Hulajnoga czy rower e-Bike w kamperze – co naprawdę ma sens w Vanlife?
Hulajnoga elektryczna czy rower elektryczny do kampera i vanlife? Miałem przez lata i jedno i drugie. A także rowery nieelektryczne. W tym odcinku opowiadam o praktycznych różnicach po kilkunastu latach testów, używania tych sprzętów podczas życia w kamperze. Jak jest z wagą, miejscem w zabudowie, ładowaniem z instalacji, zasięgiem i wygodą jazdy w realnych podróżach. Opowiadam, kiedy e‑rower e-bike wygrywa jako „drugie auto” do miasta i w góry, a kiedy hulajnoga elektryczna jest lepsza, bo jest lekka, składa się do garażu i szybciej ją można naładować z paneli słonecznych. Jeśli budujesz kampera całorocznego albo planujesz dłuższy vanlife i zastanawiasz się co spakować na hak lub do środka – ten film oszczędzi Ci pieniędzy, miejsca i nerwów.
#vanlife #budowakampera #kamper #rowerelektryczny #hulajnogaelektryczna #campervan #vanlifepolska #kamperoffgrid #akcesoriadokampera #rowerdoKampera
transkrypcja z filmu (teks automatyczny)
Hulajnoga czy elektryczny rower do kampera? Wbrew pozorom to wcale nie jest taki oczywisty wybór. Przy kamperze nie liczy się tylko frajda z jazdy, ale też waga, miejsce w środku, ładowanie z instalacji i to, na jakie trasy realnie planujesz jeździć na wakacjach. Cześć, tu Toscaner. Dziś temat mobilności wokół naszego kampera. Przez lata używałem i zwykłego roweru, i hulajnóg, i roweru elektrycznego. Które z rozwiązań jest najlepsze? Albo inaczej, które będzie najlepsze dla Ciebie? Usiądź wygodnie i za chwilę będziesz miał wszystko podane na tacy, a właściwie bardziej na ekranie. A w bonusie rada, jak nie sprzedawać hulajnogi. Aby podjąć właściwą decyzję, musisz zadać sobie kilka pytań. Jak naprawdę chcesz korzystać z drugiego środka transportu? W teorii i e-rower i hulajnoga elektryczna robią jedno. Mają cię wyrwać spod kampera i dowieźć do cywilizacji albo do sklepu. Może na plażę, albo w inne fajne miejsce widokowe. W praktyce scenariusz może wyglądać bardzo podobnie. Rano podjazd po świeże pieczywo. Jeśli stoisz w mieście, to taki środek transportu ułatwi wypad na plażę odległą od miejscówki Czasem zwiedzanie, czyli większa pętla piętnaście, trzydzieści kilometrów po okolicy, żeby zobaczyć coś więcej bez przestawiania całego mobilnego domu. I tu od razu wychodzi pierwsza różnica. Czy traktujesz taki środek lokomocji jako prawdziwy drugi pojazd, czy raczej jako wygodny pojazd wokół kampera? E-rower przy kamperze, e-rowerowi jest bliżej do normalnego roweru niż gadżetu. Z punktu widzenia życia w kamperze to często po prostu drugie takie mini nie autko, jakiś taki skuterek na wyjazd. Po pierwsze zasięg i teren. Dobra bateria w e-rowerze pozwala zrobić dzień rzędu trzydzieści, pięćdziesiąt kilometrów, a w wielu przypadkach nawet więcej, jeśli pomagasz trochę nogami Co to oznacza? To oznacza, że możesz wyskoczyć bez problemu około piętnaście, dwadzieścia kilometrów od kampera, objechać okolicę, wrócić inną drogą i nadal mieć jakiś zapas energii, a w ostateczności pokręcisz nogami i dojedziesz do domu. Dla wielu osób van life to jest klucz. Chcą zostać w miejscu, nie ruszać kampera z każdej dosłownie miejscówki tylko po to, żeby kupić na przykład, nie wiem, chleb