miejscach turystycznych, czy przy sklepach, dworcach żebrzące osoby. Czasem same, czasem z np. psem albo dzieckiem. Od dawna jest to codzienność. Rozumiem gdy osoba niepełnosprawna, czy chora szuka pomocy i na ofertę zakupu jedzenia reaguje z wdzięcznością. Nie toleruję jednak żebractwa, którego jedynym podłożem jest …lenistwo albo cwaniactwo.


Nie wierzę, że młoda, zdrowa osoba nie może znaleźć pracy, albo sposobu, by zarobić na własne utrzymanie lub na spełnianie własnych marzeń.

Drugą grupą, gdybym miał jakoś określić, czy dzielić, są osoby, które oferują coś w zamian. Może to być gra na jakimś instrumencie, czy jakieś sztuczki itp. Jeśli nam się podoba i chcemy zapłacić, to płacimy.

Nasz wybór. Jeśli ktoś takim pokazem umili nam chwilę, to jest to zrozumiałe, że wrzucamy jakiś grosik do kapelusza. Najbardziej cenię osoby, które robią coś rzadko spotykanego.
Jednak wyobraźcie sobie sytuację taką, że w jednym mieście, na jednym deptaku staje np. kilkadziesiąt osób, w większości z gitarami i każdy coś tam brzdąka, z reguły grając, a bardziej odtwarzając lepiej lub gorzej utwory, najczęściej innych twórców. Dodatkowo część z tych osób nie brzdąka, bo „zbiera na gitarę”.

I teraz mamy podobną sytuację, tyle, że dzieje się ona w świecie wirtualnym.
Od jakiegoś czasu pojawiła się nowa forma żebractwa – żebractwo internetowe. Na czym to polega? Tu sprawa jest powiedzmy ciut bardziej zakamuflowana. W internecie pojawia się coraz więcej osób, które nie mają w sumie nic do zaoferowania, ale szukają frajerów, którzy zapłacą im za spełnienie ich marzeń. Nie ważne, czy to będzie zbiórka na „budowę busa”, czy paliwo na podróż do… albo na zakup czegoś co jest ponoć niezbędne. Nawet symboliczna złotówka się liczy 🙂
No liczy się, bo zawsze to kasa za darmo. Dlaczego uważam, że większość takich żebraków nie ma nic do zaoferowania? Bo mamy 2019 rok, internet ma dziś każdy, nawet w telefonie, często bez limitu, mamy dostęp do darmowej wiedzy, na niemal każdy temat, w dowolnym języku. Wszystko jest na wyciągnięcie ręki, a bardziej na kilka kliknięć. Dosłownie każda informacja. Jeśli potrzebuję znaleźć schemat jakiegoś urządzenia, to on w internecie jest, jeśli potrzebuję wymienić rozbity ekran w smartfonie, to instrukcja krok po kroku tam jest. Jak zbudować kampera? Proszę bardzo, tysiące, jak nie setki tysięcy opisów, filmów, miliony zdjęć. Jest wszytko. Jak wymienić klocki hamulcowe? Wystarczy wpisać tylko model samochodu. Tanie loty? Setki stron. Hotel? Miliony plus darmowe opinie na temat każdego szczegółu. Gdzie wyprać ciuchy w podróży? Google.com albo maps i na dłoni z mapami, klikamy trasa, „prowadź do”. No co tylko chcemy, to mamy. Zresztą co się dziwić, mamy 21 wiek, 2019 rok. Takie rzeczy potrafią znaleźć w sieci już niemal niemowlaki.

I teraz nagle pojawiają się takie osoby, które już podróżują lub dopiero planują podróżować i co robią? Obiecują, że jak im się zrzucimy na paliwo, lub cokolwiek tam wymyślą, to np. dodadzą nas do tajnej grupy, gdzie będą zdradzali tajniki n/t …podróżowania. WOW. Serio? Jakie? Jak wyprać ciuchy w podróży? Czy gdzie się zatrzymać na noc? Hahaha.
Albo jak wpłacimy złotówki na ich nowego drona, kamerę, to będziemy mogli oglądać śliczne plaże na ich vlogu. Śliczniejsze niż te aktualnie pokazywane starą kamerą. WOW! Imponujące. Szczęka mi z wrażenia opada. Tylko jeszcze nie zdążyłem ogarnąć, czy z powodu, że będę mógł te super plaże zobaczyć na ekranie laptopa, czy dlatego, że ktoś znalazł genialny sposób na szukanie frajerów?

