podróże
-
pada, wreszcie pada…
Dziś leje, więc siadłem do laptopa, chciałem wrzucić miejscówki wg map google, to internet lichy. Google map się nie otwiera. 🙁
Zresztą jak to z internetem bywa bo nie ma stałego łącza w kamperze. Raz jest, raz nie ma. Tak już jest.
Przerabiam sprawdzone miejscówki z AM na współrzędne do google. to zajmuje dużo czasu, a jeszcze zwiedzamy, jeździmy, imprezujemy, czasem naprawiamy coś w samochodzie.
3 dni temu mieliśmy upierdliwą awarię. Do dziś nienaprawiona, tylko „załapane”. Muszę części z Polski zamówić, bo tu 5x drożej
Muszę o niej napisać, to może ktoś coś doradzi.Wszystko będzie
Teraz ma padać najbliższe 4 dni, więc specjalnie dla wziąłem się za to i powrzucam w relację bieżące koordynaty, gdzie staliśmy, spaliśmy, parkowaliśmy.
Nawet jakbym miał posiedzieć przy laptopie kilka godzin.
Może tak będę już robił. A zaległe polecą hurtem, albo będę uzupełniał niechronologicznie.
-
dalsze wędrówki po górach
W zeszłym tygodniu przez przypadek 🙂 znaleźliśmy kilka fajnych miejscówek.
Dziś postanowiliśmy pomimo upału zrobić grill, bo po południu się trochę zachmurzyło i ochłodziło. Ochłodziło, znaczy temperatura spadła do 31C i lekko wiało.
Decyzja, dziś jemy pieczyste. Padło na boczek i moją wersję cevapcici. Wszystko z sosem tzatziki no i zimnym browarkiem.
Oczywiście nie zwariowaliśmy i żarełko było robione na zewnętrznej kuchence.
-
Lago Santo
Z moich znajomych nikt nigdy nie wspominał o tym polodowcowym jeziorze. A szkoda, bo warto. Chociaż z drugiej strony… Jak ktoś widział morskie oko, to dupy nie urywa. No i nie da się stanąć nad samym jeziorkiem.
Dojechać można drogą łatwiejszą, ale my wybraliśmy polecaną przez tubylca. W sumie nawet AM nie chciała puszczać nią, dopiero zmuszenie jej do współpracy zaowocowało, że jednak odnalazła jeszcze jedną dróżkę do Lago Santo w swoich mapach. Pojechaliśmy od strony Dogany.
Większość drogi jechaliśmy na 3-im biegu, a często i na 2-gim. Momentami droga wąziutka, że raczej kamperem o normalnych wymiarach, nie blaszanką chyba nie dałoby się przejechać. Gdy wjeżdżaliśmy w tą uliczkę w Dogana, to miejscowi wytrzeszczali oczy „A gdzie oni tu tym wielkim”
Większość ludzi w w wioskach po drodze jeździ głównie 4×4, a tu taka gablota. 🙂
Dojechaliśmy i warto było.
-
parkingi w Abetone
Gdyby ktoś chciał stawać na parkingu w Abetone i tam zostać, to wklejam cennik. Moim zdaniem warto. Tym bardziej, że płacimy tylko za stanie w dzień.
-
górskie wędrówki…
Nie wiem czy ktoś jeszcze czyta, czy wszyscy już też na wakacjach?
Jak pisałem uciekliśmy przed upałami, które ostatniego dnia „na dole” dobiły nawet 38C. Celem – góry. Abetone i okolice. Tam temperatury miały być znośne, przeciętnie ok. 10C mniej. Kuszące. Pojechaliśmy najpierw do Lucca i stamtąd w stronę gór. Wlekliśmy się zgodnie z przepisami, a czasem nawet na zasadzie „ograniczenia – to maksymalna prędkość”.

Momentami jechaliśmy tak wolno, że wyprzedzały nas nawet stare Pandy.
