-
koniec sezonu czy początek sezonu? a może sezon bez końca?
Początek sezonu tuż tuż i większość ludzi już żyje zbliżającymi się wakacjami i całorocznymi marzeniami o wylegiwaniu się przez dwa tygodnie na słonecznych plażach, czy odpoczynku w letnich kurortach, albo zwiedzaniu dosłownie ekspresowym żeby tylko zdążyć wrzucić fotki na fejsa czy insta, coby rodzina i znajomi widzieli jak wam dobrze. I teraz mógłbym zapewne polecić tysiące miejsc wartych odwiedzenia, ale uważam, że nie ma potrzeby, bo w internecie dziesiątki tysięcy ludzi już coś poleca. A ja standardowo znów zamieszam trochę kijkiem, hehe.
Logiczne, że jeszcze jakieś 15-16 lat temu żyjąc całkowicie systemowo i ja, czyli tak zwanym „normalnym” życiem, żyłem i robiłem podobnie. Cały rok firma, firma i jeszcze dom żeby się przespać, kościół już na szczęście nie, ale czasem i w weekendy
-
zimowanie w Grecji, ale przedtem imprezowanie w Polsce
Trochę zdechła mi systematyczność w postach i filmach na YT ale znów nabrałem weny żeby to nadrobić. Bo ile można się opalać na plaży na Lefkadzie, czy Peloponez?
Zresztą to tylko dowód i potwierdzenie tego co zawsze mówię, że nic nie muszę. Ale mogę jeśli chcę. Bo tak powinno wyglądać życie na prawdę wolnego człowieka. Jeśli ma ochotę na coś, to to robi, a jak nie ma to robi coś innego. A nie bo trzeba np. na niedzielę nagrać nowy film, w którym będzie się udawać, że się człowiek fajnie bawi…. tyle, że przed ekranem. 😀
A ja mogę, ale nie muszę. A teraz chcę i mogę.standardowy widok z mojego okna

a tutaj widoczek na jedną z „moich” dzikich plaż…