Tu też można owych żebrzących podzielić na dwie grupy. Tych co żebrzą na kamerę lub paliwo obiecując coś tam lub nic nie obiecując.
I jak wyżej jest jeszcze druga grupa „grajków” internetowych, która coś tam szarpie na „internetowych drutach”, czyli już coś stworzyli, z reguły plagiatując innych twórców. Ci coraz częściej też poza lajkami, chcą kasę. Widać spodobało się życie w podróży, ale jeszcze bardziej by się podobało, gdyby pieniążki już zawsze leciały z nieba. Bo przecież są …gwiazdami YouTube albo Instagrama.

Teraz wiele osób powie, tak, przecież oni oferują coś w zamian, ktoś nad tym pracował, musiał nakręcić materiał, bla,bla. Ja powiem, trzeba było tego nie robić. Naprawdę w większości przypadków lepiej gdyby te filmy nie powstały. Bo co takiego jest w tych filmikach, żeby warte to było obejrzenia, a tym bardziej zapłaty? Co takiego wartościowego, gdy w większości zajumali informacje z innych darmowych stron, podejrzeli inne filmy, tygodniami lub miesiącami czerpali wiedzę od innych za darmo, o tym jak zbudować, albo gdzie i jak za darmo coś załatwić, nauczyli się na pamięć kilku zdań z Wikipedii, teraz pojechali tam, pokazali plener, czasem kawałek gołej damskiej nogi, informacje przemielili, dodali jakieś wrzaski typu „WOW!, Jeeeee!”, albo dodali migające gówno po ekranie i teraz chcą żeby im za to sypnąć groszem? Serio? Mam komuś dorzucić się na paliwo albo drona, bo pokazał jak wyprać ciuchy w podróży? Albo za to, że podał kilka miejsc, gdzie można zatrzymać się na noc? Dajcie spokój. Takich informacji jest miliony i to za darmo. Tysiące, a pewnie setki tysięcy ludzi dzieli się taką wiedzą z pasją, za darmo. Praktycznie w każdym języku. Ale ok. Kto chce, niech płaci. Jedni spełniają swoje marzenia, inni spełniają marzenia innych 😉

No ok, to jak do cholery zarobić na podróże? Nie wiem. Znaczy ja wiem, ale nie wiem co Wy potraficie robić najlepiej. Niestety w przypadku większości osób kręcenie filmików na YT, tym bardziej na ilość, nie jest najlepszym sposobem. Zdradzić Wam sekret, dlaczego niektórym udaje się w ten sposób coś zarobić? Bo ci co to oglądają, najczęściej nigdy tam nie pojadą, bo oglądając jarają się widoczkami, głupimi żartami, albo innymi pierdołami. Siedzą przed ekranem i marzą. Żyją życiem innych. A jeśli te chwile sprawiły, że poczuli się lepiej, to czasem nawet wpłacą jakieś grosze. Fakt, każdy ma swój poziom wartości i jeden szuka wartościowych informacji, a innego cieszy kawałek gołego ciała.

Niestety dziś coraz mniej materiałów na YT, na blogach nie kończy się żebraniem o coś. Nikt mnie nigdy nie przekona, że takie żebranie można jakkolwiek wytłumaczyć. Internet ma swoje nieocenione zalety. Ale w tym wypadku ma też swoje wady. Większość tych internetowych żebraków nigdy by nie żebrała na ulicy. Ale na odległość, bez bezpośredniego kontaktu jest łatwiej pojęczeć o jakiś grosik. Przecież to nic nie kosztuje, a może coś wpadnie.
Pamiętajcie tylko o jednym. Oglądając te filmiki z „cudownymi” plażami i płacąc innym, oddalacie spełnianie własnych marzeń. Oddalacie możliwość odwiedzenia tych plaż przez Was osobiście. 😉

Ale mam pomysł. Jeśli znacie jakieś kanały YT, blogi, na których nikt o nic nie żebra, to wrzucajcie linki z krótkim opisem w komentarzach.  Mogą być do Waszych blogów, kanałów. Aż sam jestem ciekaw, ile jeszcze osób robi coś z pasją, nie dla lajków czy kasy.
No więc do dzieła, podawajcie linki i krótki opis… 🙂

22 odpowiedzi do “parcie na szkło i żebranie na podróżowanie”

  1. Ciekawy tekst. Moim zdaniem jeżeli ktoś chce na jakieś konto wpłacać to jego sprawa. Z drugiej strony są firmy, które same szukają kontaktu z influencerem. Płacą za to, że ich np. hotel znajdzie się na Instagramie czy blogu i dotrze do tysięcy odbiorców. Co w tym złego?

