podróże
-
Vagli sotto
Vagli Sotto – całkiem przyjazne miasteczko. W sierpniowym sezonie mieszka tu ok. 50 osób. Teraz pustka, ponoć 20 kilka. Ludzie przesympatyczni, chociaż na Amiata też super mili, ale tam kantowali na wszystkim nawet o 1/3. Tu nie mieliśmy okazji przetestować, bo czynny był tylko bar. O ile można orżnąć kogoś na kawie? Nas nic. My płacimy włoskie stawki. Max 1 euro za kawę. Więcej płacą tylko turyści, którzy tym samym nieświadomie padają ofiarą przestępstwa skarbowego. Tak tak, gdy widzicie cenę za kawę 1€, a wołają np. 3 przy płaceniu, to kupujecie, bierzecie paragon, dzwonicie na Guardia di Finanza. Knajpa leży, dostają sowitą karę, bo to jest przestępstwo w tym kraju. I wierzcie mi, że na takie coś reagują duuużo szybciej niż np. na zgłoszenie o kradzieży. 😀
A zwrot różnicy i tak dostaniecie. A jaka satysfakcja przy tym. 🙂Ale wracamy do fotek z Vagli Sotto, bo miasteczko na swój sposób urocze.
-
Faaaajowy kamperek. Jak mówią znajomi Włosi „Ferraristą” się rodzi, a nie zostaje.
Coś chyba w tym jest, bo jedni znajomi, którzy mają Ferrari, mówią, że trzeba mieć nerwy, żeby tym jeździć – nic tak się nie psuje jak właśnie Ferrari. 😛
I jeszcze trochę fotek z okolicy:
-
Nie zostaliśmy przy Lago Santo, z prostej przyczyny – zero zasięgu telefonów, internet też nie łapał nawet 2G, parking pustoszał. No i finalnie ten spory spad, a my nie mamy ręcznego. 😐
Jak tu spać bezstresowo. Gdyby cokolwiek, to nawet zadzwonić nie ma jak. Ciekawe czy na CB bym kogoś wywołał. Tubylcy mieli jakieś antenki na dachach, ale na CB mi to nie wyglądało.
O tym, że dupy nie urywa pisałem. Gdyby chociaż widok z okna na to jeziorko…
Jedziemy.
Wróciliśmy drugą drogą i pojechaliśmy do Abetone, gdzie postanowiliśmy przespać. Parking darmowy, trzeba tylko wrzucić „na rano” albo wcześnie wstać.Następnego dnia wymyśliliśmy żeby pojechać na most linowy na rzece Lima. Przy okazji trafiliśmy na znajomy polski akcent „oknoplast” – fotka 🙂

Dojście na most linowy od strony głównej drogi La Lima – Lucca zamknięty… Obsunęło się kawałek zbocza i po prostu przestało istnieć. Można jeszcze od strony Mammiano Basso, Popiglio, ale nie chciało nam się wracać. Most ma 227m długości i ma 80 cm szerokości. Na wysokości ok. 36m. Innym razem. Nie raz tu byliśmy i może będziemy. 😀Jedziemy dalej, tylko gdzie… hmmm.
-
poranna kawa…
Wracam do uzupełnienia: wyjazd z Lago Santo – dzień „tuningu” wydechu. Jakaś luka na ponad pół tysiąca km się zrobiła.
Ale najpierw… kawa.Dziś trzeba jechać dalej i przed wyjazdem, chcę dowinąć trochę „sreberka”, ale postanowiłem przed wyjazdem uzupełnić lukę…
tyle, że bez kawy się nie da. Kawa z rana to jak świętość. A najlepsza to mielona młynkiem wolnoobrotowym i gotowana z przyprawami. W zależności od dnia mogą to być: cynamon, imbir, kardamon, skórka pomarańczy i jeszcze inne. Wszystko zależy od dnia. Dziś pomarańczowo – cynamonowa + odrobinka likieru + ciacho. W sam raz do łóżka. 🙂Jak wypiję „pojedziemy” dalej…
-
Trochę mechaniki i Animal Planet w jednym
3 czy 4 dni temu…
Jedziemy sobie, jedziemy i słyszę… normalnie Harley Dawidson.
A nie to u nas. 😛
Widziałem, że na wydechu był lekki przedmuch, dlatego silnik głośniej chodził, ale żeby aż tak? Szybki skan sytuacyjny i pamiętam mały zgrzyt na ostatnim zrzucie. Cholerne betonowe krążki. To chyba będzie to. Znaczy… Nie od razu, bo ujechaliśmy kilka km i nagle ten solidny bas, jak z BMW po wiejskim tuningu. Nie no porażka, do tego pod górę, zwalniam, jeszcze gorzej. Już wiem, że coś z wydechem, dziura albo coś. Jest kawałek wysepki, nawet drzewa i dzicz naokoło. Stajemy.
Zaglądam pod spód – ta fotka mówi wszystko.To koniec myślę. Gdzie ja tu na wiochach naprawię albo kupię taką rurę. Nie ,nie mogę szukać mechanika z taką prostą usterką. Coś wymyślę.
-
5% technicznie…
Jak budowałem mojego kampera, to doczytałem, że większość ma dociążony tył i przez to przednio napędówki mają gorzej. Budując rozłożyłem tak masy, że dużo ciężkich rzeczy, woda, lodówka, akumulatory, szafka z ciężkim żarciem są z przodu. Bagaże z tyłu.
Do końca nie wiedziałem jak to się odbije. Ale nieraz czytałem o problemach z ruszeniem i kółka z przodu kręcą na mokrym.

