Smoki, pasożyty i inne codzienne problemy w vanlife, czyli 150 lat podróży kamperem z elektrycznym rowerem. Toscaner 2.0 is back
Już prawie zapomniałem jak sie pisze posty na blogu hahaha. Ale nagrałem nowy film w trochę innej formie. Już wrzucony na YT więc linkuję i tutaj. A niebawem trochę zmian, więc do zobaczenia niedługo…
tekst
A wiecie co? A nagram sobie film na ten rok jak poprzednie postanowiłem niczego nie postanawiać, ale taka dziwna okazja się trafiła, bo to już 12 rok mojego podróżowania kamperem po świecie na pełny etat. Gotowi na update? Aha, na końcu będzie jeszcze mega bonus, także oglądajcie. [muzyka] Cześć, tuto skaner dla szybkiego przypomnienia, bo niektórzy z was pytają mnie, gdzie ty zniknąłeś, stary? Moja przygoda z kamperami zaczęła się 150 lat temu. [śmiech] No dobra, weże dinozaurów, czyli jakoś 2013 14. Zbudowałem pierwszego kampera i wyjechałem na pół roku. Tylko tak po prostu jeszcze nie wróciłem. Dziwnym trafem zrobił się 2026 rok, a ja aktualnie diluję w Grecji, zimując tu już od dwóch miesięcy. Plany: leżenie, opalanie, zwiedzanie, jedzenie, czyli standardowe moje zimowanie i tym razem około 7 miesięcy albo więcej, bo od wiosny we Włoszech, a majówka w Toskanii, bo wtedy Toscania wygląda jak pocztówki tylko, tylko na żywo. Co nowego od ostatnich dwóch lat? Kamper nadal wierny ten sam szósty rok na kółkach. Przed zimą dostał nowe AT buciki i sobie pomyka jak 4 na4. Takie piękne oponki. A kupiłem go w 2019 roku. Zbudowałem początkiem 2020 i miał być na row, ale okazał się tak zajebisty, że aż żal w ogóle dopuszczać myśl, że miałbym go kiedykolwiek zamienić na inny. Taka nowa miejscóweczka sobie nad rzeczką. Nie jest może super cicho, ale jest ładnie, także można sobie tu zostać do jutra. Jest dość ciepło, bo oczywiście w krótkim rękawku sobie chodzę i w klapeczkach wytrzymały jak skała. Czasem robi nawet za łódź podwodną albo amfibię. Poza jedną zero dramatów z awariami. Stary niemiecki panceragen. A nie, to Mercedes. [śmiech] Tak się umyło autko. Fajnie. [śmiech] Woda aż potąd. Zresztą po tej stronie też widać praktycznie górę i dół >> dotąd woda, ale się nie wlała, także spoczko. [śmiech] Może ja to utnę. >> Aha, za to zmiany w załodze. Po sześciu latach utrzymywania i włożenia pozbyłem się pasożyta w postaci dziewczyny. Później była kolejna jeszcze gorsza edycja. Ostatnie zimowanie, choć regiony piękne, Włochy, Sycylia, no towarzystwo do dupy. Niestety wywaliłem większość zdjęć i filmów, bo robiłem czyszczenie i cyfrowe i mentalne, ale coś zostało, to wrzucę jako migawki do widoczków. [śmiech] Latem zeszłego roku prowadziłem kilka prelekcji na festiwalach, warsztaty i szkolenia o podróżach, o życiu onef, podróżach po świecie i jeszcze coś, ale to inna bardziej odklejona tematyka. Szuru bururu cichoza. >> Więc te wszystkie rzeczy, które nam się przytrafiają ze zdrowiem, ja 20 lat nie byłem u lekarza. To nie chodzę, nie omijam w ogóle. Dla mnie to jest No dobra, raz byłem na szyciu, jak jest jakiś płot gdzieś wielki, przeskakiwałem i se rozharatałem i zbudowałem w pewnym stopniu taki świat na moich warunkach. No ale spędzając dużo, dużo czasu właśnie w takiej ciszy, takiej natury w jakimś stopniu >> fajna zabawa. W sumie poznałem masę ludzi od nowicjuszy po weteranów. Taka odmiana od mojego zdziczenia, kiedy spędzam za dużo czasu w naturze i zapominam jaki mamy rok, jak ludzie wyglądają, czy to, że nie zapłaciłem za internet. Wracam do cywilizacji i czuję się naprawdę dosłownie jak jaskiniowiec na wybiegu, także chyba będę teraz wracał częściej. Taka błoga cisza, delikatny szumfal, ptaszki, cykady i opalanko. [śmiech] Czy koniec listopada to dobry czas na opalanie? Powiem tak. Bardzo dobry czas. Ktoś ma ochotę na kawę na plaży, to zapraszam. Przed ostatnim wyjazdem na zimę zrobiłem casting dla nowych nawigatorek, ale nie jestem desperatem. Nie chciałem powtórki z rodeo i brać byle kogo na wielomiesięczny trik. I bum, pierwszy raz od kilkunastu lat jestem na zimowaniu całkiem sam. Wiecie