pory roku
-
urocze North Berwick
North Berwick. W tym miasteczku można by zamieszkać. Jest naprawdę urocze.
Byłem tu chyba z 20 razy i za każdym razem wracam z radością. Mili ludzie, prześliczne widoczki i kilka miejsc, gdzie można za darmo stanąć kamperem, w tym również przy samym morzu.
-
spadamy na południe
Czas spadać na południe. Nowy rok w Szkocji, polowanie na zorzę też zaliczone. Czas spadać tam gdzie ciepło. Hiszpania i Maroko czekają.
Plan taki: Edynburg, North Berwick – naprawdę urocze miasteczko, Dunbar i tu podejmujemy decyzję, czy spadamy na południe trasą wschodnią, czy M6, czyli zachodnią, a przy okazji Lake Districkt, Liverpool, Walia, Kornwalia i południowym wybrzeżem do Dover. Różnica w trasie dość znaczna, bo z Dunbar zaledwie ok. 800km i jesteśmy w Dover. Opcja druga to 1300-1500km. Zadecydujemy w Dunbar. Chociaż Lake District jest zawsze warte odwiedzenia. 🙂
Później się zobaczy. Wiele zależy od tego jak zmieni się pogoda. I gdzie będzie cieplej. Czy przez Paryż i w dół w stronę Marsylii, czy odbijemy w stronę Normandii i Bretanii. Jeśli wybrzeżem będzie znacznie cieplej, to zdecydowanie lepiej wybrać tą trasę. Zobaczmy 🙂Miejscówka przy morzu w Fife
Szerokość geograficzna: 56° 13’ 45” N -
włócząc się po północy, nowy rok i niespodziewany gość
Święta jednak w Edynburgu. Tak średnio lubię te świąteczne klimaty, bo to już nie to co kiedyś, gdy było się małym, czekało na gwiazdkę i jadło karpia. W Szkocji to nawet nie bardzo da się kupić karpia. Kolega obiecywał załatwić, ale nic z tego nie wyszło.
Dodatkowo dokładnie dzień przed świętami zdechł mi kupiony na allegro agregat. Przepracował dokładnie 53 godziny i umarł. Jako, że byłem w Edynburgu, to tego samego dnia pojechałem do sklepu i po prostu kupiłem nowiutki agregat. Komfort „mania” prądu za niemal free jednak jest uzależniający. Czemu za free? Opiszę problemy z agregatem i podam ile zużywa paliwa w osobnym wpisie. Ten jest o podróżowaniu. 🙂
Święta, święta i po świętach, jak to mówią, ale ważniejsze co potem. -
przyszła zima, szkocka zima
No więc postanowiłem upolować zorzę. Do tej pory się nie udało. Ale udało mi się upolować szkocką zimę.
Dla mnie bajer, chociaż przyznam, że przy temperaturach na minusie zacząłem mieć stracha o ilość paliwa, bo oczywiście po co tankować, jak się jedzie w góry i jest na plusie. Przecież stacje są wszędzie. A na plusie było, gdy wyjechałem. No ale dojechałem do jakiejś stacji na …rezerwie. No a później już było więcej stacji i nie było strachu.Powiem jedno, jest pięknie. Zamierzam poszlajać się w tych pięknych okolicznościach przyrody dłużej. Może spędzę i święta w górach jak rok temu. Znaczy ja nie obchodzę, ale po co mi siedzieć w mieście i słuchać „dżingyl bels” za każdym razem, gdy kupuję żarcie. Aha i jednak muszę kupić …piekarnik…
-
remember, remember the fifth of november
Płonie ognisko, ogromne ognisko…

Ale najpierw udaliśmy się na Skye. Heh, i jak to w Szkocji i jak to na Skye oczywiście musiało lać. Nawet nie udało się wdrapać na Old man of Stor. Chciałem zrobić fotki z samej góry. Ostatnim razem gdy byłem to okrutnie wiało i ledwo dało się aparat w ręce trzymać. O panoramie bez statywu nie było nawet co mówić.
Skye był dość nie przyjazdy tym razem. Postanowiliśmy wrócić na „ląd” czyli przejechać most i zatrzymać się przy A87 nad jeziorkiem Loch Cluanie. Po drodze widzieliśmy wiele, ale to wiele ognisk. Wielkich ognisk. Ciekawe czy zgadniecie z jakiej to okazji. I ciekawe czy zgadniecie jaki zamek jest na fotkach? 🙂
-
już dalej na północ na kołach się nie da – Dunnet Head
Minąłem półmetek trasy NC500. Oczywiście jeśli tak można powiedzieć. Podążałem do Thurso i planowałem tam zostać ze 2 dni, ale pogoda się poprawiła. Pojawiło się słońce i zakręcili deszcz. Czego chcieć więcej od życia. Jeśli mam zwiedzać, to lepiej przy takiej pogodzie niż gdy leje i leje.
Wyruszyłem więc z mojej miejscówki w kierunku miasta i wschodniego wybrzeża. Muszę Wam coś zdradzić. Trasa NC500 na pewno jest warta przejechania, ale jeśli nie macie dużo czasu, to lepiej poświęcić go jak najwięcej na zachodnią część. Wschodnia od ok. połowy północnej części to trochę
-
urocza miejscówka w Bettyhill
Północny zakątek Szkocji, nadal na trasie NC500.
Patrząc na mapę z tego miejsca, aż chciałoby się popłynąć na Wyspy Owcze. Wydają się tak w zasięgu. A gdyby już tam się dostać, to na Islandię. No prawie rzut beretem. Problem tylko taki, że żaden prom stąd nie pływa. Z Szetlandów również. Nieważne, że niemal zahacza o wyspy szetlandzkie w drodze na te owcze. Niby blisko, a jednak za daleko.
Jadąc w kierunku Thurso, bo miałem plan dojechać tam w ok. 2 dni i wreszcie nacieszyć się dostępem do internetu i jeszcze co ważniejsze nadrobić trochę zaległej relacji z Hebrydów trafiłem do ciekawego miasteczka. Niemal puste pomimo sezonu. Oczywiście malutkie, ale jest sklepik, jest muzeum a nawet basen. Do tego darmowy parking z toaletami oraz kranem z wodą pitną. Można tu oczywiście zostać, ale ja postanowiłem poszperać w okolicy i poszukać dostępu do morza. Miejscówek w okolicy znalazłem w sumie z 4 czy 5, ale wybrałem jedną z uwagi na
-
urokliwa miejscówka w Rhiconich i zonk w Kinlochbervie
Ciągle pada… tralala la la laaa laaaaaaa. No a ja nadal twardo podążam na północ. W sumie do deszczu można się przyzwyczaić. A co. Postanowiłem, że skoro pada, to jadę aż znajdę zasięg internetu i zostanę tam, aż przestanie padać, albo znajdę miejsce gdzie nie pada i internet nie będzie potrzebny 🙂
Zawsze to jakiś plan. Jest tylko jeden problem. Wg map zasięgu tutejszych sieci internetu ma nie być przez pół trasy NC500. Dopiero gdzieś we wschodniej części ma być cywilizacja. No tak, na wschód, tam musi być jakaś cywilizacja. Gdzieś to już słyszałem 😀
























