pory roku
-
pierwsze święta w kamperze
Jakby nie było święta w kamperze będą, Mamy nawet choinkę. Trochę w 2D, ale kto powiedział, że choinka, to ma zawsze być drzewko.
Do tego dostaliśmy świąteczne światełka ledowe i w kamperze panuje miniaturowy (adekwatny do powierzchni m2) świąteczny nastrój.
Co do planów. Gazu w butli zostało ok. 1kg, i wczoraj dokupiłem 8 kartuszy do kuchenki zewnętrznej. Z gazem tak już jest, że albo kończy się o 3 nad ranem jeśli ktoś ma ogrzewanie gazowe, albo dokładnie w święta, jeśli służy do gotowania. I nie żartuję, bo jednego roku we Włoszech skończył się dokładnie w wigilię i trzeba było jeździć i szukać gdzie tu wymienić butlę. Teraz gazu mamy aż nadto wiedząc ile zużywamy.
Nie planujemy robienia aż 12 świątecznych potraw, ale zaledwie 7-8 powinno być. Nie wiem kto to przeje. 😛Zresztą na pewno będzie relacja z gotowania i świętowania w górach Szkocji. Poza tym przeskanowałem pogodę i jest nadzieja na śnieg w górach w parku Cairngorms. Wg aplikacji, WU, którą kiedyś podawałem jest spore prawdopodobieństwo na śnieg. Chyba jedyne miejsce w całym UK. No jeszcze gdzieś całkiem na północy, ale to setki mil.
-
Trochę fotek…
Teraz trochę fotek…
Jak w średniowieczu po zmroku, kamperek czeka pod murami miasta

Widać nie tylko my czekaliśmy na tym parkingu do rana


-
Vagli sotto
Vagli Sotto – całkiem przyjazne miasteczko. W sierpniowym sezonie mieszka tu ok. 50 osób. Teraz pustka, ponoć 20 kilka. Ludzie przesympatyczni, chociaż na Amiata też super mili, ale tam kantowali na wszystkim nawet o 1/3. Tu nie mieliśmy okazji przetestować, bo czynny był tylko bar. O ile można orżnąć kogoś na kawie? Nas nic. My płacimy włoskie stawki. Max 1 euro za kawę. Więcej płacą tylko turyści, którzy tym samym nieświadomie padają ofiarą przestępstwa skarbowego. Tak tak, gdy widzicie cenę za kawę 1€, a wołają np. 3 przy płaceniu, to kupujecie, bierzecie paragon, dzwonicie na Guardia di Finanza. Knajpa leży, dostają sowitą karę, bo to jest przestępstwo w tym kraju. I wierzcie mi, że na takie coś reagują duuużo szybciej niż np. na zgłoszenie o kradzieży. 😀
A zwrot różnicy i tak dostaniecie. A jaka satysfakcja przy tym. 🙂Ale wracamy do fotek z Vagli Sotto, bo miasteczko na swój sposób urocze.
-
Nie zostaliśmy przy Lago Santo, z prostej przyczyny – zero zasięgu telefonów, internet też nie łapał nawet 2G, parking pustoszał. No i finalnie ten spory spad, a my nie mamy ręcznego. 😐
Jak tu spać bezstresowo. Gdyby cokolwiek, to nawet zadzwonić nie ma jak. Ciekawe czy na CB bym kogoś wywołał. Tubylcy mieli jakieś antenki na dachach, ale na CB mi to nie wyglądało.
O tym, że dupy nie urywa pisałem. Gdyby chociaż widok z okna na to jeziorko…
Jedziemy.
Wróciliśmy drugą drogą i pojechaliśmy do Abetone, gdzie postanowiliśmy przespać. Parking darmowy, trzeba tylko wrzucić „na rano” albo wcześnie wstać.Następnego dnia wymyśliliśmy żeby pojechać na most linowy na rzece Lima. Przy okazji trafiliśmy na znajomy polski akcent „oknoplast” – fotka 🙂