    1. Zawsze, gdy wchodzę na temat podróżowania busem to ludzie pytają czy kasę zbieraliśmy przez portale crowfundingowe albo kto jest naszym sponsorem, bo jak to tak młodziaki dookoła Europy za swoje pieniądze? Tak się nie da!
      Przepis jest prosty, rok intensywnej pracy na etacie + nadgodziny i udało się uzbierać na 25000km busikowej przygody. W trakcie podróży również popracowaliśmy i mogliśmy jechać dalej. Na YT filmiki nagrywamy, ale bardziej w formie nic niewnoszącego do życia innych pamiętnika, który w sumie jest dla nas 😀 Jak komuś się podoba to ogląda i obserwuje, a jak nie to… to nie i nam nie jest przykro z tego powodu i namawiać nie będziemy 😀
      Jak byłem dzieciakiem to nie miałem tego co chciałem, tata kazał mi zawsze zapracować na moje zachcianki, w jakiś sposób, to pomóc w ogrodzie, tu skosić trawę, zawsze mi zorganizował jakąś pracę, w momencie, gdy moi rówieśnicy prosili i dostawali daną rzecz od rodziców. Wkurzało mnie to i się złościłem na rodziców, ale teraz to doceniam, bo nauczyłem się pracować na swoje zajawki i doceniać to co mam, a nie prosić i oczekiwać czegoś za darmo od innych. Teraz ja mam zjechaną Europę i kawałek więcej, a moi rówieśnicy, cóż… cały czas chcą, ale nie wiedzą jak, bo skąd wziąć na to kasę, przez pracę? Jaką pracę, jak zawsze mama dawała 😀 Teraz przestała to problem… ale może w internecie ktoś się znajdzie… I tak to się kręci niestety.
      Tu mój nudny kanał, nie zaśnijcie 😀
      https://www.youtube.com/channel/UC2G_Y81Enc6NL9UvKpLJEag?view_as=subscriber

  2. robert, nawet wiem o jakie dwa polskie kanały o „podróżowaniu” Ci chodzi. Wytworzył się taki trend w internecie, szczególnie na yt, że niemal norma jest ŻEBRANIE. Nie przychodzi mi na myśl żaden mniejszy kanał, gdzie twórca nie zachęca do subskrypcji, dotacji, lajka. Niemal żaden mniejszy nie broni się kontentem czy to na polskim czy zagranicznym podwórku. „Sprzedawany” jest głównie szit i co najlepsze – kanały, które nie przekazują ŻADNEJ wartości merytorycznej osiągają największy sukces.
    Co nie zmienia faktu, że cała ta twórczość zabiera masę czasu, a niektórzy mają chęć się podzielić swoją twórczością z innymi, przy okazji lapiac trochę grosza.
    Mentalność ludzi jest tutaj problemem. Ludzie nie potrafią walczyć o swoje marzenia, a widząc jak inni je realizują pojawia się promyk nadziei na zmianę.

    1. W sumie sam nie wiem czy tylko o dwóch kanałach chciałoby mi się w ogóle pisać. Powiedziałbym że ponad 90%, z tych które oglądam gdy coś szukam. Niemal zawsze na końcu jest żebranie, jak już nie o kasę, to o lajka, suba itd. z reguły zamykam bo szkoda mi transferu.
      Na blogach też ledwo kuźwa wejdę to ramka o rodo, cookies i … subskrypcji. Jak mogę subskrybować jeśli nawet jeszcze nie przeczytałem jednego wpisu??? Dla mnie to debilizm witać odwiedzającego żebraniem o subskrypcję.

