Szkocja
-
urocza miejscówka w Bettyhill
Północny zakątek Szkocji, nadal na trasie NC500.
Patrząc na mapę z tego miejsca, aż chciałoby się popłynąć na Wyspy Owcze. Wydają się tak w zasięgu. A gdyby już tam się dostać, to na Islandię. No prawie rzut beretem. Problem tylko taki, że żaden prom stąd nie pływa. Z Szetlandów również. Nieważne, że niemal zahacza o wyspy szetlandzkie w drodze na te owcze. Niby blisko, a jednak za daleko.
Jadąc w kierunku Thurso, bo miałem plan dojechać tam w ok. 2 dni i wreszcie nacieszyć się dostępem do internetu i jeszcze co ważniejsze nadrobić trochę zaległej relacji z Hebrydów trafiłem do ciekawego miasteczka. Niemal puste pomimo sezonu. Oczywiście malutkie, ale jest sklepik, jest muzeum a nawet basen. Do tego darmowy parking z toaletami oraz kranem z wodą pitną. Można tu oczywiście zostać, ale ja postanowiłem poszperać w okolicy i poszukać dostępu do morza. Miejscówek w okolicy znalazłem w sumie z 4 czy 5, ale wybrałem jedną z uwagi na
-
North Coast czyli północne wybrzeże NC500
Wreszcie dojechałem do Durness. Praktycznie dalej na północ się nie da. Miasteczko malutkie i o dziwo, gdy do niego dojeżdżałem telefon wydał interesujące dźwięki. Tak, odebrał maile, więc co to znaczy? Jest zasięg. A nie powinno być, bo przynajmniej na mapie zasięgu jest biała plama. Widać sieć Three postawiła nadajniki, a na mapie biało. Pozostałe sieci lipa. Da się tylko dzwonić. Znów Three przebija konkurencję. 😀
I jest też stacja z paliwem, a właściwie samoobsługowe pompy na kartę płatniczą. Dobre i to, bo paliwa mam poniżej ćwiartki. Cena mi się wybitnie nie spodobała, więc zatankowałem na wszelki wypadek tylko za 2 dychy.Kolejna stacja za kilkadziesiąt km a ja i tak miałem ponad ćwiartkę. Nie lubię jeździć na rezerwie. A tym bardziej w górach. Opuszczając Durness przestało padać. Nawet nie wiecie jaka to radość, gdy po tylu dniach znów zaświeci słońce. Kawałek na wschód znalazłem bardzo fajną miejscówkę. Zaraz obok parkingu można się przejechać na
-
urokliwa miejscówka w Rhiconich i zonk w Kinlochbervie
Ciągle pada… tralala la la laaa laaaaaaa. No a ja nadal twardo podążam na północ. W sumie do deszczu można się przyzwyczaić. A co. Postanowiłem, że skoro pada, to jadę aż znajdę zasięg internetu i zostanę tam, aż przestanie padać, albo znajdę miejsce gdzie nie pada i internet nie będzie potrzebny 🙂
Zawsze to jakiś plan. Jest tylko jeden problem. Wg map zasięgu tutejszych sieci internetu ma nie być przez pół trasy NC500. Dopiero gdzieś we wschodniej części ma być cywilizacja. No tak, na wschód, tam musi być jakaś cywilizacja. Gdzieś to już słyszałem 😀
-
na północ i jeszcze dalej
Planowałem tym razem spędzić min 3-4 tyg w północnej części Highlandów, czyli okolic trasy NC500. Jednak pogoda od ostatnich kilku tygodni zaczęła mnie już tak dobijać, że momentami chciałem wręcz nawrócić kamperem i pojechać na południe, a nie jeszcze bardziej na północ. Rano w Ullapool oczywiście lało, więc jedyne co mogłem, to jechać albo dalej i marzyć, że pogoda się poprawi, albo pier… wszystko i pojechać np. w Bieszczady.
Ruszyłem z Ullapool jednak w stronę Unapool a nie Bieszczad, w każdym razie cały czas w kierunku północnego wybrzeża i okolic miejscowości Durness.