czy masło, albo bułki i zobaczyć latarnię morską pięć kilometrów dalej, albo podjechać na punkt jakiś widokowy Po drugie komfort i ładunek. Na rowerze siedzisz jak na normalnym rowerze, takim elektrycznym też, masz siodełko, standardowo, kierownicę, przełożenia, często amortyzatory. Dwadzieścia kilometrów w jedną stronę po nawet pagórkach, no, to nie jest żaden hardcore, tylko w zależności od roweru normalny wypad. Do tego dochodzi praktyka. Można zamontować na takim rowerze bagażnik z sakwami, jakiś kosz z przodu, no i wiadomo zabrać ze sobą plecak. Użytkownicy kamperów lubią taką możliwość, bez ruszania całego kampera, a na rowerze da się osiągnąć normalne zakupy i zwiedzić okolicę No i po trzecie uniwersalność. E-rower daje radę i w mieście, i na ścieżkach asfaltowych, rowerowych, na wiejskich drogach, na szutrze, leśnych drogach. Praktycznie wszędzie. To ważne, jeśli często stajesz trochę dalej od wszystkiego, bo miejscówka jest piękna, ale droga do sklepu już nie jest idealna. Dla wielu osób bilans jest prosty: e-rower przy kamperze to swoboda wyskoczenia po okolicy bez przestawiania całego domu na kołach Ciemna strona e-roweru czyli elektrycznego roweru. Jest to między innymi waga, miejsce potrzebne na rowerze i prąd. E-rower nie jest bezkarną zabawką. W kamperze z rowerem jest kilka problemów. Między innymi problem, gdzie go upchnąć. Jeśli projektując kampera nie przewidziałeś miejsca na niego i skąd wziąć energię? Waga. Typowy e-rower waży około dwadzieścia pięć, trzydzieści kilogramów, ale potrafią też dociągnąć i do trzydzieści, trzydzieści pięć kilogramów z pełnym osprzętem. Przy dwóch rowerach to już zaczyna być sporo kilogramów. To też oznacza, że potrzebujesz solidny bagażnik na tylną ścianę lub na hak. Dokładanie kolejnych kilogramów, a DMC jeśli to jest trzy i pół tony no to może być coraz bliżej albo już będzie dawno przekroczone. Większe obciążenie jeszcze tyłu, tyłu, tyłu auta dochodzi. Zwłaszcza gdy mamy z tyłu już całą graciarnię, na przykład zbiorniki z wodą, elektrownię i jeszcze postawimy takie rowery na hak. Także to będzie już spore dociążenie, a wiele pojazdów ma napęd na przód. To w przypadku dwóch rowerów z takim obciążeniem i bagażnika z hakiem spokojnie może oznaczać ekstra nawet sto kilogramów Ale to nie wszystko, bo dochodzi jeszcze przechowywanie i bezpieczeństwo. Jeśli trzymasz rowery na zewnątrz, są one cały czas na widoku. W wielu krajach to właśnie e-rowery są najczęstszym celem złodziei na parkingach i kempingach. Schowanie takiego elektrycznego rowera do środka rozwiązuje część problemów, ale o ile roweru nie okradnie złodziej, o tyle rower ukradnie Ci kawał miejsca wewnętrznego domu. W małym vanie zajmie pół przejścia albo praktycznie całą przestrzeń pod łóżkiem. Przy dwóch rowerach robi się to prawdziwy tetris i to taki 3D. Także tutaj trzeba wziąć pod uwagę takie aspekty, czy będziemy mieli miejsce na taki rower wewnątrz, a zewnętrzne przechowywanie to ryzykoAle to jeszcze nie wszystko. Dochodzi ładowanie z instalacji kampera. Rowerowy akumulator może mieć na przykład pięćset, siedemset watogodzin i to już jest sporo dla naszej instalacji offgrid. Zwłaszcza jeśli takich rowerów mamy dwa albo więcej, jeśli