zloty, imprezy, spotkania
-
kolejna szkocka włóczęga, tym razem na 2 kampery
Oczywiście spotykamy się z Grzegorzem, który właśnie przyjechał z Polski i jutro ruszamy w wyprawę 3-4 tygodnie dookoła Szkocji. Kilka dni temu spotkałem się jeszcze z 3 załogami, które również przybyły z Polski, czyli z Januszem, Krzyśkiem, Elkiem i ich żonami. Wyszukałem miejscówkę z możliwością zrobienia serwisu. Oczywiście za darmo. Bo po co płacić, jeśli można za darmo 😛
Gdyby ktoś jeździł po Szkocji, to jest kilka w okolicy Edynburga, ale z wodą to na szybko z pamięci jedynie Musselburg i Falkirk. Z tym, że w Falkirk mamy tylko wodę. A na drugiej miejscówce, tej za darmo nie ma nawet wody.
Namiary GPS:
Falkirk Wheel koszt 3£ (parking zwodą):
55°59’57.8″N 3°50’25.3″W
55.999399, -3.840365
Kelpies – parking po lewej:
56°01’07.5″N 3°45’18.9″W - gotowanie w kamperze, kuchnia, podróże, przepisy na szybkie dania, Szkocja, zloty, imprezy, spotkania
sezon kamperowy w szkocji i grillowanie
Sezon kamperowy u nas rozpoczął się powiedzmy z miesiąc temu o ile można w ogóle powiedzieć, że na zimę się zakończył, ale zapomniałem rozpocząć sezon grillowy. Tak więc dziś naprawiliśmy ten błąd. Znajomi wpadli na moją nadmorską miejscówkę na dziko i uprawialiśmy grillowanie przy samym morzu. Pieseł też dostał smakołyków, które zostały po grillowaniu.
Świąteczne grillowanie nad morzem północnym:




-
kolejne spotkanie
Po „naprawieniu” lodówki …drabiną można jechać dalej. Pozostała jeszcze jedna lodówka do naprawy, ale to już niedługo. Zapasy uzupełnione i pędzimy na jutrzejsze spotkanie. Po drodze za Florencją zatrzymaliśmy się na sympatycznej miejscówce w Shignano z widoczkiem na Vaiano. Ufff Chłodniej. Ostatnie parę dni na dole nas mocno umęczyły. W Shignano warto stanąć jak już, nie na parkingu kamperowym, tylko tym naprzeciwko. Mamy wtedy ładny widoczek z okna kampera na dolinę z widokiem na Vaiano. Po za tym ja lubię takie ujęcia na dolinę, czy to z Prato, czy Florencją, czy inne miejsca.
Spotkanie
Pamiętacie miejscowość, gdzie spotkaliśmy się z załogą Kodiego? Dość wygodna lokalizacja, blisko autostrady i blisko ciekawych miejscówek.
Dokładnie w tym samy miejscu spotkaliśmy się z Piotrem i jego rodziną. I pojechaliśmy nad jeziorka. Tym razem nad to drugie. Sympatyczna miejscówka. W ciągu dnia walczyliśmy z lodówką, ale, jako, że na gazie żaden z nas nie znał się zbyt mocno, a pomoc online szła tak wolno, przeszliśmy do grillowania. Kolejnego dnia udaliśmy się do słonecznej doliny. Znacie już tą miejscówkę. Do tego jest tam darmowy prąd, więc mogliśmy znów odłożyć naprawę Piotra lodówki, bo dostała „papu” z sieci 230V, a my zajęliśmy się przyjemniejszymi rzeczami. Zbudowaliśmy nawet mini obóz, bo pomimo szalejącego ukropu na dole, tu w świetlistej dolinie na wysokości ok. 1,5 km m.n.p.m było aż za zimno. Tak jak lubię. 😀 -
Poggibonsi, San Gimignano i kierunek na Florencję…
Opuściliśmy marsjańskie krajobrazy i pojechaliśmy naszym naprawionym złomkiem w stronę Poggibonsi mijając w dali wieże San Gimignano. Tym razem odpuściliśmy sobie lody i prosto w stronę zaplanowanego celu. A tym było spotkanie z załogą Rigg’a, która będąc w Wenecji planowała zobaczyć coś również na południe od tego pięknego miasta.
W Poggibonsi nawet niezła miejscówka, powiedzmy na raz. Później popędziliśmy na jedną z naszych znajomych miejscówek w górach, gdzie mieliśmy się spotkać z Piotrkiem i jego rodziną. No dobra nasze popędziliśmy to brzmi hmmm, co najmniej dziwnie. Każdy chyba już wie, że to nie tak. Macie rację. Po drodze stanęliśmy jeszcze z 2 czy 3 razy w różnych miejscach. W każdym razie muszę też wspomnieć o małej przygodzie. Po ok. 6 miesiącach jeżdżenia zdarzył się wypadek. Ale na szczęście nic się nikomu ani niczemu nie stało. No może poza jednym jogurtem. 😛
Nie wytrzymało zamknięcie lodówki na jednym z rond, bo zachciało mi się wchodzić w zakręt niemal driftem a naprawdę to na 3-ce. Na drzwiach lodówki było tyle napitków, że same one ważyły pewnie dobre parę kg, no i masz. Huk i sru wszytko na podłodze. Zaczep wyrwany. Tymczasowe rozwiązanie na szybko zdało egzamin. Zamknięciem postanowiłem się zająć, gdy już będziemy pili piwko z Piotrkiem. Przy okazji może się uda naprawić jego lodówkę, bo zdechła w tych upałach…
O grillu wspominałem? No jak to bez grilla i zimnego piwka 😛 -
kolejny zlot w UK – maszyny parowe lokomobile
Podróże w czasie i przestrzeni…
Raz we Włoszech, znów we Francji a teraz Anglia. 🙂
Tu jesteśmy w górach we Włoszech, jest sierpień, upał, „jump” i jesteśmy w październiku na wyspie i do tego na zlocie koło Northwich i oglądamy …lokomobile. 😀
Muszę zaznaczać, że nie ma tu upału? Raczej nie. Nocami temperatury spadały i do +2C.
