podróże
-
wyszukiwanie miejscówek
No dobra, czas zdradzić, jak to wygląda z wyszukiwaniem fajnych miejscówek.
Lokalizacje.
Najczęściej wyszukujemy je na włoskich stronach. Mnie osobiście wku..wiają włoskie strony, bo w 9/10 przypadkach nawigowanie po nich jest jak za króla ćwieczka. A co najmniej lata 90te. No ale jakoś trzeba.
Druga opcja to taka, że odkąd mamy kampera, to po prostu jeżdżąc tu i tak pytamy o miejsca, zrzut, woda itd. miejscowych albo innych kamperowców. Jest naprawdę dużo „kranów” z krystalicznie czystą wodą, ale nie znajdziecie ich nigdy, nigdzie w żadnych google czy stronach. Są jakieś mapy typu open i użytkownicy dodają. Niebawem wrzucę kilka namiarów na fajne linki.
Chyba, że w danym regionie jest jakaś firma, która je zamontowała i przez przypadek ma stronę internetową. Czasem znajdziemy to tylko na stronie danej gminy. -
kierunek, tam gdzie chłód…
Wiem, mam jeszcze do nadrobienia zaległą „wiosenną” część relacji.
Ale teraz jesteśmy w Apeninach, no i pora na obiadek. Akurat ładna miejscówka się trafiła. A to dzięki przeoczeniu jednego znaku.
Pytając o drogę starego Włocha i przy okazji „czy jest jakiś parking, żeby stanąć i zjeść?” Co jak co, ale dla Włocha hasło „zjeść”, to jak święto. Polecił nam fajne miejsce. Odpaliłem kamperka, brum, brum i tak oto trafiliśmy w nieplanowane miejsce.
Finalnie decyzja – zostajemy. Czas coś zjeść.
-
Abetone?
Nie będę tym razem wgłębiał się w techniczne i elektryczne strony znalezionych elektrycznych problemów w Hymerze znajomych zza niemieckiej granicy.
W każdym razie wyjaśniłem im kilka spraw, a o problem z lodówką, który mieli (ja nie fachowiec) dopytałem telefonicznie Grzegorza, będącego teraz w Grecji.
No przecież nie można pić ciepłego piwa. Musiałem im pomóc.
Spodobał im się pomysł z wentylatorkami. Tyle, że komin u nich idzie na dach, więc zgodnie z sugestią zamontują wentylatorki „pchające” powietrze w dolnej kratce. Koniec technicznych, wracamy do kamperowania… 😛Jako, że zrobiło się południe, gorąc okrutny, a i zjeść już coś trzeba, wpadliśmy razem na pomysł zbudowania „obozu” do ochrony przed słońcem. Niestety w pełnym słońcu, ale pod markizą.
Dodatkowo zastosowałem „klimatyzację wodną” i przez cały dzień wylaliśmy z 50-100 wiader z wodą wokół naszego obozu. Włosi myją tu nawet samochody, a my w szczytniejszym celu. No sumienie czyste. -
Grad… ale nie u nas ufff
CIEKAWOSTKA
Będąc w Volterra rozważaliśmy dwie opcje ucieczki przed gorącem. Obie to góry…
1. Abetone i temperatury ok. 25C. Odległość ok. 150km.
2 Amiata i temperatury ok. 27C. Odległość ok. 160km.
Na Amiata, gdzie byliśmy w zimie poznaliśmy fajnych znajomych i teraz rozważając „ucieczkę” w chłodne mieliśmy plan ich odwiedzić. Oczywiście dzwonimy 5-go wieczorem, aby upewnić się czy są itd.
Dziwna sprawa. Przez niemal godzinę nie udało nam się pogadać – problemy z siecią albo coś.
Uznaliśmy to jako znak, żeby nie jechać na Amiatę. Innym razem. Amiata nie ucieknie.Dziś czytamy w wiadomościach, że wczoraj 7-go…
-
Abetone i inne górskie miejsca?
Zgodnie (częściowo) z planem Udaliśmy się w stronę Abetone i okolic. Częściowo, ponieważ postanowiliśmy zahaczyć o znajomy parking z serwisem w Montopoli. W Volterra, do której wróciliśmy, nie ma darmowego serwisu (darmowy zasypali), więc drogę do Abetone podzieliliśmy na 2 etapy.
Do późnego wieczorka zostaliśmy na naszej górce widokowej (Janus wie gdzie to), a ja później wrzucę miejscówkę. Zmieszczą się 2, max 3 mniejsze kamperki i są ławeczki.
I na noc pojechaliśmy do wspomnianego Montopoli. Plan na rano – szybki serwis, wymiana od dawna odkładanego paska, który został przypalony podczas wspomnianej kiedyś awarii i hop w góry. Żeby zdążyć przed południowym piekłem. Plany jak zwykle są po to, żeby je zmieniać. Tym razem więc, nie mogło być inaczej.
Rano wymieniam sobie pasek, a tu przychodzi Niemiec i pyta, czy z czymś pomóc. -
pierwsze upały
Upały zaczęły już dawać się we znaki. Pomimo, że kalendarzowego lata jeszcze nie ma. Pora uciekać w górki. 🙂 Najpierw oczywiście nad morze, bo przecież nad morzem chłodno, ale powietrze ani drgnęło, więc trzeba było podjąć radykalne kroki i wiać w góry. Różnica niemal 8-10C w zależności, które miejscowości porównałem.
Zapomniałem napisać. Od naszych gości dostaliśmy sok i twaróg (biały ser), którego tu, pomimo ogromnego wyboru serów, nie da się kupić w wersji jaką znamy z Polski. M. się ucieszyła i już zaplanowała pierogi i coś jeszcze. Robił ktoś kiedyś pierogi w kamperze?No i porównanie temperatur. Niby to tylko ok. 150 km, ale sami widzicie…
środek piekła:
-
jeszcze z Toskanii
I jeszcze trochę fotek…
Przy okazji fotki toskańskich dróg. Dobrze uważać i jechać ostrożnie, bo naprawa zawieszenia może nas czekać szybciej, niż ustawa przewiduje. 🙂
-
znajomi z Polski
Znowu kilka dni uciekło, ale dla odmiany będzie trochę na bieżąco.
Spotkaliśmy się z Janus’em i jego żoną w Vinci. Jechali do Cortony, a my akurat byliśmy w „pobliżu”. No może 80km, ale jednak to „pobliże”.
Oczywiście miałem okazję zobaczyć najwyższą wersję Boxera w tej samej „budzie” i muszę powiedzieć, że zazdroszczę. Ile miejsca nad głową i te przestrzenie…

Przy okazji znowu odwiedziliśmy (razem) m.in. Volterrę. Dawno nie byłem 😛
A mieszkaliśmy tu ok. 2 lata 😛
Znam tu trochę ciekawych miejsc, w których można stanąć i odpocząć po trudach podróży.
Albo po prostu stanąć i mieć wszystko wiadomo gdzie, nic nie robić, nie mieć zmartwień, chłodne winko w cieniu pić.
Koniecznie w cieniu, bo temperatury dobiły nawet do 36C (w cieniu).
W Vinci jest muzeum Leonardo da Vinci, ale





