cała rodzina, to przy słabszej instalacji może oznaczać pracę przetwornicy przez wiele godzin albo przez całą noc, jeśli dzień spędzicie na wyjeździe. To oznacza sporo godzin ładowania, sporą ilość energii z baterii domowych przy na przykład dwóch rowerach to już może być zapotrzebowanie rzędu nawet jednej kilowatogodziny, a przy małej ilości paneli może to być problem, zwłaszcza jeżeli nie jest to sezon letni. Praktycznym rozwiązaniem dla ładowania takich elektrycznych rowerów będzie na przykład ładowanie podczas jazdy i to jest dobre rozwiązanie przy mniejszej ilości paneli i częstszym przemieszczaniu się. Opcjonalnie można ładować też na kempingu, jeżeli ktoś jeździ z gniazdka 230 volt. No a z samych paneli tylko wtedy, gdy mamy duży system solarny i spory bank akumulatorów litowych LiFePO4 na przykład. Aktualnie przełom stycznia-lutego w Grecji, w słoneczny dzień, ja na przykład mam zysk ze słońca w okolicach dwu i pół, dwie i pół kilowatogodziny, a w pochmurne dni jest to zaledwie jedna, półtorej kilowatogodziny. Co to oznacza? Jeśli macie tak jak ja jeden, przecinek dwa kw paneli na dachu i dwa takie rowery, to w słoneczny dzień połowa energii pójdzie na naładowanie dwóch takich rowerów z około na przykład sześćset wat paneli na dachu. Jeżeli byście tyle mieli, potrzebny będzie cały słoneczny dzień na naładowanie takich rowerów. Także to trzeba wziąć pod uwagę, bo zima nie jest nie jest z górki. A jeśli masz małą instalację elektryczną, mały magazyn energii, na przykład zaledwie trzysta, czterysta wat na dachu, no to taki elektryczny rower zaczyna być realnym konsumentem energii, którego trzeba planować w bilansie. No i ładować go głównie na przykład podczas jazdy. No albo, albo latem , ale na pewno w takim okresie jak teraz może to być spory problem. Warto o tym pomyśleć, zanim szarpniemy się na zakup takich rowerów. A jak to wygląda w porównaniu z hulajnogą w takim przypadku? Hulajnoga elektryczna przy kamperze wygrywa wielkością, ale no tak. Po drugiej stronie stoi hulajnoga elektryczna. Z punktu widzenia kampera to zupełnie inny typ pojazdu Bardziej taki składany środek lokomocji niż poważny pojazd. Ale zalety? No jest lekka, mała, większość hulajnóg waży w granicach dwunastu, piętnastu kilogramów. Te wersje mocniejsze może trochę więcej, na przykład osiemnaście i troszkę więcej, nawet z dwadzieścia. Ale nadal mówimy o czymś, co praktycznie jedna osoba spokojnie wrzuci do garażu czy pod łóżko. A po złożeniu taka hulajnoga wejdzie w jakiś tam schowek czy zmieści się na przykład gdzieś przy ścianie. Można też ją wsunąć do bakisty albo pod stół. Super, jeżeli hulajnoga ma składaną kierownicę, to zajmuje jeszcze mniej miejsca. Dla osób z mniejszymi busami i mniejszymi kamperami to jest ogromna przewaga. Nie musisz mieć dużego bagażnika czy bagażnika na zewnątrz. Nie martwisz się też tak o ładowność, a sprzęt może całkowicie zniknąć z oczu, gdy kamper stoi gdzieś na miejscówce i go zostawiamy. A przy na przykład dwóch hulajnogach waga z reguły nie przekroczy około trzydziestu kilogramów. Ja sam miałem na przykład dwie hulajnogi i to były Xiaomi, Xiaomi, Xiaomi dwanaście kilogramów i druga Mottus Sport, która aż osiemnaście kilogramów sobie ważyła, bo