-
pędzę i nie mogę się zatrzymać, od Skye do Ullapool
Całe szczęście, że trasę NC500 już częściowo przejechałem wcześniej i okolice miejscowości jak Applecross, Shieldaig, Gairloch, Pooleve odwiedziłem wcześniej. Mam tam kilka ślicznych miejscówek, które tak przy okazji już są naniesione na mapie. Opis znajdziecie tutaj: Applecross i NC500
A mapa z miejscówkami nadal w trakcie prac. Ale można już dołączyć do mojej grupy na FB: Darmowe miejscówki toscaneraTym razem chciałem być w tych okolicach, ale pogoda jaka była, wiecie, bo pisałem wcześniej. Po prostu non stop lało, a sprawdziłem w internetach i pogodynkach, że od Ullapool na północ nie pada. No, więc sami zgadnijcie. Postanowiłem
-
Old Man of Storr na Skye i walka z deszczem
To był już 4-ty dzień na tej wyspie po powrocie z Uist. Marzyła mi się pogoda bez deszczu, spacery po górach, piękne zdjęcia. Zapomnijcie. Ta wyspa ma na drugie imię deszcz z wiatrem. Kij z wiatrem, bo z tym da się żyć, ale jeśli ciągle leje, to człowieka może szlak trafić. Plany są, ale w błocie nie zamierzam się taplać. Postanowiłem tym razem będąc na Skye odwiedzić jeszcze słynne Old Man of Storr a może jeszcze śladami dinozaurów coś jeszcze. No ale to zależy od pogody. Przerwy w deszczu zmotywowały mnie do wspinaczki do słynnych skał. I wiecie co? Udało się w połowie. Znaczy idąc na górę nie lało, ale wracając no już nie było tak jak sobie wymarzyłem.
-
w krainie deszczowców, czyli tydzień na Skye
Przed wypłynięciem na Harrisa spędziliśmy 2 dni na Skye. Pamiętacie? Lało i lało. Teraz wróciłem i czekałem, czekałem, zmieniałem miejscówki. 4 dni lało i lało. Szlak człowieka może trafić. Dobrze, że na Skye chociaż złapałem LTE i ze 2 dni siedziałem przy blogu nadrabiając 3 tygodniowe zaległości. Ale ileż można? Poprzednimi razy gdy byłem na Skye też oczywiście lało albo huragany. Poleciłem odwiedzenie Skye znajomym 3 załogom, które przyjechały do Szkocji kamperami w czerwcu, i co? Te dni gdy byli na Skye oczywiście lało.
Jedyny plus z tego czekania taki, że wreszcie doczekałem dnia, w którym deszcze robiły sobie przerwy i mogłem gdzieś połazić i zrobić jakieś fotki. Oczywiście musiałem się też wybrać i zrobić wreszcie fotki Old Man of Storr. Ale to za chwilę, bo właśnie tam jadę 🙂 -
niedźwiedź Herkules, Langass Woods i powrót do cywilizacji
Jeśli miałbym czegoś nie polecać, a ktoś by miał ograniczony czas, to nie polecam odwiedzania wysp Uist dłużej niż jest to potrzebne na przejechanie z promu z Harrisa do promu na Barra 🙂
No dobra, może max 2-3 dni na wszystkie te Uisty, Eriskay czy inne które się po drodze tu spotka. Albo dla kogoś zapalonego, kto bez względu na warunki musi zdobyć czy odwiedzić jakieś miejsce, bo kręcili gdzieś jakiś film, albo coś. O ile na północnych wyspach, jeśli tak mogę to nazwać, czyli Lewis, czy Harris jest co zobaczyć i na Harrisa czy Barra wybrałbym się jeszcze raz, o tyle Uisty omijałbym szerokim łukiem. No chyba, że macie tyle czasu co ja. Ja spędziłem na jak to tu nazywają Outer Hebrides prawie 3 tygodnie.