  3. Wreszcie ktoś napisał coś ,co od dawna chodziło mi po głowie. Najbardziej żenujące jest to jak skrzętnie i w ukryciu przekazywana jest informacja o wpłatę. Na początku wszyscy dbają o oszczędne życie w podróży, az tu nagle cud…i wydawanie kasy na lewo i prawo.No ale to nowy sposob zarabiania na życie i z tym sie muszę zgodzić. Z tego co słyszałem/moze ktos potwierdzi?/ to ponad 100 tys subow na kanale generuje 10 tysiakow.Tak- zazdrościć podrozy.Nie-dla zebractwa.Pozdr dla autora

    1. Myślę że wiele zależy od tematyki. Ponad 15 lat temu wywaliłem TV bo nie dało się już wtedy oglądać tego chłamu. Dziś ciężko cokolwiek wybrać w internecie, bo każdy gimbus ma telefon i zaśmieca Internet. Coraz trudniej trafić na merytoryczne, wartościowe treści. 🤔

  4. americanmusclecar70 kilka filmów o tematyce amerykańskich klasyków ,zero reklam ,żebractwa ,kont itd. pozdrawiam

  5. Jeżeli ktoś będzie chciał mi coś wpłacić, to ja bardzo chętnie przygarnę każdą kwotę – sposobów spożytkowania nie będę musiał szukać 😉
    To bardziej wynika chyba z nastawienia. Albo robimy coś dla siebie i dzielimy się jakąś wiedzą i spostrzeżeniami „tak po prostu”, albo próbujemy z tego na siłę stworzyć jakiś biznes. Obecnie cieszę się z każdego lajka i komentarza – http://kierunekpodroz.pl/ pomimo tego, że czasu na pisanie mało, posty pojawiają się nieregularnie, a remont Niewiadówki wciąż trwa (nikt się do niego nie dokłada!) 😉

    1. U mnie jest chyba podobnie. Pierwsze chyba ze 2-3 lata pisałem bardziej dla siebie, żeby mieć wszystko w jednym miejscu. Mi nie grozi zostanie tresowaną małpą, która będzie skakać przed kamerą tylko po to żeby ktoś za to zapłacił. 🤣

  6. TravelCamp – https://www.youtube.com/channel/UCFbKn77TLRIiMa37XdVxGSA?view_as=subscriber
    Mój kanał o długiej trchwającej podróży Kamperem z dwoma schroniskowymi psiakami. Już ponad 3miesiace bujamy się po Bałkanach, wrzucamy filmiki ale są jakieś granice, nie będę prosił o jakieś lajki czy coś, kasę zarobiłem za granicą i jak będzie się kończyć będę coś szukał i tyle. Może dlatego nie mam takiej dużej oglądalności, ale filmuję przy okazji i dla fanu. Z drugiej strony nie przeszkadza mi jeśli ktoś ma patronite, ale też bez zbędnego proszenia na filmikach, wiem jak wygląda to z drugiej strony, ile to zajmuje czasu i niektórzy traktują to jako pracę i oczekują zapłaty. Tym sposobem daleko nie zajadą albo szybko się sprzedadzą i uda im się wybić. Pozdro

  7. Ja mysle ze ludzie (niektorzy) chca lajki, bo w ten sposob dowiaduja sie o tym, czy material sie podoba i czy jest sens cos takiego wrzucac. Dlatego o nie „zebrza” w filmach. Gorzej kiedy ludziom zalezy na lajkach bo ich jara ilosc lajkow. Jak moja siostra gimbuska ktora wrzuca cos na fb a pozniej zabiera wszystkim domownikom telefony i lajkuje swoj post xD

    1. Bez lajków też jest to łatwe do zweryfikowania. Wystarczy zaglądnąć w statystyki odwiedzin. FB też to chyba ma. Na blogu, forach itd. wszędzie są statystyki. 🤔
      Ale coś jest w tych lajkach, że niektórzy mają parcie żeby jak najwięcej uzbierać. 🤣

      1. Ludzie maja parcie na lajki, ponieważ lajkowane filmy są lepiej pozycjonowane w proponowanych przez algorytmy YT, a co za tym idzie zwiększają się zasięgi.

        1. To akurat wiadome, tyle że za dużo ludzi dziś myśli, że są gwiazdami YouTube, powrzeszczy do kamery, zbierze kilka lajkówi żebra dalej. Przecież bez żebrania, gdy jest coś wartościowego, to ludzie sami to polubią itd. 🤔
          No chyba, że o ilość chodzi, kto ma więcej 🙄🤔

  8. Cześć Robert
    Tekst świetny! Niestety pisząc ten komentarz zaprzeczam sam sobie ponieważ, jak wiesz, prowadzimy własną stronę, która jednak nie jest po to aby zbierać lajki, ale jest po prostu dla nas. Nie interesują nas opinie innych.
    Nie ma nas na żadnym portalu społecznościowym, ale za to często jesteśmy poza domem.