miała ogromną baterię piętnaście amperogodzin, no a zasięg akurat był rewelacja Praktycznie jak rower, ale razem obie ważyły trzydzieści kilogramów. A jak wygląda sprawa z ładowaniem? Ładowanie przy małym systemie offgrid to jest tak, że no tutaj hulajnoga gra trochę w innej lidze. Hulajnogi z reguły mają mniejsze baterie, no pomijając może takiego Mottusa. Ogólnie mniejsza bateria oznacza krótszy czas ładowania. No, jeżeli jest to mniejsza bateria o połowę, no to mamy o połowę mniejszy, krótszy czas, także automatycznie będzie to też mniejsze obciążenie dla instalacji. No i mamy mniejszą dziurę w dziennym bilansie energii. Także, jeśli masz jeden na przykład akumulator i dwieście, trzysta wat paneli, to hulajnoga jest tutaj trochę sensowniejszą opcją. Zwłaszcza poza sezonem, gdy nie ma dużo słońca. No a taka, która będzie miała baterię w okolicach siedem, osiem amperogodzin, to wręcz nie będzie dużym problemem. No a do czego przyda się taka hulajnoga? Najczęściej jest to takie użycie wokół kampera i zwłaszcza na przykład gdy parkujemy gdzieś w mieście i jeszcze dobrze, gdy w okolicy mamy ścieżki rowerowe. To pozwala ogarniać okolicę po dość płaskim podłożu, zwiedzić na przykład centrum, starówkę albo skoczyć do sklepu No ale to już tutaj tylko z plecakiem praktycznie. No i tu na plus, w odróżnieniu od roweru można coś postawić na podeście, na podeście samej hulajnogi, jak na przykład jakąś butlę z wodą czy baniak, albo wyprowadzić, jak to się mówi, kota na spacer. Jeśli obok kampera nie ma żadnego zrzutu, ale mamy gdzieś tam w okolicy, to można sobie taką kasetę postawić. I najlepszą opcją byłoby mieć w takim wypadku i hulajnogę i taki elektryczny rower. No bo tutaj trochę trudno wybrać, co można sobie, co będzie nam najbardziej pasować. No bo jedno i drugie urządzenie ma swoje zalety i wadyNo i rowerem na przykład jest trudno właśnie przetransportować taką butlę dwadzieścia pięć, trzydzieści litrów z wodą czy kasetę do naszego kota. No i tutaj hulajnoga wygrywa, jak wspominałem, no bo o ile podłoże, po którym będziemy jechali będzie równe? No bo wiadomo, że w jakimś terenie nie ma szans, żeby za bardzo hulajnogą sobie poszaleć. No i tutaj właśnie taki patent jest, że ja na przykład wykorzystywałem hulajnogę, stawiałem sobie taki baniak trzydziestolitrowy i sobie na niego siadałem i jechałem nabrać gdzieś wody, a później powrocik z powrotem i to załatwiało temat. Jest to niewykonalne na rowerze. No i w ten sposób właśnie też transportowałem jakieś różne inne gabaryty. To samo na przykład dotyczyło takiej kasety z toalety. No i to nie był problem, bo po prostu sobie ją stawiałem na podeście i mogłem jechać gdzieś do jakiegoś miejsca, gdzie mogłem ją zrzucić. No co oczywiście jest jeszcze ciekawego. No można na takiej hulajnodze jeździć we dwoje na przykład taki Motus ma udźwig bodajże jak dobrze pamiętam do stu czterdziestu kilogramów, więc dwie osoby na takiej hulajnodze na dużym podeście to nie jest problem. No co oczywiście może być nie do końca legalne w niektórych krajach. Warto to sprawdzić wcześniej, ale pod tym względem akurat hulajnoga wygrywała. Rowerem jest dużo trudniej jeździć we dwoje. Praktycznie na takim elektrycznym, mniejszym to