Za chwilę wrócę i tak do upałów, bo przed nami jeszcze Wenecja, Milano, Torino, Dolomity, Alpy itd.No dobra kilka fotek z obecnego zlotu, więcej będzie wiadomo kiedy… 😛
Swoją drogą fajne takie nieprzebijające się opony 😀 -
zlot kamperów i innych starych VW w Anglii
Jako, że jesteśmy w UK i ciągle się coś ciekawego dzieje postanowiłem się z Wami podzielić rąbkiem informacji.
W tamtym tygodniu byliśmy na zlocie starych kamperów na VW – tzw ogórki. Fajna impreza, ze 100 aut, były też garbusy i inne dziwolągi, mnóstwo fotek, ale wrzucę już pełną relację gdy dojdziemy do tego miejsca. Najstarszy kamper na ogórku był z 1955 roku, więc …staaaary.
A teraz kilka z nich, aby zrobić Wam smaka 😛
- awarie i naprawy w kamperze, kamperowanie latem, kuchnia, podróże, tematy techniczne, Toskania, Włochy, zloty, imprezy, spotkania
spotkania i pożegnania…
Kolejnego dnia po spotkaniu z załogą Kodiego, oni pojechali w stronę Polski, a my skoczyliśmy do Florencji po odbiór zamówionych części. Niektórzy może pamiętają problem z tłumikiem, a doszło jeszcze łożysko koła i sworznie do wymiany. Niestety włoskie drogi to masakra. No ale to trzeba trochę pojeździć poza autostradami żeby się o tym przekonać. My natłukliśmy jak dobrze pamiętam około 8 tysięcy kilometrów po samych Włoszech. Nawet zrobiłem małą foto kolekcję ich dziurawych dróg. Kiedyś poskładam w całość i wkleję.
W okolicach Florencji jest kilka ciekawych miejsc i kilka ładnych punktów widokowych na całą okolicę. Sama Florencja jest oczywiście też bardzo ciekawa. Nie tylko dla łowców kościołów.
Niektóre dojazdy w okolicach miasta mogą być wyzwaniem i nawet dla naszego dość krótkiego 5,6m kamperka zakręty były zbyt ciasne i ostre i trzeba było na 2-3x brać. Słaby skręt ma ten Jumperek. Jeżdżąc wcześniej tymi drogami nawet Alhambrą nigdy nie miałem takiej potrzeby.
Kolejnym punktem w planie była …znowu Pisa. Znowu, bo mieszkaliśmy tam i znamy sporo ludzi więc docelowo mieliśmy tam naprawić naszego kamperka u znajomego mechanika. Z tym, że z Florencji do Pisa można pojechać SS-em Fi-Pi-Li co zajmuje ok. godziny, ale można też naokoło przez… okolice Forli, dalej Apeninami przez Abetone aż po Massę i dalej np. Viareggio, co może zająć min. kilka dni. Takie sobie kółeczko. 😛


Wybraliśmy tą drugą opcję. A co. 😀
Do Florencji też jeszcze wrócę, bo mam sporo fotek, ale i zdradzę, gdzie można stanąć za darmo. Ale to innym razem. 🙂 -
spotkanie z kolejną załogą z Polski
Na tydzień, przed wstępnie umówionym spotkaniem nad Trasimeno, postanowiłem zadzwonić do Kodiego. Podjechaliśmy w miejsce, blisko owego hotelu, gdzie zawsze był zasięg i dzwonię.
Słyszę zrezygnowany głos. Co się stało? Kodi mówi, że się nie dadzą rady się z nami spotkać, bo planują wcześniej wracać, upały nie tylko nas wykończyły. Z tym, że my uciekliśmy w chłodne górki, a oni smażyli się na południowej patelni. Też bez klimatyzacji.
No szkoda, myślę. Ale lampka się zapaliła, przecież my jesteśmy wyżej, a oni na dole Włoch. Żeby wrócić do Polski muszą przejeżdżać przez okolicę. Może chociaż na dzień zrobią postój?
Oddzwonię, ale muszę coś sprawdzić.
Okazuje się, że autostrada, którą będą jechali jest tylko 100 parę km od nas, to już coś. Teraz pasuje przeskanować mapy pogodowe, gdzie chłodno, ale blisko autostrady. Założyłem, że Kodi nie przyjedzie na przełęcz ponad 100 km po górskich serpentynach. Pojedziemy my. Na szczęście znalazłem kilka miejscówek, gdzie temperatury były dla nas zadowalające, a jak się okazało i nie tylko dla nas. 😀
Wszystko co nasi „goście” musieli zrobić, to zjechać z autostrady ok. 10 km, a później kolejne kilka po wąskich drogach, aby dojechać do jeziorka.
Zakładam, że pogoda zaskoczyła nawet ich, bo jeszcze chwilę temu jechali w okolicach Florencji, a tam na mapach widziałem temperatury w okolicach +39C. Aż się wierzyć nie chce, że taka różnica.































