-
w górach czy nad morzem, czyli włócząc się po Uist’ach
Trochę mi się dziś przeciągnęło poranne wstawanie. Wstałem chyba koło południa. Wstałem, a nie obudziłem się. A i to chyba nawet bardziej z tego powodu, że jakoś dziwnie ciepło i słonecznie, bo pewnie jeszcze bym leżał. Nie chciało mi się, pogoda ostatnio była taka średnia, aha net zaczął też krztusząc się coś otwierać, więc zobaczyłem coś więcej niż obrazek google. Nawet udało mi się wysłać ze 3 pomniejszone do znajomych. W sumie wczoraj też ze 2 jakoś w końcu poszły. Coś tam kręciło i kręciło ale poszło. W Polsce w takiej sieci nikt by chyba już kolejnego miesiąca nie zapłacił faktury. A tu? Na co komu zasięg.
Ale chyba czas wywlec się z kampera i zobaczyć co i jak. Może tu zostanę, a może pojadę w inne miejsce. Tak to już jest. Wolność kamperowa 🙂
Nic nie robić, nie mieć zmartwień, świeże mleko z rana pić. Bleee, wolę kawę 🙂
Na piwo za wcześnie, chociaż… już po 12-ej.No dobra czas zdjąć


