podróże
-
już dalej na północ na kołach się nie da – Dunnet Head
Minąłem półmetek trasy NC500. Oczywiście jeśli tak można powiedzieć. Podążałem do Thurso i planowałem tam zostać ze 2 dni, ale pogoda się poprawiła. Pojawiło się słońce i zakręcili deszcz. Czego chcieć więcej od życia. Jeśli mam zwiedzać, to lepiej przy takiej pogodzie niż gdy leje i leje.
Wyruszyłem więc z mojej miejscówki w kierunku miasta i wschodniego wybrzeża. Muszę Wam coś zdradzić. Trasa NC500 na pewno jest warta przejechania, ale jeśli nie macie dużo czasu, to lepiej poświęcić go jak najwięcej na zachodnią część. Wschodnia od ok. połowy północnej części to trochę
-
urocza miejscówka w Bettyhill
Północny zakątek Szkocji, nadal na trasie NC500.
Patrząc na mapę z tego miejsca, aż chciałoby się popłynąć na Wyspy Owcze. Wydają się tak w zasięgu. A gdyby już tam się dostać, to na Islandię. No prawie rzut beretem. Problem tylko taki, że żaden prom stąd nie pływa. Z Szetlandów również. Nieważne, że niemal zahacza o wyspy szetlandzkie w drodze na te owcze. Niby blisko, a jednak za daleko.
Jadąc w kierunku Thurso, bo miałem plan dojechać tam w ok. 2 dni i wreszcie nacieszyć się dostępem do internetu i jeszcze co ważniejsze nadrobić trochę zaległej relacji z Hebrydów trafiłem do ciekawego miasteczka. Niemal puste pomimo sezonu. Oczywiście malutkie, ale jest sklepik, jest muzeum a nawet basen. Do tego darmowy parking z toaletami oraz kranem z wodą pitną. Można tu oczywiście zostać, ale ja postanowiłem poszperać w okolicy i poszukać dostępu do morza. Miejscówek w okolicy znalazłem w sumie z 4 czy 5, ale wybrałem jedną z uwagi na
-
1000 dni na 8 m2 …i co dalej?
Minęło 1000 dni. 1000 dni od opuszczenia toskańskiego domu. 1000 dni w podróży. 1000 dni w kamperze. 1000 dni na 8 m2.
Najpierw trochę wspomnień poniżej, no i pomysły co dalej…Gdy wymyśliłem kampera w sensie, że też chcę i że go zaprojektuję i zbuduję, to wielu znajomych pukało się w czoło, niektórzy nawet szydzili, że nigdy nie zbuduję i nigdzie nie pojadę. Fakt, że i mnie dopadały chwile zwątpienia.
Pierwsze gdy szukałem bazy na której go zbuduję. To nie tak do końca hop siup. A jeszcze mieszkając w innym kraju, kupić zdalnie w drugim.
Później sama budowa. Fakt, że budowałem pod chmurką już czasem dawał w kość. Pogoda zmienna jest. Bywało ciężko, ale też się udało.
W końcu wyjazd. Miał być -
North Coast czyli północne wybrzeże NC500
Wreszcie dojechałem do Durness. Praktycznie dalej na północ się nie da. Miasteczko malutkie i o dziwo, gdy do niego dojeżdżałem telefon wydał interesujące dźwięki. Tak, odebrał maile, więc co to znaczy? Jest zasięg. A nie powinno być, bo przynajmniej na mapie zasięgu jest biała plama. Widać sieć Three postawiła nadajniki, a na mapie biało. Pozostałe sieci lipa. Da się tylko dzwonić. Znów Three przebija konkurencję. 😀
I jest też stacja z paliwem, a właściwie samoobsługowe pompy na kartę płatniczą. Dobre i to, bo paliwa mam poniżej ćwiartki. Cena mi się wybitnie nie spodobała, więc zatankowałem na wszelki wypadek tylko za 2 dychy.Kolejna stacja za kilkadziesiąt km a ja i tak miałem ponad ćwiartkę. Nie lubię jeździć na rezerwie. A tym bardziej w górach. Opuszczając Durness przestało padać. Nawet nie wiecie jaka to radość, gdy po tylu dniach znów zaświeci słońce. Kawałek na wschód znalazłem bardzo fajną miejscówkę. Zaraz obok parkingu można się przejechać na
