gdzie będziemy 30-go, czyli życie vanlife bez planu

Jak wyrwać się z sytemu?

Niemal każdy stara się mieć ułożone życie, wszystko zaplanowane, co będzie jadł, co będzie wieczorem robił, co w weekend (np. gdzie będzie chlał), gdzie pojedzie na dwa, trzy tygodnie wakacji za …pół roku. Wszystko musi być wg planu. Wstawanie wg zegarka, jedzenie wg zegarka, życie wg zegarka. Bo tak już przecież jest.

fot: Toscaner

Większość ludzi dała się wkręcić w tryby gigantycznej planetarnej maszyny do robienia kasy dla korporacji.
Wmówili nam ludziom (te stwory), że ważne są: stabilna praca, stabilne życie, dzieci, rodzina, stabilizacja, wszystko wg planu, życie wg zegarka i kalendarza. Kiedyś ludzie zapisywali wszystko w terminarzach, teraz w aplikacjach.
W reklamach, serialach promują jak się ubierać, jak żyć, co jeść, jak ze sobą rozmawiać. Większość ludzi stała się robotami żyjącymi wg planu i robiącymi przez dekady to samo w kółko aż się zużyją.
…Bo tak już jest. Tak musi być.

Wiecie co? Gówno, a nie tak jest. Można żyć inaczej. Można robić co się chce, wstawać kiedy chce, spotykać się z kim się chce. To jeszcze nie wszystko. Można nawet jeść co się chce i do tego… uwaga, o której się chce. 🙂
Uwierzycie? 🙂
A jeszcze większym sekretem jest to, że może tak robić każdy, kto chce.
Puzle swojego życia można sobie ułożyć wg własnego uznania.

Od czego zacząć? Od nastu lat powtarzam, od wywalenia ogłupiacza, czyli TV. Myślisz, że reklamy na Ciebie nie działają? Żart. 😀
Nie tylko reklamy programują Twoje życie. Myślisz, żę jak nie masz TV, ale ciągle coś oglądasz na ekranie komputera, to już ok? Oglądane seriale pokazują jak masz się ubierać, co jeść, jak żyć, a nawet jak ze sobą rozmawiać. Kiedy jechać na wakacje, a nawet gdzie.
No dobra, ale czy da się to jakoś zmienić? I tak i nie. Najpierw trzeba zrozumieć, że nasze życie należy do nas. Wolność jest też równoznaczna z odpowiedzialnością. Już nie będzie winnych. Trzeba zrozumieć, że błędy, to nasze wybory. Dopiero to pozwala zmienić nastawienie do życia. Ale to nie wszystko. Aby wyrwać się z trybów kilkudekadowego odzierania nas z sił i energii trzeba mieć jakiś plan. Musimy mieć mapę, jak uciec z tego więzienia, żeby nie było, że zaczniemy od dupy strony, a finalnie skończymy gorzej niż zaczęliśmy. Świadomi zrozumieją, że to był ich wybór. Ci nie nadający się do uwolnienia będą obwiniać innych, że „a bo posłuchałem”.
Jakby co, to mam jeszcze kilka kopii tej mapy 😉
Czyli trzeba mieć plan jak się wyrwać z tego błędnego koła. A każdy może. No dobra, nie każdy. Ograniczenia mamy tylko w umyśle. To on, zaprogramowany umysł podrzuci nam listę problemów, które „a ja tak nie mogę, bo…”
Masz rację. Nie możesz. Pamiętaj o nastawieniu budzika. 😉
Znam też wiele „oświeconych” osób, które myślą, że są oświecone, a faktycznie boją się niemal wszystkiego. A najczęściej tego co ludzie powiedzą. Haahaahaa. No serio. Co powie rodzina. Uuuu, Nie wyszłaś za mąż jeszcze? Nie ożeniłeś się jeszcze? Nie masz stałej pracy? Nie kupiłeś jeszcze mieszkania na hipotekę? Jak to chcesz tak jak cygan żyć? Ale z czego będziesz żył/a?
To są te pierwsze pytania. A jest ich setki. Setki pytań od ludzi, którzy często nadużywają słów, w ogóle ich nie rozumiejąc: „przecież my cię kochamy, a ty nam to robisz”. Hahaha. Wam robię? Niestety oni też nadal żyją w trybach systemu i nie mają pojęcia, że jest jeszcze setki innych sposobów na życie.

