-
Dolomity i Alpy
Te upały nas prawie wykończyły. Niby większość czasu spędzaliśmy możliwie wysoko w górach, ale co jakiś czas zjeżdżaliśmy w niższe tereny. Teraz przez przypadek trafiliśmy na fajną miejscówkę, prawie 1800 m.n.p.m. i temperatura +25C. W nocy było +11C. Rewelacja. Odżyliśmy. Wczoraj jadąc spod Wenecji (w Wenecji byliśmy kilka dni temu) zatrzymaliśmy się na trochę (zakup nowych opon, wymiana), jakieś zakupy. Po drodze miejscami powietrze można było kroić. Stałe, gorące, gęste. Termometry pokazywały i +42 a czasem i +44C. Nawet w czasie jazdy czuło się żar, jakby się otworzyło piekarnik.
Opcja była tylko jedna – góry, im wyżej tym lepiej i chłodniej.
Teraz w chłodzie laptop nie parzy i mogę nadrobić zaległości, obrobić zdjęcia itd.
Dodam, że miało nas już nie być we Włoszech, bo -
nadal gorąco…
No i miało być załamanie pogody, nawet poczyniliśmy plany na dłuższą objazdówkę po „dolnych” partiach północnych Włoch, ale widać dla makaronów załamanie pogody, to 1-2 dni temperatur poniżej +30C. Ufff. Przyśpieszyliśmy, tu chłodniej (niebawem zdradzę gdzie) i myślę, skrobnę coś, fotki obrobię, otwieram foldery… 🙁 przez ostatnie 1,5 mies na trzaskałem ponad 6 tys. zdjęć!!!
Standard. Ehhh. Chciało się relacji i blogów pisać to teraz mam…W każdym razie widzę, że skończyłem na Vagli Sotto. Ciekawa sprawa, bo ostatnio poleciłem tą miejscówkę jednej z załóg z Polski (pozdrowienia dla Konrada z żoną) i pojechali, okazało się, że belka wisi i nie da się wjechać. Widać makarony kombinują podobnie. Skoro kemping z boku, to trzeba posmarować, żeby „władza” belki powiesiła i takie kamperki więcej nie wjadą. No zaskoczyło mnie to. Miejscowi nam wtedy mówili, że co roku latem dużo ludzi kamperuje tam.
Czyli miejscówka wylatuje 🙁