jest to można powiedzieć niemożliwe. No i zabrać na rower taką kasetę z toalety albo taką butlę z wodą. No bez szans. No hulajnoga tutaj, jak wspomniałem, wygrywa, ale no wymaga tego gładkiego podłoża, jakiegoś, jakiejś dobrej drogi. No i z hulajnogą jest tak, że praktycznie bierzesz, wyciągasz, rozkładasz kierownicę, stajesz i jedziesz w klapkach. Zero kombinowania z jakimiś sakwami czy jakimiś zamkami, koszykami i innymi. No ale hulajnoga też ma swoje wady . W jakich przypadkach hulajnoga przegrywa z rowerem? Hulajnoga ma też swoje ograniczenia, które często wychodzą dopiero w trasie. Po pierwsze zasięg i zmęczenie. Typowe hulajnogi realnie robią piętnaście do maksymalnie trzydziestu kilometrów na jednym ładowaniu. A im więcej podjazdów i gorszy asfalt, tym szybciej i szybciej się bateria kończy no i szybciej szybciej się Twoje nogi męczą Stanie przez kilkanaście kilometrów na takiej hulajnodze jadącej po dziurawej drodze to nie jest do końca przyjemność. Nieraz zdarzyło mi się ruszyć na zwiedzanie i część trasy była na przykład asfaltową ścieżką rowerową i się wszystko dobrze zapowiadało, ale po kilku kilometrach później okazywało się, że dalsza część drogi to już jakaś kostka albo rodzaj bruku czy nawet szutru. No i tutaj te mniejsze modele przegrywają niestety. Brak amortyzacji i często małe kółeczka sprawiają, że po dłuższej jeździe po takiej powierzchni mogą nam nawet powypadać plomby z zębów . O ile na ścieżkach rowerowych jest okej, o tyle szutry czy przejazd po jakiejś plaży, no czasem jest wręcz niemożliwy i no trzeba po prostu najzwyczajniej zarzucić sobie taką hulajnogę na ramię i iść z buta. Po prostu drogi gorszej jakości nie są dobre dla tego środka transportu i naszych zębów . Małe koła i sztywna konstrukcja hulajnogi sprawiają, że taka kostka brukowa, kocie łby, dziury, szutry i piach są po prostu, są dla niej o wiele trudniejsze niż dla, niż dla roweru. Hulajnoga jest super, dopóki trzymasz się asfaltu i ścieżek, ale kompletnie odpada, gdy miejscówka wymaga przejechania choćby krótkiego odcinka terenowego czy po plaży, czy gdzieś oddalonego od cywilizacji, gdzie nie ma drogi Ułatwiając decyzję, taki e-rover to pojazd, którym możesz pojechać dalej i przydatny, gdy stajemy w dziczy nawet piętnaście czy dziesięć kilometrów od jakiegoś miasta i trzeba dojechać po zakupy szutrami czy drogą o gorszej nawierzchni. Hulajnoga równa się takie wygodne rozwiązanie po okolicy, zwłaszcza gdy parkujecie w mieście. Jeśli masz ochotę na wycieczkę dwadzieścia, trzydzieści kilometrów po okolicy, hulajnoga będzie cię prędzej czy później frustrować, a taki rower elektryczny pozwoli traktować to jak normalny wypad, a nie wyczyn. Jeśli chodzi o przechowywanie i bezpieczeństwo, tu warto wziąć pod uwagę różne kompromisy. Z perspektywy kampera, przechowywanie i bezpieczeństwo to nie są dodatki, tylko część projektu. Elektryczny rower wymaga albo bagażnika zewnętrznego lub garażu w zabudowie, dodatkowych zabezpieczeń, jakieś linki, vlocki, czasem alarm, no i liczenie każdego kilograma przy ograniczonym DMC trzy i pół tony. Z rozmów ze znajomymi często potwierdzają moje obserwacje. Największy rower elektryczny w małym kamperze to problem i no nieraz po pierwszym