fot: źródło Demotywatory

Oni są zaprogramowani, żeby pod płaszczykiem określonej kombinacji słów nie pozwolić nam się wyrwać.
Od czego zaczynamy? Jak wspomniałem od wywalenia TV, przestajemy słuchać radia (muzyka może być ok, chociaż też programuje), oglądać reklamy (myślicie, że w tle jak lecą to nie oglądacie 😉 ), seriale i inne gówno. Polecam coś poczytać dla odmiany, bo czasu będzie więcej. Tak na początek.
Następnym krokiem, jest mieć wyjebane. Tak, tak, to słynne „miej wyjebane a będzie ci dane”. Fakt, gówno, a nie dane. Wielu traktuje ten slogan jako motto życiowe, albo cel. Nic bardziej błędnego. To dopiero pierwszy krok. Ten pierwszy. Ale nic nie będzie dane. Wyjebanie wprowadza nasz umysł w formę neutralności. Pozwala na początku właśnie nie przejmować się tym, o czym nam ględzą bliscy. Bliscy od zawsze mają cele dla nas. Oni tak są zaprogramowani, żeby trzymać nas „na poziomie”, ale nikt nie wspomina, że na ich poziomie.
Mając wyjebane (coraz więcej ludzi ma), możemy się oderwać od części programów. No ale po oderwaniu się jest pustka. Za dużo czasu, albo brak planów, albo perspektyw. Odrywamy się od szablonu, nie przejmujemy się tym co gadają inni. Ale co dalej? Dalej to już nasze życie. Problem jest w tym, że na takich „uwalniających” się jest już przygotowane dziesiątki kolejnych gotowych szablonów, w które się ich łapie.
Dobrym przykładem jest np. kościół. Uwalniasz się z pod tej ciemnej masy i co? Wolność? A skąd. Wpadasz w kolejną religię. Już dekady temu był przygotowany właśnie w tym celu „New Age”. Myślicie, że coś zmieniliście? Bo medytujecie? Albo słuchacie „jestem oazą spokoju, ommm, ommmm, blablabla”.
Co się zmieniło? Nic. Absolutnie nic. Wcześniej słuchaliście psalmów, a teraz ommm, ommm. Wcześniej jak coś w życiu nie poszło zgodnie z planem to gadali „bóg tak chciał”, teraz mamy „wszechświat tak chciał”, „Twoje wyższe JA tak chciało”. Było „bóg ma plan dla Ciebie”, teraz „wszechświat ma plan”, „anioły mają plan”. Znów tak musi być. Kuźwa każdy ma wobec nas plan, ale my jakoś nie możemy swojego mieć? Halo! Pobudka!
Różnica taka, że nie dajesz na tacę, ale płacisz różnej maści naciągaczom za kursy. Energia i kasa musi być ssana.
Ja jestem wielkim mistrzem Reiki, a ja mam skarpetę mojego mistrza. A ja dotknąłem szaty (tu wstawcie sobie imię tego kto jest dla Was święty). A ja to jestem już na 17 poziomie już. Hahaha. Serio kurwa? 🙂
Chyba 17 poziomie głupoty. 😀

To tylko przykład, ale tak wygląda niestety wyrywanie się z systemu w dowolnym aspekcie życia. Prawdziwa wolność, to żadnych przywiązań do powyższych. To my kierujemy naszym życiem, ale na etapie odrywania się od systemu nie działa to na zasadzie przełącznika. Pstryk i już. Było 0% kontroli, no może 3-5%, bo reszta (95%) to wypadki losowe (bóg ma plan), a po pstryknięciu mamy żeby nie było 100% np. powiedzmy 97% i wszystko idzie zgodnie z planem. Tak nie jest. Może tak być, ale z reguły nawet po uwolnieniu, nasze umysły kreują nam stare niespodzianki.