-
urokliwa miejscówka w Rhiconich i zonk w Kinlochbervie
Ciągle pada… tralala la la laaa laaaaaaa. No a ja nadal twardo podążam na północ. W sumie do deszczu można się przyzwyczaić. A co. Postanowiłem, że skoro pada, to jadę aż znajdę zasięg internetu i zostanę tam, aż przestanie padać, albo znajdę miejsce gdzie nie pada i internet nie będzie potrzebny 🙂
Zawsze to jakiś plan. Jest tylko jeden problem. Wg map zasięgu tutejszych sieci internetu ma nie być przez pół trasy NC500. Dopiero gdzieś we wschodniej części ma być cywilizacja. No tak, na wschód, tam musi być jakaś cywilizacja. Gdzieś to już słyszałem 😀
-
na północ i jeszcze dalej
Planowałem tym razem spędzić min 3-4 tyg w północnej części Highlandów, czyli okolic trasy NC500. Jednak pogoda od ostatnich kilku tygodni zaczęła mnie już tak dobijać, że momentami chciałem wręcz nawrócić kamperem i pojechać na południe, a nie jeszcze bardziej na północ. Rano w Ullapool oczywiście lało, więc jedyne co mogłem, to jechać albo dalej i marzyć, że pogoda się poprawi, albo pier… wszystko i pojechać np. w Bieszczady.
Ruszyłem z Ullapool jednak w stronę Unapool a nie Bieszczad, w każdym razie cały czas w kierunku północnego wybrzeża i okolic miejscowości Durness.
-
pędzę i nie mogę się zatrzymać, od Skye do Ullapool
Całe szczęście, że trasę NC500 już częściowo przejechałem wcześniej i okolice miejscowości jak Applecross, Shieldaig, Gairloch, Pooleve odwiedziłem wcześniej. Mam tam kilka ślicznych miejscówek, które tak przy okazji już są naniesione na mapie. Opis znajdziecie tutaj: Applecross i NC500
A mapa z miejscówkami nadal w trakcie prac. Ale można już dołączyć do mojej grupy na FB: Darmowe miejscówki toscaneraTym razem chciałem być w tych okolicach, ale pogoda jaka była, wiecie, bo pisałem wcześniej. Po prostu non stop lało, a sprawdziłem w internetach i pogodynkach, że od Ullapool na północ nie pada. No, więc sami zgadnijcie. Postanowiłem
-
kamper a ochrona środowiska, czyli ekologiczne kamperowanie
Spotykam się czasem z kontrowersyjnymi opiniami n/t kamperowców, że to brudasy, że zanieczyszczają środowisko, wylewają nieczystości, że zostawiają po sobie góry śmieci. Czy tak jest na prawdę?
Możliwe, bo są takie osobniki i sam się spotkałem z tym, że ktoś wylewa szarą wodę na asfalt, albo o zgrozo, w Szkocji to ze 2x, gdy wylewał kasetę z toalety na plaży. Czy właśnie zostawiają po sobie jakieś śmieci. Ale czy więcej niż przeciętny „śmieciarz”? Wg mnie nie, ale i z tego co zauważyłem, to nie są to powiedzmy prawdziwi kamperowcy.
Tu zaraz ktoś powie, że ich bronię, albo padnie pytanie: „A kto to jest prawdziwy kamperowiec? Kto to w ogóle jest kamperowiec?
Wypada napisać krótkie wyjaśnienie. Kamperowiec to ktoś, kto podróżuje kamperem. Ot wszystko. Czyli każdy kto wysiada w dowolnym miejscu na świecie z kampera to kamperowiec. No niby tak, ale jak ze wszystkim w życiu, jedni podróżują z zamiłowania, dbają o środowisko i otoczenie, a inni dorwali się do kampera, bo to wolność, a wolność, to wolność, czyli wszystko wolno. I nie ważne, czy dopiero kupili czy wypożyczyli z wypożyczalni. Ważne, że mają wszystkich gdzieś. Takich jest mało, ale psują opinię i tych nie nazywałbym prawdziwymi kamperowcami. Czyli już wiecie. 🙂To jak to w końcu jest z tymi kamperowcami, kamperowaniem i ochroną środowiska? I o co chodzi temu toscanerowi z tą ekologią?






















