podróże
-
Abetone?
Nie będę tym razem wgłębiał się w techniczne i elektryczne strony znalezionych elektrycznych problemów w Hymerze znajomych zza niemieckiej granicy.
W każdym razie wyjaśniłem im kilka spraw, a o problem z lodówką, który mieli (ja nie fachowiec) dopytałem telefonicznie Grzegorza, będącego teraz w Grecji.
No przecież nie można pić ciepłego piwa. Musiałem im pomóc.
Spodobał im się pomysł z wentylatorkami. Tyle, że komin u nich idzie na dach, więc zgodnie z sugestią zamontują wentylatorki „pchające” powietrze w dolnej kratce. Koniec technicznych, wracamy do kamperowania… 😛Jako, że zrobiło się południe, gorąc okrutny, a i zjeść już coś trzeba, wpadliśmy razem na pomysł zbudowania „obozu” do ochrony przed słońcem. Niestety w pełnym słońcu, ale pod markizą.
Dodatkowo zastosowałem „klimatyzację wodną” i przez cały dzień wylaliśmy z 50-100 wiader z wodą wokół naszego obozu. Włosi myją tu nawet samochody, a my w szczytniejszym celu. No sumienie czyste. -
Grad… ale nie u nas ufff
CIEKAWOSTKA
Będąc w Volterra rozważaliśmy dwie opcje ucieczki przed gorącem. Obie to góry…
1. Abetone i temperatury ok. 25C. Odległość ok. 150km.
2 Amiata i temperatury ok. 27C. Odległość ok. 160km.
Na Amiata, gdzie byliśmy w zimie poznaliśmy fajnych znajomych i teraz rozważając „ucieczkę” w chłodne mieliśmy plan ich odwiedzić. Oczywiście dzwonimy 5-go wieczorem, aby upewnić się czy są itd.
Dziwna sprawa. Przez niemal godzinę nie udało nam się pogadać – problemy z siecią albo coś.
Uznaliśmy to jako znak, żeby nie jechać na Amiatę. Innym razem. Amiata nie ucieknie.Dziś czytamy w wiadomościach, że wczoraj 7-go…
-
Abetone i inne górskie miejsca?
Zgodnie (częściowo) z planem Udaliśmy się w stronę Abetone i okolic. Częściowo, ponieważ postanowiliśmy zahaczyć o znajomy parking z serwisem w Montopoli. W Volterra, do której wróciliśmy, nie ma darmowego serwisu (darmowy zasypali), więc drogę do Abetone podzieliliśmy na 2 etapy.
Do późnego wieczorka zostaliśmy na naszej górce widokowej (Janus wie gdzie to), a ja później wrzucę miejscówkę. Zmieszczą się 2, max 3 mniejsze kamperki i są ławeczki.
I na noc pojechaliśmy do wspomnianego Montopoli. Plan na rano – szybki serwis, wymiana od dawna odkładanego paska, który został przypalony podczas wspomnianej kiedyś awarii i hop w góry. Żeby zdążyć przed południowym piekłem. Plany jak zwykle są po to, żeby je zmieniać. Tym razem więc, nie mogło być inaczej.
Rano wymieniam sobie pasek, a tu przychodzi Niemiec i pyta, czy z czymś pomóc. -
pierwsze upały
Upały zaczęły już dawać się we znaki. Pomimo, że kalendarzowego lata jeszcze nie ma. Pora uciekać w górki. 🙂 Najpierw oczywiście nad morze, bo przecież nad morzem chłodno, ale powietrze ani drgnęło, więc trzeba było podjąć radykalne kroki i wiać w góry. Różnica niemal 8-10C w zależności, które miejscowości porównałem.
Zapomniałem napisać. Od naszych gości dostaliśmy sok i twaróg (biały ser), którego tu, pomimo ogromnego wyboru serów, nie da się kupić w wersji jaką znamy z Polski. M. się ucieszyła i już zaplanowała pierogi i coś jeszcze. Robił ktoś kiedyś pierogi w kamperze?No i porównanie temperatur. Niby to tylko ok. 150 km, ale sami widzicie…
środek piekła:
-
jeszcze z Toskanii
I jeszcze trochę fotek…
Przy okazji fotki toskańskich dróg. Dobrze uważać i jechać ostrożnie, bo naprawa zawieszenia może nas czekać szybciej, niż ustawa przewiduje. 🙂
-
znajomi z Polski
Znowu kilka dni uciekło, ale dla odmiany będzie trochę na bieżąco.
Spotkaliśmy się z Janus’em i jego żoną w Vinci. Jechali do Cortony, a my akurat byliśmy w „pobliżu”. No może 80km, ale jednak to „pobliże”.
Oczywiście miałem okazję zobaczyć najwyższą wersję Boxera w tej samej „budzie” i muszę powiedzieć, że zazdroszczę. Ile miejsca nad głową i te przestrzenie…

Przy okazji znowu odwiedziliśmy (razem) m.in. Volterrę. Dawno nie byłem 😛
A mieszkaliśmy tu ok. 2 lata 😛
Znam tu trochę ciekawych miejsc, w których można stanąć i odpocząć po trudach podróży.
Albo po prostu stanąć i mieć wszystko wiadomo gdzie, nic nie robić, nie mieć zmartwień, chłodne winko w cieniu pić.
Koniecznie w cieniu, bo temperatury dobiły nawet do 36C (w cieniu).
W Vinci jest muzeum Leonardo da Vinci, ale -
dziwne makarony
Chwilę nie pisałem, ale chyba straciłem wenę. Poza tym jest ciepło i można już się nawet w morzu kąpać. Mniej czasu przy komputerze itd.
Cały czas mam na uwadze nadrobić zaległości, bo za 2-3 tyg planujemy opuścić Włochy. Pasowałoby by być już na bieżąco.
Po ok. 5 miesiącach kamperowania na dziko we Włoszech doszliśmy do wniosku, że w 99% kamperowcy tu tak kamperujący są dziwni, a na pewno my nie pasujemy do nich.
Gdy było jeszcze zimno, to oczywista spawa, że tych kamperów było mniej na parkingach (dla kamperów). Ale teraz gdy sezon już się niemal zaczął i jest automatycznie kamperów dużo. Myślałem, że to się zmieni.Ale o co mi chodzi?
-
Kamper – styl życia, wolność…
KAMPER – STYL ŻYCIA NA DZIKO i WOLNOŚĆ.
Takie „dziczenie po Europie” to nie jest coś w formie zaplanowanych wakacji od miejscowości A do W i po drodze B, C, D….
Nie jest tak, że biegamy codziennie po kolejnych miastach, żeby zobaczyć każdą uliczkę i zrobić 200 fotek. I jeszcze wszystko na FB. Dziś tu, a jutro już pędzimy do następnego. NIE!
Jeśli chciałoby się przez pół roku, albo rok tak ganiać, to ja mam gdzieś takie życie i takie wakacje. Wracam do siebie i wolę hodować… np. marchew.
Plan jest. Oczywiście. Ale w nim jest tylko A i jest jakieś W, które może zmienić się na Z, albo Y. Tyle. Koniec planu.



