obraz: ArtVanella

To one blokują wyskok ku prawdziwej wolności. Im dalej jesteśmy od systemu, może to być wedle uznania natura, cisza, tworzenie, robienie tego co się lubi, tym coraz częściej spotyka nas to, co sobie wymyślimy, lub potrzebujemy aby pomogło nam w zdobyciu określonych doświadczeń. Ktoś chce podróżować i smakować, to niech to robi. Ktoś inny tworzyć? Malować, pisać wiersze? To niech to robi. Albo coś projektować? Robić i to już! Jebać to co mówią inni. Oni też niech zaczną. Albo zestarzeją się nieszczęśliwi, bo na 99% pewnie nie zaczną. Wyjebane 😉

Aha, co mnie natchnęło do napisania powyższego?
A no tak, zastanawiałem się gdzie będziemy 30-go stycznia, bo chciałem coś kupić na eBay i widzę, że wysyłka dotrze na 30-go. Muszę wpisać jakiś punkt odbioru. Hmmm. Zakupy online są czasem przesrane, bo skąd ja mam wiedzieć gdzie będę za tydzień. 😀

20 odpowiedzi do “gdzie będziemy 30-go, czyli życie vanlife bez planu”

    1. Tak jest, Pomimo, że najczęściej na pierwszy rzut oka wydaje się inaczej i często szuka się winnych wśród innych.

    1. Niestety. Chociaż czas nie jest liniowy. 30 minut na plaży to inne 30 minut niż czekanie z bolącym zębem u dentysty.
      To samo rok w pracy od rana do nocy, a rok na wakacjach. Kompletnie inaczej wtedy czas biegnie.
      W pracy minie i 10 lat jakoś nagle, jakby to był rok, a w podróży przez rok wydaje się czasem, że przeżyliśmy z 10. 🙂

  1. Śledzę Twoje poczynania od dłuższego czasu i Ci kibicuje bardzo i jednocześnie trochę zazdraszczam (w pozytywnym sensie tego słowa).

    Tak sobie myślę … że żeby wyjść ze „strefy komfortu” to trzeba się zderzyć z rzeczywistością tak żeby łeb zabolał i żeby „komfort” w którym jesteśmy zaczął dokuczać tak, że strach przed zmianą będzie mniejszy niż ta boląca głowa 🙂
    Strach przed zmianą jest chyba kluczem.

    Podpowiedz mi co trzeba zrobić aby dostawać powiadomienia o nowych wpisach, szukałem czegoś w rodzaju newslettera ale nie znalazłem.
    Pozdro. W

    1. Strach przed nowym ale i strach przed tym co powiedzą bliscy, jak rodzina, to największe blokady w dzisiejszym świecie. No bo jak tu nie myśleć o innych? Taka pułapka. Niby jest wolna wola, ale zostaliśmy zaprogramowani, żeby się poświęcać. Zwłaszcza Polacy. Tzw. matki Polki. Płeć bez znaczenia. Chodzi o to, że trzeba pomagać nawet wbrew swojej woli, bo co powie reszta rodziny. No i ludzie przekładają swoje marzenia i plany na tzw „kiedyś”. A kiedyś najczęściej nigdy nie nadchodzi i większość umiera w nienawiści do świata i otoczenia.
      Do powiadomień jest newsletter, trzeba wpisać swój adres email i gotowe. Ale widzę, że po aktualizacjach jakoś zniknął.
      Czyli muszę się tym zająć. Niebawem wróci. 😉