sezonie z dwoma takimi elektrycznymi rowerami zaczęli szukać jakiejś innej alternatywy, na przykład właśnie w postaci hulajnogu, hulajnogi albo, albo rowera składanego Ciągłe pilnowanie sprzętu i zabawa z jego zdejmowaniem z bagażnika też bywa męczące, a dodatkowo przechowywanie takiego roweru na zewnątrz wiąże się z jego awariami z racji wystawienia na warunki atmosferyczne. Najlepszą opcją w tym wypadku jest duży kamper z dużym garażem, gdzie rowery po prostu wchodzą do środka. Mniejsze kampery to już większy problem i albo rowery stają się czymś, co jest w centrum uwagi i z racji projektu są brane pod uwagę. No albo trzeba szukać po prostu jakichś mniejszych, składanych elektrycznych rowerów No a hulajnoga? Hulajnoga, nie znam przypadku, żeby ktoś przechowywał na zewnątrz. Praktycznie zawsze cała znika w środku. Jadąc do sklepu czy zostawiając przy kamperze w dzień można zawsze ją przypiąć jak zwykły rower. Ale na noc co robisz? Składasz i chowasz do kampera, no nie zostaje na widoku. Hulajnoga jest też trochę mniej łakomym kąskiem niż taki markowy elektryczny rower za wiele tysięcy złotych. Dla kogoś, kto często zostawia kampera na miejskich parkingach, sama świadomość, że nie ma nic takiego wiszącego na zewnątrz jest sporą ulgą. Podsumowując ładowanie z zabudowy jak to realnie wygląda? Elektryczny rower. Ładowanie dużej baterii potrafi zjeść sporą część dziennego uzysku z paneli. Przy słabej pogodzie i mniejszym magazynie jeden pełny cykl może oznaczać opróżnienie naszych domowych baterii nawet o kilkadziesiąt procent, jeżeli nasza elektrownia jest taka mała i jest to taka zimowa pora. W takim przypadku lepiej jest ładować głównie w czasie jazdy lub gdzieś, gdzie możemy się podłączyć po prostu pod gniazdko dwieście trzydzieści volt, na przykład do sąsiada, który ma większą elektrownię w kamperze . Nieraz miałem taką sytuację, że sąsiedzi moi po prostu ładowali z mojej instalacji czasami nawet do czterech rowerów na dobę, a później się chwalili, że ich instalacja trzysta wat na dachu wystarczała im i prądu nie brakowało . No a hulajnoga? Hulajnoga ma często dużo mniejszą pojemność akumulatora. Z reguły przynajmniej o połowę, takie standardowe siedem, osiem amperogodziny. To jest po prostu zwykłe, zwykła pojemność akumulatora w większości hulajnóg, nie licząc tych dużych, potężnych, które są amortyzowane i jeżdżą dużo szybciej. Także, tak więc dzięki temu łatwiej jest ją wcisnąć w taki codzienny bilans energii, nawet w jakieś pochmurne dni, jeżeli musimy podładować i jest to trochę lepsze pod tym kątem rozwiązanie, ale to nie do końca jest akurat dobry, dobry wybór, jeżeli chcecie się sugerować tylko i wyłącznie swoją instalacją elektryczną i na tej podstawie wybrać hulajnogę, bo dobrze jest wtedy przemyśleć jednak sprawę jak z praktycznością i może po prostu trochę wzmocnić swoją elektrownię, czy dorzucić więcej paneli, czy, czy po prostu większy magazyn akumulatorów i doładowywanie w czasie jazdy. Także tu jest kilka różnych opcji do rozwiązania. No i warto sobie po prostu dopasować najlepsze rozwiązanie dla siebie, które nam po prostu będzie najlepiej pasować No a które będzie pasować? Kiedy wybrać taki elektryczny rower? Tak podsumowując troszkę