-
z małej na dużą, czyli opuszczamy Mull
Pogoda na wyspie Mull nie rozpieszczała, ale pomimo to można powiedzieć, że wycieczka po Mull była udana. Miejscówek do stawania kamperem jest od liku. Wadą jest niemal wszędzie brak zasięgu sieci. A mamy w sumie kilka. W większości miejsc internet po prostu nie zadziała. Nawet z moją anteną na dachu. Jedynie sms i dzwonienie.
Jakby nie było, udało się znaleźć niezłe miejsce do połowienia rybek, a to znaczy, że na kolację będzie co? No rybka, a jako, że rybka lubi pływać, to trzeba do niej spróbować kolejnej nalewki. Wszystkie złowione rybki to makrele, ale i tak postanowiliśmy je usmażyć. Przypraw i ziół ma sporo, więc doprawiłem je rozmarynem, cebulką i odrobiną jeszcze jakiś ziół, które znalazłem. Rybki były -
zameczki i promeczki
Dziś wyruszamy w kierunku Oban, bo stamtąd płynie prom na wyspę Mull. To jest kolejny cel, ale wcześniej jedziemy pokazać koledze jeszcze jeden zamek, który znacie z Monty Pythona, czyli zamek Stalker. Oczywiście wcześniej kupujemy bilety na prom, ja sprawdzam, gdzie można zatankować w okolicy przed promem i jedziemy.
Kupując bilety na prom, trzeba się z nimi kłócić, bo mają różne cena dla kamperów do 6 metrów i powyżej. Grzegorza kamper ma wg fabrycznych tabelek 5,99m, ale widać mierzący mają jakieś chińskie miary, bo nagle wyszło, że Fiat produkuje również modele o długości 6,10m. No chyba, że te gumki na zderzaku nie są wliczane przez Fiata do całkowitej długości, ale fizycznie są i z nimi była mierzona długość. To są takie, coś jakby odbojniki. Kto ma ten model to wie. Ja tego nie mam. Ja zapłaciłem 13£, Grzesiu niestety coś około 19£. Dodatkowo płaci się za





