podróże
-
toscaner na dziko po Europie – Włochy część 2
-
kolejne części „na dziko po Europie” od kuchni
Na razie testuję programy i 2 część to trochę „grubszy” materiał, bo już nie takie małe obrazki tylko średnie. Pomimo, że do HD, a gdzie tu Full HD jeszcze trochę brakuje. Musiałem posłać aż ponad 80MB materiału. No ale udało się. Szkocki net lepszy niż włoski
Muszę jeszcze poszukać muzyki bez praw autorskich, bo mi filmy „kradną”. Po prostu jak dodaję muzę jakiegoś śpiewaka, to podają informacje: Zawiera treści chronione przez prawa autorskie”
Czyli jakaś tam dupna firma fonograficzna ma pełne prawa do mojego filmu?
Bo tak podają: „Na tym filmie zarabia właściciel praw autorskich. ” I tu nazwa danej firmy.
Nie ogarniam tego jeszcze.Studia filmowego na tym sprzęcie to ja nie otworzę. Robim co możem mówiąc słowami klasyka. Właśnie przygotowuję 1 cz. ze Szkocji.
Później i Francję zrobię i kolejne części Włoch, ale to tysiące fotek. No i kilka filmów. Gdzie kilka, kilkanaście, albo kilkadziesiąt
Coś tam poskładam z tego co już mam, a następne będę kręcił kamerką. 😛Dobra to tyle na technicznie.
A teraz to na co czekacie. Tym razem trochę zimowo-wiosennie…
-
toscaner na dziko po Europie – Włochy część 1
-
toscaner na Youtube – czyli bardziej ruchomo
Małe zaległości, ale właśnie nad czymś pracowałem. Znaczy uczyłem się czegoś nowego. No i trzeba było założyć jakieś nowego konta blabla. Niektórzy w tym śmigają, a ja nie, ale już ogarnąłem i zaczynam zabawę w …video. 🙂
Mam już kamerkę full HD i coś tam testuję, ale dla potrenowania montażu filmików postanowiłem wykorzystać coś, co już mam. Czyli materiały, które leżą tonami na dyskach. Szkoda, że w większości w postaci fotek, ale… przyjdzie czas i na materiały filmowe „ruchome”
Czyli od czasu do czasu będę wrzucał filmy wg odpowiednich krajów, Włochy do Włoch, Francję do Francji, no chyba, że wolicie tutaj w ten jeden „kociołek”.
Za chwilę pierwszy filmek:
toscaner na dziko po Europie – Włochy cz. 1 -
kamperem do Poitiers
I tak oto dojeżdżamy wreszcie do Poitiers.
Nie lubię dużych miast, ale nieraz trzeba zrobić wyjątek i z dziczy zajechać do cywilizacji. Podjechałem najbliżej starówki jak się tylko dało. No właściwie to niemal bym wjechał, gdyby nie słupki. Niestety nie jest łatwo i nie było gdzie stanąć. Powoli oddalałem się wypatrując parkingu. Udało się znaleźć przy katedrze niedaleko centrum. Oczywiście M. biegnie do parkomatu żeby nawrzucać monet, ale zaczepiła ją stara zakonnica w stroju pingwina i wyjaśniła jakoś, że nie trzeba płacić, bo dziś jest sobota, a w weekendy jest za darmo.
Czyli jeśli ktoś planuje zwiedzanie tego pięknego miasta, to najlepiej celować w weekend 🙂
Po porzuceniu złomka na tymczasowo darmowym parkingu trzeba się udać na zwiedzanie. A w Poitiers jest co zwiedzać.
Centrum miasta w naprawdę „czystym” wydaniu, kościoły, katedry i inne zabytki. Oczywiście nie brakuje kolorów w postaci pięknych kwiatów, które są wszędzie. Jak to we Francji elegancji.Na pewno żadne opisy nie zastąpią tego co cieszy oczy czyli fotki.
Ehhh, powiedziałbym, chciałoby się teraz tam być.