Z każdym kilometrem odczuwaliśmy coraz chłodniejsze podmuchy wiatru, chłodniej i chłodniej. Nie śpiesząc się, bo po drodze sprawdziliśmy kilka miejsc, dojechaliśmy do Abetone ok. 20ej. Temperatura jak pamiętam 23C. Cudowny chłód. W porównaniu z poprzednim dniem to jakieś 15C mniej. Zostajemy. Kilka kilometrów wcześniej „wbiłem flagę” w AM z fajnym parkingiem. Widok chyba nawet ładniejszy niż z głównego parkingu w Abetone. No ale o gustach…
Postanowiliśmy „zamieszkać”. Zapytaliśmy jeszcze w restauracji, czy jakiś problem tu zostać. Zero.
Mogliśmy oczywiście zostać w Abetone na parkingu dla kamperów. Darmowy od 20 – 7 rano. No ale nie chciało nam się wcześnie wstawać. Albo wrzucać cennych eurów, gdy z boku są darmowe. -
sklonowali nas
Wiele osób woli karty, zamiast gotówki i ok. Każdy używa tego co woli. Jak to przeczytacie, to parę osób z was może się zastanowi, czy ta gotówka jest taka zła jak to „elyty” mówią, a te plastiki takie za-je-biste. Przynajmniej we Włoszech.
Chodzi konkretnie o sklonowanie karty – plastiku. Z reguły nie wypłacam pieniędzy w bankomatach, a wręcz jest to rzadkość. Głównie kartą się płaci. Kilka dni temu, zakupy jak zawsze i przy kasie wiocha. Pin nie wchodzi, dobrze, że mieliśmy papiery (ojro) w kieszeni. Ale i tak dziwna sprawa. No dobra, jedziemy do bankomatu (czego nigdy nie robimy) wybrać trochę ojrów i zeżarło kartę.
Infolinia, niewiele powiedzieli, skierowali do oddziału, gdzie pokażemy ID to powiedzą więcej. Najbliższy oddział „na dole”. Przez „na dole” mam na myśli nie w okolicy, gdzie byliśmy w górach.I wyszło. Kartę sklonowali w …sklepie!! Na naszych oczach. Widocznie czytnik był spreparowany odpowiednio do klonowania. Dodam, że karta z chipem !!
-
wyszukiwanie miejscówek
No dobra, czas zdradzić, jak to wygląda z wyszukiwaniem fajnych miejscówek.
Lokalizacje.
Najczęściej wyszukujemy je na włoskich stronach. Mnie osobiście wku..wiają włoskie strony, bo w 9/10 przypadkach nawigowanie po nich jest jak za króla ćwieczka. A co najmniej lata 90te. No ale jakoś trzeba.
Druga opcja to taka, że odkąd mamy kampera, to po prostu jeżdżąc tu i tak pytamy o miejsca, zrzut, woda itd. miejscowych albo innych kamperowców. Jest naprawdę dużo „kranów” z krystalicznie czystą wodą, ale nie znajdziecie ich nigdy, nigdzie w żadnych google czy stronach. Są jakieś mapy typu open i użytkownicy dodają. Niebawem wrzucę kilka namiarów na fajne linki.
Chyba, że w danym regionie jest jakaś firma, która je zamontowała i przez przypadek ma stronę internetową. Czasem znajdziemy to tylko na stronie danej gminy. -
kierunek, tam gdzie chłód…
Wiem, mam jeszcze do nadrobienia zaległą „wiosenną” część relacji.
Ale teraz jesteśmy w Apeninach, no i pora na obiadek. Akurat ładna miejscówka się trafiła. A to dzięki przeoczeniu jednego znaku.
Pytając o drogę starego Włocha i przy okazji „czy jest jakiś parking, żeby stanąć i zjeść?” Co jak co, ale dla Włocha hasło „zjeść”, to jak święto. Polecił nam fajne miejsce. Odpaliłem kamperka, brum, brum i tak oto trafiliśmy w nieplanowane miejsce.
Finalnie decyzja – zostajemy. Czas coś zjeść.






