Ok, to tyle na technicznie.
Moje intuicyjne rozłożenie mas sprawiło, że kamperek wspina się nawet na mokrym pod takie wzniesienia, że tubylcy patrząc kiwają głowami. Stromo, ciasno, a tu taką szafą. No cóż daje radę, ale wyjazd na lago santo, to było ok 14km na 3cim, a nieraz 2-gim biegu. Wbrew pozorom nie dlatego, że nie dawał rady tylko… no żeby utrudnić zagadkę, to skręcając w prawo mogłem szybciej wjeżdżać, a w lewo…. niestety wolniej. Koniec zagadki.Wiecie dlaczego? Bo
-
CD koordynat z Toskanii
Z Montopoli jak pisałem zwialiśmy na strzała, byle przejechać do gór. Minęliśmy Lucca, tam nie stawaliśmy nigdy. Nie znam miejscówek. Ale jakieś mamy na liście.

No to lecimy:
San Cassiano: (ładne widoki, ale trzeba się wdrapać)
44.0381349,10.6356552 – spory parking, ale duży spad
44.0414001,10.6267261 – parking z placem zabaw
La Lima:
44.067196,10.7650798 – parking, nocowaliśmy, bardzo spokojnie.
44.0641615,10.7662386 – tu lepszy parking, ale nie jest równo.
Mammiano:
44.0568892,10.7756491 – w cieniu drzew z widoczkiem
Casotti:
44.0975893,10.7513067 – parking koło punktu informacji. Można zostać.
La Regine:
44.1323603,10.6857964 mniejszy darmowy, większy dla kamperów płatny. Nocowaliśmy tu też. Na przeciwko restauracja. 🙂
Abetone – kilka parkingów:
-
miejscówki dla kampera w Toskanii
Posiedziałem trochę przy g.map i odszukałem (przeniosłem z AM) część zapisanych lokalizacji…
Znad morza podałem w innym temacie, później przekopiuję i dorzucę więcej.
Tutaj tylko mały wycinek od spotkania z Janus’em:
Vinci:
43.7809152,10.9283741 – parking z cyganami, ale w rozmowie z jakimś urzędnikiem mieli ich usunąć stamtąd na zawsze.
43.7838132,10.9226449 – tu nocowaliśmy. Brak zrzutu i trochę pochyło.
Ponte a Elsa:
43.6910441,10.8964451 – nie byliśmy tu razem, ale znamy parking, można stanąć.
San Miniato:
43.6941859,10.8357413 – parking ze zrzutem
43.6930592,10.8322048 – można przenocować.
Castelfiorentino:
43.6088575,10.9634171 – zrzut, parking dla kamperów
43.59892,10.958844 – koło lidla też czasem stają

































