o mnie

Czas uzupełnić coś o mnie, a raczej o nas. Po tak długim czasie wręcz wypada. Odrobinę wstępu napisałem w listopadzie 2013 we wpisie: idea kamperowania
Ale teraz coś o mnie i… no nie tylko o mnie. 😀
No więc.. na imię mam Robert, ale wolę pisać z małej litery robert, tak jak piszę większość tytułów tematów.
Kilka osób pytało mnie czemu z małej. No to jest bardzo dobre pytanie. Ponoć pisane z dużej oznacza niewolnika. A przynajmniej w Stanach. Nie wiem czy to do końca prawda, ale mam to gdzieś. Tak mi się podoba. Lubię małe literki.
Poza tym nie chciałem aby wpisy miały tytuły jak książka czy rozdziały książki, a raczej były taką myślą przewodnią bez początku i końca, a treść wpisu jej rozwinięciem.

to ja podczas fotografowania zamku Arghhh  😀

Ale wracamy do mnie. No więc toscaner – robert jeździ sobie kamperem po świecie, na razie Europie, którego wymyślił sobie jakoś w 2012 roku.
Później było sporo planowania, budowania, ale w końcu się udało. Dokładnie 3 stycznia 2015 roku opuściłem ostatni toskański dom, jeszcze wtedy z ówczesną moją byłą i wtedy miał to być wyjazd na 3-6 miesięcy z nieśmiałymi pomysłami, że może rok.
Z kamperami miałem już wcześniej kontakt, ale zawsze kojarzyły mi się z cygańskim życiem. Nie oceniam, czy to dobre, czy złe, ale wolałem wygodne hotele. Jednak nieraz zostałem na lodzie, nie rezerwując wcześniej nic i jeśli podróżowałem samochodem, to wiadomo mogłem przenocować poskładany w esy floresy na przednim czy tylnym siedzeniu. Gorzej jeśli to był wyjazd z plecakiem. No w tej opcji to zapewne niejedna osoba miała możliwość i okazję kombinować na ile się da. Czasem myślę, po jaką cholerę ludzie mają potrzebę spać. O ile by było łatwiej gdyby nasze organizmy mogły funkcjonować w trybie 24h. Wiem nie mieści się w głowie, bo tak nie jest. Ale gdyby było to normalne, to nie mieściłoby się w głowie dlaczego mieli byśmy mieć potrzebę spania. Oooo, ale wymyśliłem. Może jacyś mnisi nie muszą spać? Trzeba to sprawdzić.

Waikiki, Honolulu, Oahu, Hawaii

Sylwester klubowy w Szkocji 2016/2017 🙂

Czyli wymyśliłem kampera, znaczy nie, że wymyśliłem, bo one istniały, tylko wymyśliłem w sensie dla mnie, zamiany mniejszego pojazdu na większy, na taki w którym będzie wszystko jak w domu. I kuchnia i łazienka i ciepła woda, prąd, internet, ogrzewanie. No wszystko. W tym miejscu z reguły pozostają dwie opcje. Kupno lub budowa samemu. Kupno rozważałem, ale budowanie bardziej kusiło. Poza tym zakup używanego wiąże się i tak z większą lub mniejszą inwestycją i większymi lub mniejszymi pracami renowacyjnymi. No i kolejny minus – trzeba szukać na rynku takiego, który by odpowiadał układem wnętrza i wyposażeniem. O ile doposażyć można znów pakując jeszcze więcej pieniędzy, o tyle przemeblowania za bardzo nie zrobimy.
Do budowy z kolei potrzeba wielu umiejętności, od zaplanowania czyli trzeba być jakimś tam architektem aż po wykonanie, w tym stolarka, blacharka, mechanika, elektryka, elektronika, hydraulika, dekorator wnętrz, tapicer, szwaczka i sam jeszcze nie wiem w tej chwili co jeszcze.
A ja zdolności potrzebne posiadałem, no może z hydrauliki byłem wtedy trochę cienki, ale nic nie stało przecież na przeszkodzie żeby opanować nieposiadane umiejętności i stać się i w nich jakimś tam fachowcem. Na obecną chwilę nie potrafię tylko szyć. Ale zanim będę budował kolejnego, to pewnie opanuję i tą ostatnią umiejętność. Albo znajdę kogoś, kto potrafi 🙂
O budowaniu rozpisywał się nie będę, bo jest na blogu osobny dział i każdy może sobie przeglądnąć wszystkie etapy budowy od sprzątania podłogi w pustej blaszance, planowania aż po efekt końcowy. Czyli tu nie będę zanudzał i dublował. Pokaże jedynie kilka fotek… 🙂

stara fotka, bo z zewnątrz wygląda trochę inaczej, ale nie mam nowszej z takim cieniem 🙂

