-
południowy Harris i widok na Taransay
Nie, nie, to nie ten prom i nie dziś 🙂
Ten omijam, bo przecież nie będę jeszcze wracał do Uig na Skye. Hehe. Pewnie niektórzy myśleli, że toscaner już się na zwiedzał Hebrydy.
Przecież to dopiero początek 🙂
Kolejne dni planuję spędzić na południowej części wyspy Harris. Rozważałem czy nie pojechać z rozpędu na prom płynący na wyspę North Uist, ale ta część Hebrydów znów mnie urzekła swoim pięknem i postanowiłem zaglądnąć niemal w każdą dziurę, skręcić w każdą uliczkę. W sumie już kilka razy tak sobie błądząc zajechałem komuś pod dom hahaha. Na szczęście to nie USA i nikt ze strzelbą nie wychodzi. Z reguły ktoś pomacha ręką albo zagada. A skąd? To mówię „Poland”. „Holland”? Nie, nie -
szaro, buro i ponuro, może czas opuścić tą wyspę…
Leje i leje, więc nuda. Fotki też nie wyjdą jakieś rewelacyjne, więc mało pstrykam. Ostatnie dni pogoda była typowo barowa. Niewiele jeździliśmy, a prom zarezerwowany na poniedziałek…
Postanowiliśmy, że skoro i tak szału nie ma to chociaż pojedziemy gdzieś, gdzie będzie jakiś zasięg internetu i chociaż nadrobię trochę mojego bloga i na szybko zobaczę co jeszcze warto zobaczyć. A później? Pewnie znów NC500 i może Szetlandy 😛
Zobaczymy.niewiele fotek, ale pokazują trochę jaki mamy klimat
-
plaża przy Huisinis
W ładnych miejscach lubię przystanąć na dłużej, zwiedzić okolicę. Tak było i tym razem. Leżenie na plaży to nie dla mnie. No może na chwilę, po innych aktywnościach. Postanowiłem wybrać się na wycieczkę po okolicznych górkach i dojść do sąsiedniej plaży oddalonej ok. 2km. Droga do niej ciekawa, bo górskimi ścieżkami. Chwilę się zastanawiałem czy brać ze sobą futrzaka, czy nie. Ale to mądra psina i nie robi głupot. Znaczy z reguły. Bo od reguł bywają wyjątki. Założyłem lepsze buty, bo warto o tym pomyśleć teraz. Jedyny błąd jaki zrobiłem, to nie wziąłem kurtki. Przy plaży było odczuwalnie ciepło i wydawało się, że nie będzie potrzebna. A to jednak godziny poranne.
Po drodze padał deszcze, wiał wiatr, ale gdy wracałem to nawet zaświeciło znów słońce. Widoki niesamowite. Warto dojść nie tylko do plaży, ale wdrapać się na pobliskie górki i z nich pstryknąć jakieś fotki, a najlepiej panoramiczne.Co mi się nie spodobało? Nawet tu, w miejscu, gdzie
-
karaibskie plaże i krowy hipisy
Wyspani, wypoczęci… żartuję. Nie za bardzo chce się spać, gdy właśnie dotarło się w nowe śliczne miejsca, które czekają na odwiedzenie. No może godzinka leżenia z zamkniętymi oczyma i rozmyślania gdzie najpierw.
Padło na powrót do Uig, bo trzeba złapać kontakt z bazą i sprawdzić kilka rzeczy. Internety to porażka w tej części świata, ale w Uig jakoś działał. Przy okazji załatwiamy temat biletowy na powrót, bo to min tydzień czekania. Tak się przynajmniej okazało na miejscu. Dziś poniedziałek, rano, a najbliższy prom na niedzielę za tydzień, ale to ciut za
-
i jeszcze trochę obrazków od Mull do Mallaig
Wczoraj miałem problemy z internetem, a zdjęć zrobiłem sporo, więc uznałem, że po prostu wstawię je w formie galerii. Te ważniejsze opisałem w poprzednim wpisie, a tu głównie widoczki. Od wyspy Mull, aż po Mallaig, gdzie pojechaliśmy kupić przynęty na rybki…
Galeria zdjęć poniżej:
-
Culross i steki
W Falkirk nocowaliśmy poprzednim razem, bo czekaliśmy aż ruszy ta machina. Ale nie ruszyła. Tym razem chcieliśmy być jak najbliżej morza, a Falkirk był miejscem postoju na kolację i dotankowanie wody. Jedno z niewielu miejsc, gdzie można podpiąć się wężem na szybkozłączkę i to za free. 😀
Nawet nie spodziewaliśmy się, tego, że w taki ziąb ktoś sobie będzie pływał.
Musiałem aż fotki zrobić. Czyli jak to mówią być w odpowiednim miejscu w odpowiednim czasie. A to w naszym przypadku dość częste.
Z Falkirk mam tylko jedną niemiłą sytuację, z przed miesiąc temu. Przebiłem koło na jednym z parkingów. Naprawa 15£. Gość zdjął gumę, nakleił łatkę, odczekał, założył oponę na felgę, napompował i niesie. Yyy, pytam, a wyważyć? A on, że do takich vanów się nie wyważa. Szczena w dół. Przecież wiem gdzie jestem. Dobra, to ja chcę. No to ok, wziął i wyważył. Cywilizacja. Zachód. Hahaha.

-
toscaner w Falkirk …
Miesiąc temu wracając ze szkockiej północy byliśmy w Falkirk, ale pogoda była brzydka i niewiele fotek zrobiłem. Po za tym sprzęt – śluza był jakiś taki nieruchawy, więc nie było sensu czekać czy ktoś zechce skorzystać z 11 w 1 jak to ponoć mówią.
Wtedy ze Szkocji uciekliśmy przed mrozami, które i tak nie nadeszły, a w Walii spotkały nas huragany do 160-170km/h i deszcz padał z każdej strony i nie tylko, bo jeszcze poziomo a nawet od dołu. Opuściliśmy Walię. A wspominałem o naszych znajomych z Lake District? Na szczęście wszystko ok i w ich miasteczku żadnych powodzi.























