zdobywamy hiszpański szlak el Caminito del Rey czyli ścieżkę króla

Myślę, że można dosłownie powiedzieć, że zdobywamy, bo o ile sam szlak po remoncie jest prosty do przejścia nawet dla przedszkolaków, o tyle zdobycie biletów już nie. A przynajmniej wszędzie tak piszą. Wybieracie się na el Caminito del Rey? Uuuu, to musicie kupić bilety tylko przez internet i to minimum 1-2 miesiące wcześniej.


Czyli lipa, bo problem z kupowaniem czegokolwiek z takim wyprzedzeniem w moim przypadku i przypadku mojego stylu kamperowania jest taki, że nie lubię planować. Nie aż tyle do przodu. Ja po prostu nie wiem gdzie będę za 2 tygodnie. A za 2 miesiące? A może pogoda będzie na tyle do dupy, że nie będzie warto być tu i tu i zmienię kraj? No więc biletów nie mamy, ale ponoć część szlaku jest bezpłatna.

jedno z wejść na szlak prowadzi przez taki tunel

Przynajmniej ta część, gdzie dochodzimy do bramek. A może bilety kupimy od kogoś, kto zrezygnował? Zakup online nie miał sensu, bo najbliższy termin po połowie maja.
No więc jedziemy, zobaczymy jak będzie. Okolica cudna. Warto było, nawet jeśli nie uda się nam wejść na szlak.
Moją uwagę zwrócił fakt, że na budce „informacja” obok płatnego parkingu był napis „bilety na dziś wyprzedane”. Yyyy? Na dziś? A na jutro? No trzeba zapytać, może mają na …jutro. 🙂


A jakże, mają, wystarczy przydreptać rano pomiędzy 8:30 – 9:00 i zawsze są bilety. Przynajmniej teraz poza sezonem. W sezonie pewnie trzeba ustawić się w kolejce jeszcze wcześniej. Okazuje się, że nie wyprzedają wszystkich online, a dziennie może wejść na ścieżkę około 1100 osób. Czyli zostajemy w okolicy, trzeba poszukać jakiejś miłej miejscówki i korzystając z okazji zwiedzić okolicę. Chcemy też zobaczyć jak wygląda druga strona, czyli koniec szlaku. A szlak kończy się przy miejscowości El Chorro. Pomiędzy początkiem i końcem kursuje co pół godziny autobus. Koszt 1,55 euro. Tanioszka. Mamy jedynie dylemat, gdzie zostawić kampera. Czy na początku szlaku i wrócić autobusem, czy na końcu i rano pojechać autobusem, a później prosto ze szlaku do kamperka. Tak, szlak ma wejście i wyjście. Czyli bramki wejściowe i wyjściowe. Nie da się iść w przeciwną stronę, o czym piszą na niektórych stronach internetowych. Rozsądnie, bo miejscami chodniczek ma mniej niż metr szerokości. Ruch jednokierunkowy jest w tym przypadku najbardziej wskazany. Zwłaszcza przy takiej ilości osób.
Wybieramy opcję pierwszą. Dłużej pośpimy, a i tak trzeba nastawić budzik, coby być na 8:30-9:00.
W okolicy jest kilka ładnych miejsc, gdzie można zatrzymać się kamperkiem. My stajemy niedaleko jeziorka, na uboczu, poza parkiem. Mamy plan zrobić ognisko i wykąpać się w jeziorze. 🙂
Tutaj robiliśmy ognisko i paellę: 36.907387, -4.817794


Wcześnie rano jedziemy na parking i pędzimy kupić bilety. Biletów nie kupujemy na parkingu, tylko trzeba iść do bramek wejściowych. Ok. 20 min. spacerkiem. Oczywiście udaje nam się kupić bilety i wszystkie mity na temat trudności zakupu padają. Nie trzeba nic kupować online, nie trzeba nawet żadnego dokumentu tożsamości, o którym piszą w wielu miejscach. Po prostu jedzie się na parking płatny 2 euro za cały dzień (GPS: 36.928799, -4.802011), lub staje w krzakach czy przy drodze. Rano są miejsca. Około 10-12 jedynie dla chyba tylko rowerów, bo tak ciasno. 🙂
Zabiera się, kto co tam chce, wodę, kanapki i w drogę. Nie można zapomnieć o jakimś sprzęcie fotograficznym. Po prostu te widoczki warto uwiecznić, pomimo, że w internecie są już pewnie tysiące, albo miliony fotek z tego miejsca.

przechodzimy przez jeden z tuneli, więc można wziąć też latarkę

a za tunelem taki widoczek, po prawej widać ścieżkę z początkiem szlaku 🙂

Idziemy do bramek wejściowych, dostajemy kask. Każdy musi mieć ubrany przez cały czas ze względu na spadające kamienie i sobie dreptamy swoim tempem.
O samej ścieżce pisał nie będę, bo wszystko można przeczytać w internecie. Tak w skrócie, sama ścieżka ma już ponad 100 lat. Kiedyś po tej starej chodziły nawet dzieci do szkoły. Problem był tylko taki, że nigdy nie była remontowana i z upływem dziesięcioleci po prostu niszczała aż do stanu, że stała się niebezpieczna. W 2000 roku została zamknięta, po tym jak w przepaść spadło 3 osoby. W kolejnych latach wyremontowana do obecnego stanu.
Po drodze jest sporo informacji na tablicach, ale w języku lokalnym i angielskim.

Jedyna chyba wada tego szlaku, to przebiegająca w pobliżu linia kolejowa i praktycznie nie ma szans nie zobaczyć pędzącego pociągu. Mnie się udało uwiecznić dwa. Tu jeden z nich. Jakby nie było pasażerowie pociągu też mają ciekawe widoczki zza okien 🙂

Spora, środkowa część szlaku to zwykła ścieżka,

która ponownie zmienia się w chodnik zawieszony wysoko na skale.

W wielu miejscach widać starą ścieżkę. Z reguły nowa jest umieszczona powyżej tej starej.

widać też na całym szlaku liny, które obecnie służą chyba jedynie jako liny dla ekip pracujących przy konserwacji ścieżki

stara ścieżka miejscami jest jak widać w bardzo złej kondycji

Pod koniec ścieżki mamy przejście przez most na drugą stronę, gdzie dochodzimy do El Chorro. Tam łapiemy autobus i wracamy do kamperka.
Aha na szlaku co chwilę są kamery, więc pewnie nie warto robić nic głupiego, a zwłaszcza schodzić ze szlaku. Ale nie było potrzeby. Widoki z samego szlaku są wystarczające.

widok w dół z mostu:

i ostatni etap, niestety to już prawie koniec szlaku


W El Chorro , po zejściu ze szlaku można jak wspominałem zostawić kamperka na bardzo ładnej miejscówce, zaraz przy samej rzece: 36.906700, -4.760304

My w tym rejonie spędziliśmy trzy dni, więc po powrocie do kamperka pijemy kawkę i jedziemy do oddalonego stąd ok. 30 km. Setenil de las Bodegas. Wcześniej wpadamy szybko do Campillos zrobić serwis kamperka i zakupy. Namiary gdyby ktoś potrzebował: 37.043499, -4.863119

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.