  2. Jestem pod OGROMNYM wrażeniem twojej wiedzy i przekazu. BEZCENNE 🙂
    Nie będę nawiązywał do uwalniania się od SYSTEMU ponieważ ludzie sami go stworzyli i do dziś w XXI wieku jakiś ich promil próbuje się z niego wyrwać. Oczywiście, jest to prawie możliwe gdyż System nas totalnie od siebie uzależnił i żeby normalnie funkcjonować, musimy z niego korzystać co nie oznacza, że musimy w nim tkwić non-stop. Van Live m.in. daje nam taką możliwość.
    Mam do Ciebie pytanie i będą bardzo wdzięczny za odpowiedzi, podpowiedzi gdyż też przymierzam sie do mieszkania na pełny etat w Vanie, czyli jak radzisz sobie z kolejnymi problemami:
    1. Adres do korespondencji np. z Banku, innych instytucji, internetowe przesyłki zakupowe- jaki adres podajesz (nie chodzi mi o konkretny)? gdyż VAN nie posiada sam w sobie adresu a mieszkając w różnych krajach w danym roku potrzebne jest konkretne rozwiązanie aby te korespondencje czy przesyłki otrzymywać.
    2. Gdy zbliży się termin badania technicznego samochodu podczas podróży, czy jedziesz do kraju w którym samochód jest zarejestrowany?
    3. Ubezpieczenie zdrowotne, czyli nie takie typowe turystyczne lecz polski NFZ oraz ewentualnej państwowej emerytury z ZUS. Ewentualnie z jakiego ubezpieczenia turystycznego korzystasz?

    1. No właśnie, żeby się wyrwać na 100%, to pewnie musimy zmienić kontynent i zamieszkać w jakiejś prawdziwej dziczy, polować itp. No albo inedia i dom z gałęzi, itd.
      To też wymagałoby cieplejszego klimatu.

      Albo bezdomność. Kiedyś rozmawiałem z takim jednym bezdomnym we Włoszech, a okazało się, że był to Niemiec, który mówił, że jest bezdomnym od 40 lat bo nie będzie robił na Żydów. Podjął tą decyzję 40 lat temu! Szok. Jest to jakaś opcja. We Włoszech jest w miarę ciepło i raczej na nikogo nie robi od tego czasu. 🙂

      Jednak, ja wybrałem inaczej i aby mieć chałupkę w postaci Vana, to jak piszesz, musimy mieć go legalnie zarejestrowanego.
      1. Adres musisz sobie załatwić jakoś, albo coś wynająć i podnająć, albo u przyjaciół, rodziny itd. Na plus można to zrobić w kraju, jaki sobie wybierzesz i jaki chcesz. W jednych łatwiej np. UK, innych trudniej np. IT. Bez tego no raczej tylko bezdomność i lipa z vana.
      2. Jeśli chcesz mieć ciągłość, to niestety raz na rok powrót do kraju rejestracji, choćby na jeden dzień. No albo pier…ć i jeździsz bez. Ja do obecnej chwili zachowuję ciągłość. Bo później są problemy. Zwłaszcza w UK. Bez tylko powrót (wjazd) na lawecie. Automatycznie nie da się płacić podatku drogowego bez badań, a bez podatku nie możesz wjechać na drogę w GB. Pierwsza kamera odczyta tablice i brak podatku i koniec jazdy. W Polsce byłoby łatwiej, bo wystarczy dosłownie przez granicę przejechać i do pierwszego warsztatu. 🙂
      3. Od jakiś 20 lat sam się leczę – psychosomatyka 🙂
      A tak na serio, to jestem ubezpieczony w UK. W razie czego jakoś to działa, no albo w ostateczności prywatnie.

      1. ok. wielkie dzięki za odpowiedź.
        Czy testowałeś grzejniki i folie na podczerwień do ogrzewania Vana?

        1. Zasada działania grzejników na podczerwień jest podobna trochę do słońca zimą. One nie ogrzewają powietrza, a jedynie powierzchnię na wprost i to do kreślonej odległości. Czyli stojąc stroną do grzejnika (jak do słońca zimą) czujemy ciepło, a z tyłu nam marznie tyłek i plecy. Można dać kolejne, z tyłu, z boku. Ale to wszytko działa na prąd, a prądu zimą, czyli wtedy gdy trzeba grzać, nigdy za dużo.
          Wg mnie to nie ma sensu do kampera. No chyba, że wrzucimy z 400-600Ah LiFePo4 i i tak będziemy to czymś cyklicznie doładowywać. Alternatorem albo agregatem. Z paneli na grzanie zimą lipa. Z akumulatorów ołowiowych też lipa, bo trzeba by ich jeszcze więcej.