co? Święty spokój. Dla mężczyzny, który latami praktykował ciszę w dziczy, to jest złoto. Nie ma marudzenia po trzech dniach. Nudzę się. A może gdzieś pojedziemy? Jestem głodna, za zimno, za gorąco. Zjadłabym to, a jednak tego nie chcę. To może jedźmy tam albo nie jedźmy. a może są w lesie? Spokój to najlepszy lek na wszystko. Stres, decyzje, życie i nie ma nudy. Robię codziennie co chcę. Jadę gdzie chcę albo nigdzie. Zejmuję decyzję i zmieniam ją na pstryk jak Thanos w Avengersach. Nikt nie pierdoli. Ale mieliśmy jechać tam. Aha. I najlepsze, kasa się zgadza, [śmiech] bo utrzymując pasożyta koszty nie były razy dwa. One cholera były jakoś magicznie razy 5. Nie wiem jak to kuźwa działa. Paliwo żarcie, ekstrasy, ale chyba najgorszy to tam podatek dramax. A ja od lat zarabiam już głównie online, taki full freedom, choć wyzwania zawsze wciągają mnie jak mój silnik paliwo i sporadycznie biorę niektóre projekty na warsztat i zdarzy się też czasem jakaś pomoc kumplom przy budowie kampera czy modach, ale przez cały rok jak to w piosence Liroya, wstaję kiedy chcę i robię to co chcę. Jak jakoś tak było. Jakie plany? Jak wspominałem do kwietnia Grecja, potem Włochy i zimowanie zamienią na wiosnowanie, a lato harmonogram aktualnie zaczyna być napięty. Projekty, festiwale, prelekcje, warsztaty, ale przyznam, że mi się to przestaje podobać i może zaszyję się na przykład w Alpach gdzieś na 2000 m nad poziomem morza przy chłodnym strumyku z pizzą w dłoni. Chłodek, cisza, vibe, ptaszki śpiewają, bo lato w Polsce no trochę demotywujące, a przynajmniej zeszły rok. Prelekcje pod namiotami robiłem, a miały być robione w plenerze, bo lało non stop. Dopiero sierpień dał odżyć, ale cholera, nie po to mam kampera, żeby siedzieć w kraju, gdzie pół wakacji leje, a reszta roku to śnieg lub leje. [śmiech] A może do lata mi odbije. Sprzedam kampera, zbuduję rakietę i polecę w kosmos. I będę teraz pionierem w Rocket Life, bo mózg się trochę opierdala. Tak więc to skaner 2.0 wrócił. Dużo się zmieniło. Jeszcze więcej się zmieni. W kolejnych filmach podzielę się masą nowości, ulepszenia, pomysły, bo mam do tego dużo materiałów. Tony tego mam na dyskach, no i bieżące akcje. Po przerwie i jakiś tam zawirowaniach w czasoprzestrzeniach i światach równoległych czas na pełen comeback. Aha, jak ktoś chce być na bieżąco, to na tiku wrzucam codziennie krótkie migawki. Codziennie. Słyszałem, że macie mróz. I wasze samochody wyglądają jak pierogi wyciągnięte z zamrażalnika. Nie, jakieś tam filmiki, smaczki łatwo znaleźć. Nie chce mi się kombinować z linkami, chyba że następnym razem. A no i żeby nie było, że zanudzam jakimiś sucharami. Na koniec opowiem wam obiecaną bajkę. bajkę o Vanlife. Tak więc bajka o Vanlife dawno, dawno temu, bo w 2014 roku, zwykły facet zbudował pudełko na kółkach i powiedział: "To będzie wolność". Wyjechał na pół roku. Pół roku minęło i dalej jeździł, bo Vanlife to bajka. [śmiech] Bohater budził się w raju. Plaże Grecji, góry Sycylii, cisza Alp, ale potem wchodzi smok. Wilgoć zimą na ścianach, rury zamarznięte jak zombie apokalipsa, bo nasz bohater zapomniał zamknąć drzwiczki serwisowe. Izolacja najważniejsza krzyczy bohater. I paneli ile zmieścisz, ratując tysiącom ich vanlifowy dzień. A księżniczki w tej bajce jak testerki z Rossmana. Jedna marudziła, gdzie wifi, druga? Gdzie sushi? A jeszcze inna chciała górę złota. Spokój! Krzyknął. Chcę spokoju. I stało się. Problemy i dramy rozpłynęły się jak mgła w kwietniu o poranku. Został sam ze swoim wiernym kamperem i świętym spokojem i już nikt mu nie zjadał pizzy. Mógł spać, do której chciał i jeździł swoim kamperem, gdzie tylko koła poniosą. Koniec. Nie, bo Van life to nie happy end, to codzienne wybory. Rano wstać już czy za dwie godziny? W dzień najpierw zjeść czy najpierw się opalać? A wieczorem? A może by tak gdzieś jutro pojechać? [śmiech] I może będzie kontynuacja bajki, a może nie. Dawaj sub i komentarz. Wolność czy rakieta i wpadajcie na tika po codzienny chapter. Do zobaczenia wkrótce.