-
w stronę słońca, czyli coraz bliżej oceanu
Kolejne odwiedzone miejscowości to La Souterraine, Le Dorat, niedaleko Bellac, Bussiere Poitevine. Później pojechaliśmy w stronę Poitiers. Po drodze Mijamy Mazerolles, Civaux z planetą krokodyli i miasteczka Nouaille Maupertuis z przepięknym zameczkiem i zamkowym ogrodem.
Do dziś utkwiło nam w pamięci to miejsce z kilku powodów. Poza malowniczym zameczkiem przy parkingu był sad i drzewka orzechowe. Z ogrodem wiążę się jeszcze jedno miłe wspomnienie. Do dziś dodajemy do potraw oliwę z rozmarynem „pożyczonym” stamtąd. Czyli po prostu zajumaliśmy rozmaryn z zamkowego ogrodu 😛
No co? Nie było w sklepach, a włoski się skończył.
Poza tym M. nazbierała orzechów, a miły spotkany Francuz obdarował nas jabłkami ze swojego ogródka. Kompot z nich był przepyszny.Dziadek mojego kamperka


-
w stronę Nantes i Poitiers
Francja to piękny kraj. Tam każdy dzień to pochłanianie kolorów i piękna od świtu do nocy. Aż się wierzyć nie chce, że wszystko jest tak ładnie dopracowane. Trawniki, kwiaty, alejki, parkingi, ławeczki, zameczki, nawet prawie każde rondo to jakaś historia, albo zobrazowana kwintesencja regionu. Tego się nie spotyka w każdym kraju.
Ok gadu gadu, a my jedziemy w stronę Nantes i Poitiers. Tak postanowiliśmy. M. wejdzie pierwszy raz do oceanu gdzieś tam przy Nantes. Będziemy przecież jechali do Hiszpanii, to wtedy przejedziemy wzdłuż zachodniego wybrzeża, ale znów ominiemy Bretanię. No i Bretania to Carnac i elfy, więc …jedziemy na dłużej do Bretanii.Od Montlucon jedziemy w stronę Gouzon, Gueret, La Souteraine i dalej w stronę Bellac. Oczywiście szybko się pisze, ale nasza jazda jest na tyle wolna, że zahaczamy o każde ciekawe miasteczko, czy wioskę. Jak jest ładnie to zatrzymujemy się na tylko jedzenie, spacery albo po prostu na noc. Cały czas spotykaliśmy miłych ludzi. Zawsze nie lubiłem Francuzów, bo nie chcą gadać po angielsku, ale odkryliśmy coś ciekawego. Gdy pytaliśmy „speak english”, to standardowo odpowiadali, że nie. No ale jak powiedzieliśmy, że my „polone”, to jakimś cudem znali trochę i angielski. To magiczne „że słi polone” czy jakoś tak to było i wszystko zmieniało. Jak ktoś miał problem to zwoływał pół wioski, żeby znalazł się ktoś kto przetłumaczy nam to niezrozumiałe słowo na angielski, włoski albo …polski.
Jedno z setek a może tysięcy ładnych rond

Hieny trzymamy na lasso. Prawie po polsku

Po co mu wiatrak latem? Na oko da z 50W przy wichurze.

Samolot to rozumiem
-
cd. Francji
Nie mam dziś weny do pisania, bo się zająłem jakimś tam grzebaniem w bagażniku i nawet wygrzebałem kilka rzeczy. Fajnie znów coś porobię przy kamperku.
No ale nie mogę zaniedbywać Francji. Postanowiłem wkleić kilka fotek z kolejnego uroczego miasteczka. Znalazłem też fajną miejscówkę przy jeziorku, gdzie rozłożyliśmy naszą kuchnię i wzięliśmy się za wcinanie przepysznych bagietek z innymi francuskimi specjałami.





































