toscaner i vanella

o mnie

Odrobinę wstępu napisałem w listopadzie 2013 we wpisie: idea kamperowania

Ale teraz coś o mnie…
No więc.. na imię mam Robert, choć większość znajomych mówi do mnie Toscaner. Tak już zostało od czasów mieszkania w Toskanii, czyli od jakiś 15 lat. Chociaż w formie pisanej częściej używam robert albo toscaner.
Niektórzy pytają mnie dlaczego z małej. No to jest bardzo dobre pytanie. Ponoć pisane z dużej oznacza niewolnika. A przynajmniej w Stanach Złajdaczonych. Nie wiem czy to do końca prawda, ale mam to gdzieś. Tak mi się podoba. Lubię małe literki.
Poza tym nie chciałem aby wpisy miały tytuły jak książka czy rozdziały książki, a raczej były taką myślą przewodnią bez początku i końca, a treść wpisu jej rozwinięciem.

To ja podczas fotografowania zamku Arghhh w… 2017 roku  😀
Bardziej aktualnych musiałbym poszukać, bo najczęściej stoję po właściwej dla mnie stronie obiektywu hahaha.

No więc toscaner – robert jeździ sobie kamperem po świecie, na razie Europie, którego wymyślił sobie jakoś w 2012 roku.
Później było sporo planowania, budowania, ale w końcu się udało.
Wcześniej podróżowałem po Europie osobówką. A tych było kilka. Najbardziej komfortowym na ówczesne czasy był dla mnie Seat Alhambra. Wywaliłem wszystkie fotele, spanie zrobiłem na podłodze. Miałem tam również kuchenkę gazową. Moje początki podróży na 4 kołach sięgają lat 90-tych, ale z reguły były to wyjazdy pod namiot, kemping – domki, lub zwyczajnie byle dojechać, a na miejscu się poszuka noclegów. Ostatecznie spanie w aucie. I tak było wtedy ok.

Dokładnie 3 stycznia 2015 roku opuściłem ostatni toskański dom, jeszcze wtedy z ówczesną moją byłą i wtedy miał to być wyjazd na 3-6 miesięcy z nieśmiałymi pomysłami, że może rok. A później powrót do „normalności”. A raczej nienormalności…

Z kamperami miałem już wcześniej kontakt, ale zawsze kojarzyły mi się z cygańskim życiem. Choć Cyganie to od dekad już nie podróżują a raczej mieszkają bardziej stacjonarnie, więc to określenie średnio dziś do nich pasuje.

Waikiki, Honolulu, Oahu, Hawaii

Sylwester klubowy w Szkocji 2016/2017 🙂

Czyli wymyśliłem kampera, znaczy nie, że wymyśliłem, bo one istniały, tylko wymyśliłem w sensie dla mnie, zamiany mniejszego pojazdu na większy, na taki w którym będzie wszystko jak w domu. I kuchnia i łazienka i ciepła woda, prąd, internet, ogrzewanie. No wszystko. W tym miejscu z reguły pozostają dwie opcje. Kupno lub budowa samemu. Kupno rozważałem, ale budowanie bardziej kusiło. Poza tym zakup używanego wiąże się i tak z większą lub mniejszą inwestycją i większymi lub mniejszymi pracami renowacyjnymi. No i kolejny minus – trzeba szukać na rynku takiego, który by odpowiadał układem wnętrza i wyposażeniem. O ile doposażyć można znów pakując jeszcze więcej pieniędzy, o tyle przemeblowania za bardzo nie zrobimy. Choć wszystko zależy od budżetu. Bo wszystko można, tylko nie zawsze taka modyfikacja staruszka będzie tańsza niż budowa nowego.

Do budowy z kolei potrzeba wielu umiejętności, od zaplanowania czyli trzeba być jakimś tam architektem aż po wykonanie, w tym stolarka, blacharka, mechanika, elektryka, elektronika, hydraulika, dekorator wnętrz, tapicer, szwaczka i sam jeszcze nie wiem w tej chwili co jeszcze.
A ja zdolności potrzebne posiadałem, no może z hydrauliki byłem wtedy trochę cienki, no ale to mowa o latach przed 2013 i nic nie stało przecież na przeszkodzie żeby opanować nieposiadane umiejętności i stać się i w nich jakimś tam fachowcem. Na obecną chwilę nie potrafię tylko szyć. Ale zanim będę budował kolejnego, to pewnie opanuję i tą ostatnią umiejętność. Albo znajdę kogoś, kto potrafi 🙂
O budowaniu rozpisywał się nie będę, bo jest na blogu osobny dział i każdy może sobie przeglądnąć wszystkie etapy budowy od sprzątania podłogi w pustej blaszance, planowania aż po efekt końcowy. Czyli tu nie będę zanudzał i dublował. Pokaże jedynie kilka fotek… 🙂

stara fotka, bo z zewnątrz wygląda trochę inaczej, ale nie mam nowszej z takim cieniem 🙂

Kamper którym podróżowałem na początku nazywał się złomek. Złomek jak w tej bajce „The Cars” w polskiej wersji językowej. Złomek to taki poczciwy holownik, który …zresztą chyba każdy oglądał tą kreskówkę.
W sumie tamten kamperek to też był taki poczciwy złomek. Bardzo wygodny i komfortowy w podróżowaniu. Nie za duży, czyli nie było problemu, żeby zaparkować nim na niemal każdym miejscu dla osobówki, ale i nie za mały, żeby wszystko w nim było. Zresztą projektowałem go ja, więc jest wszystko zaprojektowane tak, aby było komfortowo. Miał nawet kino domowe. No co? Przecież ma być jak w domu, a przecież nie biega się 365 dni w roku po jakiś plażach i górach.

tzw. living room albo salon 😀

w którym można się wygodnie rozłożyć z laptopem, stojąc nad brzegiem morza, lub w górach, albo to i to i oglądać zachód słońca

przyrządzić każde możliwe danie, bo jest kuchnia i piekarnik

pić winko 🙂

oglądać dowolny film na wielkim ekranie z nagłośnieniem 8 głośników + wzmacniacz i 2 subwoofery 🙂

I oczywiście bardzo ważna rzecz dla higieny – łazienka z kabiną prysznicową jak w domu. Dosłownie jak w domu, bo zamówiona była we włoskiej firmie i ma wymiary domowe. Do tego ciepła woda i można zapomnieć, że się stoi nad oceanem we Francji 🙂

 

Więcej…

Wkrótce zrobię aktualizację….

Translate »