podróże
-
paraíso de las naranjas – czyli pomarańczowy raj
Od niemal tygodnia włóczymy się w okolicach Walencji. Co mi się podoba w tym regionie? To, że wszędzie są pomarańcze. Moje ulubione pomarańcze.
We Włoszech kupowałem skrzynkami i wyciskałem każdego dnia. Pyszne, słodziutkie. W innych krajach już nie smakują tak samo. Na wyspach to w ogóle nieporozumienie. Teraz znów możemy obżerać się tymi pysznymi owocami, wyciskać świeży sok. Normalnie pomarańczowy raj. I nie, nie kupujemy pomarańczy w sklepach 🙂
-
współpraca toscaner.com z Facebook i innymi mediami
Wreszcie udało mi się połączyć Facebook z moim blogiem i dodać wtyczki „lubię to” oraz „udostępnij”. Łatwiej teraz udostępnić dowolny wpis dowolnej osobie. Jestem ciekaw Waszych opinii na temat wygody takiego połączenia.
Na Facebook’u między innymi założyłem fanpage Tam Nasz Domek Gdzie Stoi Złomek
Powinno teraz automatycznie pokazywać wpis na moim fanpage, gdy tylko napiszę go na blogu.Co jeszcze z nowości? Wiele osób ma problem ze znalezieniem tego
-
Monistrol de Montserrat – panorama 57 mpix
O opactwie wspomniałem wcześniej. W tym wpisie wrzucam testowo dość sporych rozmiarów panoramę zrobioną z punktu widokowego oddalonego ok. kilometr od samego opactwa.
Fotka ma ponad 20 MB i rozmiar 15387 x 3728 pix – to ok. 57 mpix!!!
Aby zobaczyć w pełnym rozmiarze, najlepiej kliknąć w zdjęcie, a po jego otwarciu w opcję „pokaż obraz” i dopiero wtedy oglądać powiększone fragmenty. 🙂Poniżej zdjęcie w dużym formacie:
-
opactwo Monistrol de Montserrat
Po naprawieniu złomka postanowiliśmy odwiedzić opactwo Monistrol de Montserrat. Znajduje się zaledwie ok. 50 km od Barcelony i zostało zbudowane na ściętej górze wieki temu. Ściętej górze. Przynajmniej tak wychodzi z tłumaczenia. Właściwie to będąc w okolicy trzeba wrzucić na listę „must see”. Naprawdę warto wjechać, lub się tam wdrapać.
Rozpisywał się o historii tego miejsca nie będę, bo można znaleźć tony informacji na ten temat. Niejednokrotnie sprzecznych ze sobą. Ale skracając, podobno w ok. 50 r.n.e. w jednej z jaskiń niejaki św. Piotr ukrył figurkę Maryi wyrzeźbionej przez św. Łukasza. Inne źródła mówią, że nie Piotr tylko Łukasz. Podobno do 880 r.n.e tak sobie cudownie przeleżała aż w końcu się odnalazła. Cudownie. W dość szybkim czasie postawiono tam aż cztery kaplice! Później wybudowano klasztor itd. Z każdym rokiem miejsce stawało się coraz popularniejsze i zaczynało przynosić coraz większe dochody. To taka Jasna góra dla Katalończyków. Aktualnie do miasteczka
-
welcome to Turkey?
Zastanawiam się czy nie pomyliłem kierunków, ale GPS pokazuje, że nie. Tak, tak, jesteśmy w Hiszpanii. A dokładniej w Katalonii. Ale to już nie pierwszy napis tego typu jaki widziałem tutaj.
Warto było było zmienić kraj. Od razu cieplej, słoneczniej, aż się chce żyć. No może nie da się za bardzo wskoczyć do morza jeszcze, ba nawet pochodzić w podkoszulku, bo temperatury różne, ale bywało i tak, że w okolicy zera. Ponoć jakieś zimne prądy ze Skandynawii.
Jednak we Francji było jakoś zimniej i trafiły się noce po -6C. W Hiszpanii odpukać jak dotąd zawsze powyżej zera. Czyli na plus. Prąd ze słońca też odczuwalnie większy niż np. w Szkocji. Ale to przecież logiczne.Takie widoczki cieszą nasze oczy teraz:
-
tak wiem, czas nadrobić zaległości…
Podsumowanie ostatnich miesięcy.
W grudniu kamperek znów przeszedł kilka modyfikacji. Doszedł agregat, doszedł piekarnik, zbudowałem box dla agregatu na tylne drzwi coby ciszej pracował , aby go wyciszyć, dodatkowo poprawiłem to i owo przy bagażniku na rowery. Rowery oczywiście są. (relacje lada chwila będą)
Końcem grudnia wyjazd na północ i polowanie na zorzę. Sylwester w szkockich górkach.
A nowy rok, to nowe plany, które wreszcie trzeba było zrealizować. Czyli wyjazd na południe, do Hiszpanii i dalej Maroko. Oczywiście bez pośpiechu. Staram się nie jeździć więcej niż 100km na dobę, ale nieraz i postać kilka dni, jeśli miejsce jest sympatyczne.
Chociaż najlepsza opcja to nie jechać więcej niż 30-50km/dobę. Bo po co się śpieszyć? 🙂
Wkrótce nadrobię zaległości upychając je w miarę chronologicznie. -
angielski „pubing”, białe klify i spadamy do Francji
Klimat angielskich pubów ma coś w sobie. Tego nie da się ukryć. Jako, że opuszczamy Wielką Brytanie pasuje odwiedzić jeden, a może niejeden i napić się Guinnessa lub coś innego z pianką. Najlepiej ze znajomymi, których odwiedzamy po drodze. A co!
A do piwa przekąska. Kto zgadnie co to? 🙂Oczywiście jadąc południowym wybrzeżem Anglii wręcz trzeba zobaczyć siedem sióstr czyli białe klify na wschód od Brighton, niedaleko Friston.


My mamy po drodze do Dover, więc zahaczamy również o nie. Na szczęście
-
Cheddar Gorge jeszcze raz, Durdle Door i Isle of Portland
Jak zwykle nadrabiając zaległości w relacji, chciałbym Wam przedstawić wszystkie miejsca, które odwiedziłem i opisać je najlepiej jak mogę. Jednak z perspektywy jakiegoś tam czasu nie jest to proste. Tym bardziej będąc 2 kraje do przodu, inaczej to postrzegam. Z drugiej strony może to i dobrze. Bo opisywałbym każdy dzień, a to mogłoby stać się nudne.


















