w kierunku passo delle radici

Pojechaliśmy znów w kierunku gór. Apeniny gwarantowały chłodek.
Może dla kogoś, kto wyskakuje z zimnego kraju na 2 tyg. takie wysmażenie się w temperaturach ponad +40C jest super.
Po 6 latach smażenia się co roku miałem  totalnie dość. Plan w ogóle był taki, że w tym roku miało nas na wakacje już we Włoszech nie być, no ale… większość znajomych przyjeżdża kiedy? No w wakacje. Do tego kilka załóg z naszego klubu planowało Włochy lub okolice. Postanowiliśmy przesunąć wyjazd, żeby się spotkać z kim się da. 😛

Ale teraz uciekamy od piekła. W górach spędziliśmy w sumie ok. 1,5 miesiąca z przerwami po kilka dni, żeby wpaść do większego miasta na większe zakupy czy coś. Jest tak wiele pięknych miejsc, a do tego temperatury o ok. 10-15C niższe niż na dole.
Po za tym uwielbiam góry. Morza też, ale góry są na liście wyżej. Idealne połączenie to góry i morze. Są takie miejsca. Nie tylko we Włoszech. Część już idziałem, ale i jeszcze sporo jest do zobaczenia.

Na przełęczy passo delle Radici temperatury na zewnątrz spadały i do +11C w nocy. Aż się wierzyć nie chciało, że 100-150 km nad morzem są po +33C do +37C w nocy, a za dnia i sporo ponad +40C. Tu max +24C. Ideał. Jedyny minus gór, jeśli można nazwać to minusem, to miejsca, gdzie wszystkie telefony były głuche i nie ma zasięgu i internetu. Taki bonus. Welcome to the jungle. Możliwe, że nawet ruskie satelity nie były w stanie nas znaleźć.
Ale mieliśmy widoki, których część uwieczniłem na fotkach. Mnóstwo „dzikich” owoców, jagody, jeżyny, poziomki, maliny. M. ciągle coś dobrego przygotowywała. A jako, że było chłodniej to nawet nabraliśmy ochoty na polski obiad. 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.