podróżowanie na pełny etat

Niedawno założyłem na FB grupę Podróżowanie na pełny etat i chyba czas napisać kilka słów na temat samego podróżowania na pełny etat. Aktualnie jestem w podróży 4-ty rok i może nie uwierzycie, ale nie planowałem tego 🙂
Znaczy nie planowałem w dniu opuszczenia murowanej chałupy i przesiadki do Złomka, że spędzę w nim tyle czasu i przejadę tyle km. Wstępnie zakładałem 3-6 miesięcy. Z każdym miesiącem poznawałem coraz więcej wolnych ludzi, coraz więcej rzeczy i z każdym miesiącem coraz bardziej zaczynało mi się podobać takie życie.

Oczywiście w 2015 roku jeszcze nie planowałem, że np. w 2018 roku nadal będę mieszkał i podróżował Złomkiem. Prędzej bym wtedy obstawiał, że w obecnym czasie wrócę do jakby to nazwać normalnego życia. Normalnego czyli jakiego? No wiecie, takiego, że mieszka się na minimum kilkudziesięciu metrach kwadratowych, ma sypialnię, salon, kuchnię, wielki TV i …płaci się rachunki, czynsz, na które trzeba zarabiać. No właśnie, zarabiać. Trzeba ciągle pracować, żeby mieć na rachunki, opłaty, czynsze, ubezpieczenia, a i dodatkowo paliwo do samochodów itd, itd. Czyli powiedzmy normalne życie, jakie większość ludzi prowadzi przez całe życie. Rano budzik budzi do pracy, później upływa cały dzień patrzenia na zegarek, kiedy koniec i oddawaniu swojej energii komuś, żeby dostać za to trochę prostokątnych papierków, które wymienimy za możliwość życia na tych „dziesiąt” metrów kwadratowych, możliwość pooglądania TV i niejednokrotnie możliwość upicia się. Hmmm. I tak do emerytury. A jeśli dożyjemy i zdrowie pozwoli, to wreszcie gdzieś pojedziemy na dłużej. Albo spełnimy inne nasze marzenia.

Nie mówię, że to jest złe czy dobre, bo to by oznaczało ocenianie. Każdy żyje swoim życiem. Każdy ma jakieś cele. Problem w tym, że wiele ludzi ma cele, albo marzenia, ale niestety nie realizuje ich. Wiele osób boi się opuścić swoją strefę komfortu. Albo realizuje w wolnej chwili, a z wolnymi chwilami to bywa różnie. Czyż nie? Praca na pełny etat przez cały rok i 3-4 tygodnie wakacji. Czy to czegoś Wam nie przypomina?


A gdyby tak… odwrócić wszystko do góry nogami? Mieć wakacje i na pełny etat podróżować, a pracować, czyli zarabiać tylko przez pozostałe 3-4 tygodnie? Jakby to wyglądało? Czy to w ogóle możliwe?
Wstajemy o której chcemy, jemy gdy jesteśmy głodni, pijemy gdy chce nam się pić, podróżujemy powiedzmy 8 godzin dziennie, później coś tam jeszcze robimy innego, co tylko nam się chce robić. Czyli podróże na, no pełny etat, zamiast pracy na pełny etat. Co wtedy? Czy da się przeżyć rok i do tego podróżować, właśnie podróżować na pełny etat, tylko z jednego miesiąca pracy?
Moim marzeniem, jednym z wielu, były podróże. Teraz po kilku latach podróżowania kamperem moje doświadczenie dodatkowo mówi, że można przeżyć i podróżować rok albo dłużej pracując tyle, ile większość ludzi ma wakacji. Tak, też kiedyś w to nie wierzyłem. A to takie proste. Wystarczy tylko przekręcić klucz w drzwiach domu, wsiąść do kampera i… nie wracać po 3 tygodniach. Albo nie wracać przez rok. 🙂

Dokładnie tak to postanowiłem określić „Podróże na pełny etat”, czyli robimy odwrotnie niż wszyscy. Gdy wszyscy pracują my podróżujemy, a wtedy gdy jest najdrożej, bo jest sezon i wszyscy mają wakacje, my pracujemy. Wtedy da się zarobić najwięcej, bo brakuje rąk do pracy. Czyż to nie idealne rozwiązanie?


Kiedyś myślałem, że praca zdalna jest wyjściem. Ale nie. To był największy błąd. Byłem niby na wakacjach, ale ciągle w pracy. Bez względu na to, gdzie byłem, nie mogłem się zrelaksować, bo a to email od klienta, a to telefon, a to coś. I co? A to szukanie lepszego zasięgu internetu, bo musiałem coś wgrać na serwer dla klienta. I to ma być wolność? Co to za wolność i podróżowanie na pełny etat, gdy telefon ze zleceniem od klienta może zadzwonić w każdej chwili? No lipa. Przynajmniej ja tak uważam.

Jakoś nikogo nie dziwi, ze trzeba pracować 11 miesięcy dla 1 miesiąca wakacji. No przecież niemal każdy tak żyje. To już niemal standard. Czyli da się oddzielić czas na pracę od czasu na wakacje. Tak? No właśnie.
No to po co to mieszać i udawać, że się jest na wakacjach, ale cały ten czas trzeba być „w zasięgu”?

Ja postanowiłem, że będę się trzymał tego, że jest czas na pracę i czas na wakacje, a jedynie odwróciłem proporcje. Upraszczając zrobiłem sobie 11 miesięcy czasu na wakacje i 1 miesiąc na pracę. Wtedy gdy pracuję daję z siebie wszystko. Ba, może nie uwierzycie, ale po 11 miesiącach wakacji, taki miesiąc pracy, to jak wakacje od wakacji. 🙂

A czym się zajmuję na wakacjach od wakacji? A tym, co potrafię robić najlepiej i na czym da się zarobić najlepiej. Zarobić tyle, aby starczyło na kolejne 11 miesięcy wakacji.
Oczywiście każdy ma swoje zdolności i super moce, więc nie musicie pytać o moje. Zacznijcie tylko korzystać ze swoich. 🙂

2 odpowiedzi do “podróżowanie na pełny etat”

  1. Bardzo chciałabym tak żyć! Ciągle zastanawiam się z czego mogłabym się utrzymywać, czy faktycznie fotografia,w której jestem podobno niezła mogłaby mi zapewnić „spokojne życie” w busie w trasie. Zastanawiam się też czy moja bariera językowa nie jest zbyt duża i czy to nie jest przeszkoda.

  2. Fotografia i podróże to chyba nierozłączna para. Nie mam jednak doświadczenia i praktyki w zarabianiu na fotografowaniu.
    Jeśli chodzi o języki, to uważam, że można się nauczyć każdego, a tym łatwiej gdy się przebywa w kraju, gdzie mówią w tym, którego się uczymy.
    Najtrudniejszy krok to zrobić ten pierwszy. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.