Szkocja
-
kolorowe akcenty z północy i Port of Ness
Aby zrównoważyć szarość z poprzedniego wpisu dorzucam trochę kolorów z północnych okolic wyspy. Pomimo, że jest jak już pisałem, to jednak sporo kamperków przyjeżdża w te okolice. Widziałem i z Holandii i Niemiec i Francji. O tych z blachami GB nie wspominam, bo tych najwięcej. To logiczne. Od latarni pojechaliśmy w jeszcze jedno ciekawe miejsce. Port of Ness. Kojarzy się trochę z Loch Ness, z tym, że Loch to szkocka nazwa Lake, czyli jezioro. Stąd wszystkie jeziora w Szkocji to Loch coś tam.
Mieliśmy nadzieję, że poza widokiem ładnej plaży, może uda się coś złowić. Na miejscu z wędkami byli Francuzi i Szkoci. Jednak po dłuższej pogawędce oka -
w tym smutnym jak pi.da mieście
„Przydałoby się trochę polotu i finezji w tym smutnym jak pizda mieście …”
Taki cytat z jednego polskiego filmu mi się nasunął gdy przejeżdżaliśmy przez miasteczko w okolicy, a w sumie kilka miasteczek i wiosek.
Kto mnie zna, wie, że gdy ja opisuję coś, to piszę jak jest, a nie tylko ochy i achy.
To że wyspa Lewis jest bardziej płaska od Harris można przeczytać w każdym przewodniku i zobaczyć na mapie. Nie spodziewałem się jednak, że zobaczę takie widoki. -
na końcu świata, no prawie
No prawie na końcu świata, ale dalej już nie pojedziemy, bo się nie da. Można tylko popłynąć i to raczej tylko wpław na Wyspy Owcze. Promu ze Szkocji nie ma, pomimo, że to prawie rzut beretem. Na prom ma monopol jakaś linia pływająca z Danii. Trochę lipa, ale nic nie zrobimy. Ale pogoda do bani, więc najlepszą opcją jest zostać tu na noc, a jutro zobaczymy.
Czyli jedziemy ze Stornoway do Butt of Lewis Lighthouse, czyli kolejna latarnia i północny kraniec wyspy.I foteczki, tu opu
-
Stornoway – czas złapać zasięg i może jakieś rybki
3 dni w jednym miejscu wystarczy na zwiedzenie okolicy. Czas złapać zasięg i wrzucić fotki na bloga, zrobić zakupy. Jeśli chodzi o zasięg to jest krucho. Bardzo krucho. Ale wiem, bo sprawdziłem, że w Stornoway jest. Spore miasto. Zasięg i to nie tylko w sieci Three, ale może i w innych. Aha i jest Tesco i inne sklepy. Czyli przy okazji zrobi się zakupy.
Z tego miasta pływa też prom, można by już się zawinąć, ale to tylko opcja, z której nie skorzystam 😀
Na noc zostajemy obok parkingu promowego. Niezbyt cicho, bo ciągle przyjeżdżają miejscowi gówniarze autami z zjebanym tłumikiem. Oni to chyba tjuningiem nazywają. A ja przedłużeniem fiuta. Bo jak nie widać, to -
plaża przy Huisinis
W ładnych miejscach lubię przystanąć na dłużej, zwiedzić okolicę. Tak było i tym razem. Leżenie na plaży to nie dla mnie. No może na chwilę, po innych aktywnościach. Postanowiłem wybrać się na wycieczkę po okolicznych górkach i dojść do sąsiedniej plaży oddalonej ok. 2km. Droga do niej ciekawa, bo górskimi ścieżkami. Chwilę się zastanawiałem czy brać ze sobą futrzaka, czy nie. Ale to mądra psina i nie robi głupot. Znaczy z reguły. Bo od reguł bywają wyjątki. Założyłem lepsze buty, bo warto o tym pomyśleć teraz. Jedyny błąd jaki zrobiłem, to nie wziąłem kurtki. Przy plaży było odczuwalnie ciepło i wydawało się, że nie będzie potrzebna. A to jednak godziny poranne.
Po drodze padał deszcze, wiał wiatr, ale gdy wracałem to nawet zaświeciło znów słońce. Widoki niesamowite. Warto dojść nie tylko do plaży, ale wdrapać się na pobliskie górki i z nich pstryknąć jakieś fotki, a najlepiej panoramiczne.Co mi się nie spodobało? Nawet tu, w miejscu, gdzie
-
karaibskie plaże i krowy hipisy
Wyspani, wypoczęci… żartuję. Nie za bardzo chce się spać, gdy właśnie dotarło się w nowe śliczne miejsca, które czekają na odwiedzenie. No może godzinka leżenia z zamkniętymi oczyma i rozmyślania gdzie najpierw.
Padło na powrót do Uig, bo trzeba złapać kontakt z bazą i sprawdzić kilka rzeczy. Internety to porażka w tej części świata, ale w Uig jakoś działał. Przy okazji załatwiamy temat biletowy na powrót, bo to min tydzień czekania. Tak się przynajmniej okazało na miejscu. Dziś poniedziałek, rano, a najbliższy prom na niedzielę za tydzień, ale to ciut za
-
z Uig do Tarbert, przeprawa promem i przyjaźnie między zwierzęce
Nie wyspałem się. Jak zwykle, gdy trzeba wcześnie wstać. Znaczy już tak mam, że potrafię wstać o jakiejś godzinie nawet bez budzika, ale gdy coś pilnego ustawiam go na wszelki wypadek. Prom wcześnie rano, więc ustawiłem budzik ok. 50 min przed. Pies, kawa to ok 10-15 min i gotowy. Czyli poczekam na prom z 30-40 min. Na wszelki wypadek umówiliśmy się z Grzegorzem, że kto wstanie wcześniej, a drugi śpi, to walimy w kampera sąsiada, żeby też wstał.
Rano ktoś wali w drzwi mojego kampera. O kur… myślę. Zaspałem?
Patrzę na zegarek. Nie. Jeszcze czas, to co do cholery. Po chwili już wiem. Obsługa -
Skye i śladami dinozaurów… ale bez zasięgu
Ruszamy. Przed nami wodospad na Skye i inne ciekawe miejsca. A niedaleko jest plaża i miejsce gdzie może uda się coś złowić.
Najpierw jedziemy na półtam nocną miejscówkę sprawdzić jak to z rybkami będzie, bo Grzesiek chciałby wreszcie coś złowić. A i ja zjadłbym coś z morza. Najlepiej łososia. 😛 Ale złowienie łososia to nie tak hop. Może chociaż makrele 🙂