    1. Prowadzenie strony dla siebie czy nawet innych, to przecież co innego niż parcie na lajki albo kasę. Też przecież prowadzę bloga, do tego FB, jakieś grupy i do tego piszę na ct itd. W sumie sama tylko budowa kampera ma jakiś milion odwiedzin. I co? I nic. Nie robię z tego szumu czy żebrania o lajki albo kasę, bo podzieliłem się wiedzą. Dlatego uważam za żałosne żebrać o kasę, gdy ktoś tam ledwo pojedzie na miesiąc czy dwa i coś pokaże na YouTube albo przykręcił kuchenkę do deski na dwa wkręty. 😂

  9. Toscanet z takim podejściem to może lepiej nie zaglądaj na patronite 🙂

    A tak na poważnie to każdy ma prawo do wyrażanie swojego zdania, i tak jak są osoby którym taka forma dodatkowego zarabiania się nie podoba, to są też osoby które chcą dobrowolnie wesprzeć innych, nie ma w tym nic złego, nowoczesna forma sprzedaży swojego czasu/doświadczeń, tak jak praca, sprzedajesz swoją wiedzę, czas, doświadczenie w zamian za pieniądze. Twórcy na YT robią to w formie wideo w zamian za dobrowolne wsparcie lajkiem, subem, czy $$, jak dla mnie to jest sytuacja win-win. A To że namawiają na suby/lajki? Rynek to weryfikuje i jeśli nie ma interesującej zawartości to żadne namowy nie pomogą.
    Pozdrawiam i powodzenia!

    1. Nie grozi mi patronite czy inne tego typu portale. Do dziś jeszcze ani raz tam nie zaglądałem. 🤔
      Problem jestw tym, że wartościowa wiedzą np. na YT czy gdziekolwiek, ma z reguły niższą oglądalność. Goła dupa czy jakieś wrzaski dużo większą i coraz trudniej trafić na coś, co ma wartość. I co ciekawe te wartościowe przekazy rzadko kończą się żebraniem o cokolwiek. Stąd ten cały mój wpis. Możliwe, że to świadczy o inteligencji po prostu. Ten co nie ma wiele do przekazania żebra o co się da. I to działa. Durne filmiki mają z reguły największą oglądalność 🤣

  10. Czuję jad i zazdrość. Może wynika to stąd, że swoim sposobem na przekazywanie wiedzy się nie dorobiłeś. a na to liczyłeś. Więc ”dlaczego inni, bez merytorycznego przekazu mają zarabiać?”. To jest jak w każdym biznesie, nie wszystkim się udaje. Trzeba mieć umiejętności i siłę przebicia. A internet to rozrywka 🙂

    1. Tak już czasem bywa, że gdy komuś nie na rękę trochę prawdy na „wrażliwe” tematy, to dziwnym sposobem zawsze czuje jad w takich wypowiedziach. 😉
      Ktoś mógłby się nawet teraz nabrać, czytając taki komentarz, ale spostrzegawcza osoba od razu zauważa różnicę pomiędzy żebraniem, którym gardzę, a zarabianiem w internecie na swojej wiedzy, czy jakkolwiek inaczej.
      Jeśli o mnie chodzi, to nie narzekam na braki czy to finansowe, czy w innych aspektach, więc nie wiem czego miałbym zazdrościć? Tego, że ktoś wyciągnie kilka złotych żebrząc przed kamerą? No proszę Cię.
      Gdybym nie dzielił się wiedzą za darmo, bo lubię to robić, to nie ciągnąłbym tego bloga, nie odpisywał setkom osób na pytania „jakie panele, jaką tapicerkę, albo czym zabezpieczyć sklejkę, albo gdzie za darmo znaleźć miejscówkę tu czy tam. Propaguję „za darmo” i brzydzę się żebrakami. Ot cały sekret.

      Zosia, to chyba pierwszy artykuł jaki przeczytałaś na moim blogu 😉

Odpowiedz na „toscanerAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.