Dojście na most linowy od strony głównej drogi La Lima – Lucca zamknięty… Obsunęło się kawałek zbocza i po prostu przestało istnieć. Można jeszcze od strony Mammiano Basso, Popiglio, ale nie chciało nam się wracać. Most ma 227m długości i ma 80 cm szerokości. Na wysokości ok. 36m. Innym razem. Nie raz tu byliśmy i może będziemy. 😀Jedziemy dalej, tylko gdzie… hmmm.
-
5% technicznie…
Jak budowałem mojego kampera, to doczytałem, że większość ma dociążony tył i przez to przednio napędówki mają gorzej. Budując rozłożyłem tak masy, że dużo ciężkich rzeczy, woda, lodówka, akumulatory, szafka z ciężkim żarciem są z przodu. Bagaże z tyłu.
Do końca nie wiedziałem jak to się odbije. Ale nieraz czytałem o problemach z ruszeniem i kółka z przodu kręcą na mokrym.

Ok, to tyle na technicznie.
Moje intuicyjne rozłożenie mas sprawiło, że kamperek wspina się nawet na mokrym pod takie wzniesienia, że tubylcy patrząc kiwają głowami. Stromo, ciasno, a tu taką szafą. No cóż daje radę, ale wyjazd na lago santo, to było ok 14km na 3cim, a nieraz 2-gim biegu. Wbrew pozorom nie dlatego, że nie dawał rady tylko… no żeby utrudnić zagadkę, to skręcając w prawo mogłem szybciej wjeżdżać, a w lewo…. niestety wolniej. Koniec zagadki.Wiecie dlaczego? Bo
-
pada, wreszcie pada…
Dziś leje, więc siadłem do laptopa, chciałem wrzucić miejscówki wg map google, to internet lichy. Google map się nie otwiera. 🙁
Zresztą jak to z internetem bywa bo nie ma stałego łącza w kamperze. Raz jest, raz nie ma. Tak już jest.
Przerabiam sprawdzone miejscówki z AM na współrzędne do google. to zajmuje dużo czasu, a jeszcze zwiedzamy, jeździmy, imprezujemy, czasem naprawiamy coś w samochodzie.
3 dni temu mieliśmy upierdliwą awarię. Do dziś nienaprawiona, tylko „załapane”. Muszę części z Polski zamówić, bo tu 5x drożej
Muszę o niej napisać, to może ktoś coś doradzi.Wszystko będzie
Teraz ma padać najbliższe 4 dni, więc specjalnie dla wziąłem się za to i powrzucam w relację bieżące koordynaty, gdzie staliśmy, spaliśmy, parkowaliśmy.
Nawet jakbym miał posiedzieć przy laptopie kilka godzin.
Może tak będę już robił. A zaległe polecą hurtem, albo będę uzupełniał niechronologicznie.
-
dalsze wędrówki po górach
W zeszłym tygodniu przez przypadek 🙂 znaleźliśmy kilka fajnych miejscówek.
Dziś postanowiliśmy pomimo upału zrobić grill, bo po południu się trochę zachmurzyło i ochłodziło. Ochłodziło, znaczy temperatura spadła do 31C i lekko wiało.
Decyzja, dziś jemy pieczyste. Padło na boczek i moją wersję cevapcici. Wszystko z sosem tzatziki no i zimnym browarkiem.
Oczywiście nie zwariowaliśmy i żarełko było robione na zewnętrznej kuchence.
-
Lago Santo
Z moich znajomych nikt nigdy nie wspominał o tym polodowcowym jeziorze. A szkoda, bo warto. Chociaż z drugiej strony… Jak ktoś widział morskie oko, to dupy nie urywa. No i nie da się stanąć nad samym jeziorkiem.
Dojechać można drogą łatwiejszą, ale my wybraliśmy polecaną przez tubylca. W sumie nawet AM nie chciała puszczać nią, dopiero zmuszenie jej do współpracy zaowocowało, że jednak odnalazła jeszcze jedną dróżkę do Lago Santo w swoich mapach. Pojechaliśmy od strony Dogany.
Większość drogi jechaliśmy na 3-im biegu, a często i na 2-gim. Momentami droga wąziutka, że raczej kamperem o normalnych wymiarach, nie blaszanką chyba nie dałoby się przejechać. Gdy wjeżdżaliśmy w tą uliczkę w Dogana, to miejscowi wytrzeszczali oczy „A gdzie oni tu tym wielkim”
Większość ludzi w w wioskach po drodze jeździ głównie 4×4, a tu taka gablota. 🙂
Dojechaliśmy i warto było.

