          Co innego w drugą stronę, czyli latem zasilać klimę na prąd, gdy ta potrzebna, to słońca i prądu mamy pod dostatkiem. 🙂
          Wystarczy tylko dobrać ilość paneli, aby prądu starczyło i do doładowania aku i dla klimy. Coś jak w moim Z3. Będę teraz testował to rozwiązanie od lata 2020 🙂

          1. Serdeczne dzięki za wyczerpującą odpowiedź.
            A co zrobisz z Z2? kiedy idzie pod młotek i za ile?

          2. Z2 aktualnie to nasz domek. Szacuję że kolejny będzie gotowy do zamieszkania w okolicach kwiecień-maj. Planuję wystawić od kwietnia na sprzedaż Z2 czyli freedom van. Raczej na rynek UK lub dla kogoś z UK, bo ma kierownicę z prawej.

          3. Hmm, a jaką cene przewidujesz do sprzedaży? Odpisz na priv jeśli nie chcesz upubliczniać.
            Apropos w Polsce można jeździć z kierownica po prawej stronie ale ostrzegają o ewentualnych zagrożeniach „starych przyzwyczajeń”.

          4. a jaką cene przewidujesz do sprzedaży? Odpisz na priv jeśli nie chcesz upubliczniać.
            Apropos w Polsce można jeździć z kierownica po prawej stronie ale ostrzegają o ewentualnych zagrożeniach „starych przyzwyczajeń”.

  3. Już jestem zapisany … dziękuję 🙂
    Bardzo lubię czytać Twojego bloga, jest inspirujący.
    Kiedyś śledziłem CT, teraz już nie mam czasu, może kiedyś wrócę.
    Tak trzymaj 🙂

    1. Haha, też kiedyś nie wyłączałem CT. 🙂
      Ale to za dużo czasu schodziło, wolę się skupić na blogu i moich grupach na FB 🙂
      Np.
      Toscavan – jak zbudować kampera
      czy
      Podróżnicy na pełny etat

  4. No w tym poscie to sie zgadzam z Toba w 100%.
    My tez mamy wyjebane a „systemowcy” niech zyja swoim trybem 🙂

    Pozdrawiam z camperteam

    1. Witam serdecznie,
      Chciałem cię zapytać o panele solarne. Masz monokrystaliczne szklane i elastyczne panele. Wiem że są plusy i minusy (pisałeś o tym i sam też czytałem szczególnie o wadzie elastycznych- Matowienia i braku odporności na zarysowania) ale chciał bym pójść w stronę elastycznych. Kłopot polega na jakości adekwatnej do ceny oraz gwarancji i długości ich sprawności i wydajności. Są różne firmy m.in. z Polski i Niemiec sprzedające Chińskie pod nazwą europejską (jest tego zatrzęsienie) ale są również Markowe jak Kingsolar, HQST czy SunPower strasznie drogie. Rynek dość prężnie sie rozwija i nie łatwo znaleźć solidne alternatywne do markowych firmy.
      Moje pytanie brzmi- Mając dobrze rozeznany już rynek: co będziesz montował u siebie i co byś polecał, zasugerował? Mam powierzchnie Busa L4H2 i przewiduję 400-600Watt.
      Oczywiście każdy ma swój rozum i decyzje podejmuje samodzielnie ale dobrze jest poradzić się kogoś kto ma już tak długie doświadczenia.
      Serdecznie pozdrawiam

  5. Trochę racji w tym jest, jak zresztą w wszystkim… Chciałem uwolnić się od systemu dwanaście lat temu ale…rodzina,praca,obowiązki … i nagle dziewięć lat temu system pozbył się mnie sam , EMERYTURA… To coś jak sen kamperowicza…wolność czasu,miejsca i działania… Jem, śpię, podróżuję …piorę, czytam, spotykam się ze znajomymi…kiedy chcę i ile chcę…Wolność (z małymi wyjątkami nie do przeskoczenia np.pzu)… Naprawdę polecam każdemu, warto spróbować… Wydaje mi się nawet że zrozumiałem Toskanera (tylko wydaje mi się)… Pozdrowienia dla Wszystkich którzy chcą być wolni, i Tych którzy już są…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.