to, gdy chcesz mieć realną alternatywę dla auta, dla pojazdu, żeby dojechać do miasta, zwiedzić jakieś trasy w okolicy dwadzieścia, czterdzieści kilometrów powiedzmy. Lubisz jeździć po górkach, pagórkach i szutrach. No i masz na przykład miejsce czy ładowność na bagażnik. No a same rowery nie są problemem, żeby je jakoś przewozić. Dysponujesz też oczywiście mocniejszą instalacją, jak wspomniałem tą elektryczną w kamperze, zwłaszcza jeśli potrzebujesz więcej rowerów ładować niż jeden, bo na przykład macie dwa lub więcej. Wtedy, wtedy można się zdecydować w sumie na rower. A kiedy wybrać hulajnogę? No najlepiej jak jeździsz jakimś małym busem, walczysz o każdy centymetr w miejscach, schowkach, planujesz głównie miejskie i albo kempingowe jakieś dystanse, czy tam gdzieś parkowanie w mieście, czy na kempingach. No i masz mniejsze panele, mniej paneli na dachu, mniejszy bank energii. No i zależy ci na tym, aby wszystko dało się schować w środku i po prostu zniknęło z oczu No to wtedy hulajnoga jest takim dosyć, takim lepszym wyborem, takim no jest to optymalne wtedy najlepsza opcja, jaką możesz wybrać. Dobrym rozwiązaniem może być też to, o czym wspomniałem wcześniej, czyli jeśli nas jest dwoje w kamperze, to można pokusić się o mieszaną opcję, czyli jeden taki elektryczny rower i jedna hulajnoga. No może problemem będą wtedy wyjazdy na jakieś zwiedzanie we dwoje, ale na plus pozostaje zwiedzanie okolicy, jeśli podłoże jest w miarę nadające się dla hulajnogi, tym bardziej będzie nadawać się dla roweru. Na przykład zwiedzanie miasta, a gdy jest jakaś potrzeba wyskoczenia z tak zwanej dziczy, jeżeli na przykład stajemy częściej gdzieś poza miastem, na przykład do sklepu czy jakiegoś miejsca, miasta oddalonego te dziesięć kilometrów czy tam piętnaście, to wtedy jedno siada po prostu na rower i temat też jest do ogarnięcia. Nie zawsze do sklepu trzeba jeździć we dwoje. Jest to jakiś kompromis, ale tu już sami musicie zdecydować, co dla Was jest priorytetem. Ja miałem przez te wszystkie lata, przez ostatnie dziesięć lat i zwykłe rowery na bagażniku zewnętrznym. Jeden rower mi ukradli w Szkocji, później jeździliśmy z dwoma przez parę lat na zawieszonych na bagażniku z tyłu na drzwiach Minusem było to, że nie były jeszcze elektryczne wtedy, bo mówimy tutaj o dziesięć lat temu. No i po dwóch około latach zaczęły się niestety te rowery zawieszone na zewnętrznym bagażniku zamieniać powoli w kupę korozji, z racji wystawienia ich właśnie na takie warunki zewnętrzne. No i moje częste parkowanie przy morzu, bo po prostu lubię stać gdzieś na plaży, że to się odbiło trochę na rowerach. Później zrobiliśmy zmianę i zmieniliśmy rowery na hulajnogi. Jak wspomniałem, jedną z nich była Xiaomi z baterią bodajże siedem i pół amperogodziny i ona miała zasięg zaledwie jakieś dwadzieścia kilometrów. Co z jednej strony niby jest zaledwie, ale dwadzieścia kilometrów to też spoko po płaskim terenie. No i zaletą było to, że ważyła około dwanaście czy jedenaście kilogramów, no a drugą była już taka dużo większa moja hulajnoga Motus Sport, na której ja sobie jeździłem z większymi kołami, które wymieniłem później na takie amortyzowane, no i z baterią piętnaście amperogodzin. No i ona miała