Kamper którym podróżuję nazywa się złomek. Złomek jak w tej bajce „The Cars” w polskiej wersji językowej. Złomek to taki poczciwy holownik, który …zresztą chyba każdy oglądał tą kreskówkę.
W sumie mój kamperek to też taki poczciwy złomek. Jest bardzo wygodny i komfortowy w podróżowaniu. Nie za duży, czyli nie ma problemu, żeby zaparkować nim na niemal każdym miejscu dla osobówki, ale i nie za mały, żeby wszystko w nim było. Zresztą projektowałem go ja, więc jest wszystko zaprojektowane tak, aby było komfortowo. Mam nawet kino domowe. No co? Przecież ma być jak w domu, a przecież nie biega się 365 dni w roku po jakiś plażach i górach.

tzw. living room albo salon 😀

w którym można się wygodnie rozłożyć z laptopem, stojąc nad brzegiem morza, lub w górach, albo to i to i oglądać zachód słońca

przyrządzić każde możliwe danie, bo jest kuchnia i piekarnik

pić winko 🙂

oglądać dowolny film na wielkim ekranie z nagłośnieniem 8 głośników + wzmacniacz i 2 subwoofery 🙂

I oczywiście bardzo ważna rzecz dla higieny – łazienka z kabiną prysznicową jak w domu. Dosłownie jak w domu, bo zamówiona była we włoskiej firmie i ma wymiary domowe. Do tego ciepła woda i można zapomnieć, że się stoi nad oceanem we Francji 🙂

Czyli jest kapitan pojazdu toscaner – robert, jest pojazd czyli kamper złomek, jest na pokładzie strażnik i ochroniarz w postaci psa znajdy, mieszańca, makarona bezjajecznego. Pies ma na imię Diesel i jest 100% kamper psem. To taki pies podróżnik, który woli kampery niż betonowe ściany. Niemieckie kampery wyczuwa na odległość, na węch, bo żadna kiełbasa nie śmierdzi tak jak niemiecka, a jemu smakuje.
Poza tym Diesel rozumie 3 języki, angielski, włoski i oczywiście polski, ale zdaje się, że albo jest lekko głuchy, albo ma jakiś tam poziom mamtowdupizmu, bo czasem nie reaguje, chyba, że na niego krzyknę głośniej, albo… zaszeleszczę jakimś opakowaniem z żarciem. Czyli obstawiam mamtowdupizm. 😀

Po za tym Diesel to taki pies, który lubi nie tylko podróże, ale i to co za nimi stoi, czyli poznawanie innych psów, zaglądanie w nowe dziury i obwąchiwanie nowych miejsc, zaglądanie do obcych kamperów i poznawanie nowych ludzi. Co jeszcze? Kąpiele. Kąpiele w morzach, oceanie, rzekach i jeziorach. Przetestował ze setki zbiorników wodnych pod tym kątem. Ze 2x nawet wpadł niemal w hipotermię gdy kapał się w oceanie i raz w morzu północnym. Oczywiście byłem w pobliżu i uratowałem głupka.
Inna głupota, to lubi nurkować. Czasem to mam już ochotę wskoczyć za nim, bo potrafi pod wodą szukać kamienia lub patyka zapominając, że trzeba oddychać. Tylko ogon wystaje jak peryskop. Staram się mu nie pozwalać, bo kiedyś faktycznie zapomni o oddychaniu z tej pasji zbierania kamyków.
Teraz już wszystko wiecie o mnie, pojeździe i psie podróżniku.

Nie napisałem jeszcze o najważniejszym członku załogi, siedzącym zazwyczaj po mojej prawicy, który dołączył do naszej dzielnej załogi końcem zeszłego roku – pierwszym nawigatorze, a bardziej nawigatorce. Po prawicy, bo złomek ma kierownicę po lewej 🙂
Nawigatorka ma sporo zajęć na głowie, między innymi testuje moje eksperymentalne dania przygotowane w kuchni kamperowej, czasem sama eksperymentuje, czasem drapie psa, gdy ja nie mogę, podczas jazdy czy wypraw wybiera cele, do których czasem trafiamy, a czasem nie. Czasem cele wybieram ja albo Diesel. Chociaż on jak już to tylko ścieżki na spacerze. Można powiedzieć, że jest wesoło i nudą nie wieje. 🙂

Jeśli jeszcze chodzi o mnie, to potrafię niemal wszystko naprawić, gotować, kierować tym wehikułem, obliczyć koszty kolejnych wypraw, dodatkowo robić jakieś tam zdjęcia, coś pisać. Aha no i jeździć jako tako na rolkach i snowboardzie. Niedawno kupiłem gitarrręęę, więc może kiedyś i na niej będę umiał grać. Kamperek dodatkowo zyskał bagażnik na rowery, dzięki którym możemy sobie po przyjechaniu na nowe miejsce pomykać po okolicy bez dodatkowych kosztów.  🙂