przy mojej wadze zasięg około czterdziestu pięciu kilometrów, czyli mogłem sobie spokojnie na około dwadzieścia kilometrów od kampera odjechaćA przynajmniej, no zdarzyło mi się także– choć przyznam, że zdarzyło mi się już tam ją rozładować do zera i wracać z hulajnogą, lekko ją pchając. Także te czterdzieści pięć kilometrów może być czasami złudne, bo człowiek nie liczy kilometrów, jakich, jak się oddala od kampera. Także to też warto wziąć pod uwagę. Tutaj rower byłby dużo lepszy, bo można sobie jeszcze jakby trochę pokręcić nogami i jednak dojechać, a nie trzeba tej hulajnogi pchać, tak jak właśnie się to robi. No ale ja właśnie z tego powodu, między innymi trzy lata temu, zdecydowałem się na zakup roweru, ale tym razem składanego, elektrycznego. No i mój wybór padł na wtedy taki dosyć jeszcze popularny składak marki Fiido i on w trybie skuter dawał radę ujechać około dwudziestu kilometrów. Ja tam przerobiłem instalację trochę, aby mieć jeszcze opcję podwojenia zasięgu. Czyli podpinałem sobie drugą baterię. No i przez parę lat to rozwiązanie okazywało się najlepszą opcją. No powiem Wam, że jeżeli chodzi o porównanie, no to jednak lepszą niż hulajnoga z racji mojego zamiłowania parkowania w jakichś dziczach, gdzie często nie ma dróg, no i hulajnoga się po prostu nie sprawdzała. Miałem ją w kamperze, no po prostu nie było szans, żeby wyjechać z jakiejś plaży pod górkę po szutrze i jedyne co mogłem zrobić, no to po prostu iść z buta albo pojechać stamtąd kamperem. A rower tutaj po prostu dawał radę, w każdym przypadku. No i finalnie postanowiłem hulajnogę sprzedać, ale nigdy nie sprzedawajcie hulajnogi w sposób jaki ja powiedzmy to zrobiłem . I tu jest ta ciekawa historia, słuchajcie, bo hulajnogę sprzedałem jednemu znajomemu, który wziął ją na prezent dla synka. No bo ten jeździł jakimś ciągle psującym się szrotem samoróbką, w której ciągle się coś psuło i odpadało. Ja już miałem swój rower od jakiegoś czasu, więc hulajnogi praktycznie nie używałem, a i tak planowałem ją sprzedać za około połowę ceny zakupu. Był tylko jeden szkopuł. Znajomy nie miał ponoć kasy, ale do miesiąca obiecał mi zapłacić. No dobra myślę, znamy się z dziesięć lat. No to przecież wiadomo, że mnie nie oszuka, słuchajcie. No i więc moja hulajnoga Motus Sport poszła na prezent dla małolata. Synek zadowolony, że mu tatuś kupił hulajnogę na urodziny Dziękuję ci tatusiu, jesteś kochany! Tyle że minął już ponad rok, a tatuś kupuje też jakiś samochody i coś tam czy inne rzeczy, ale ma powiem wam w dupie kogoś, kto mu zaufał, że po prostu te pieniądze za hulajnogę dostanie. Ale ważne, że słuchajcie, ważne, że synek dostał prezent na urodziny. Jak będę kiedyś sprzedawał mój elektryczny rower to tym razem sorry, ale kasa z góry . I pamiętajcie nikomu nie ufajcie jeśli chodzi o obietnice, że ktoś Wam coś kiedyś tam odda, jakąś kasę. Ja już wiele razy zaufałem i za każdym razem zostałem praktycznie oszukany. Na plus mniej fałszywych znajomych wokół mnie, na minus zawsze jakaś kasa w plecy, ale co tam, można to zawsze odrobić, a zaufania już nie. Bo mam taką zasadę, że po prostu kurwa zawsze będzie kurwą i kobiety z niej nie zrobisz, a złodziej będzie zawsze złodziejem, bo taka jego natura


