podróże
-
dźwięki handpan z Irlandii, wykopane z tułaczek sprzed laty…
Handpan na żywo z Irlandii
-
handpan na żywo, czyli magiczne dźwięki w Fort William [HD]
Handpan na żywo:
-
no i ten most, czy wiadukt z Harry Potter, a przy okazji odwiedzamy Fort William
Kto czyta wszystko bez selekcji na same podróże, to wie, że rano odkryłem mały problem techniczny. Części mogłem kupić raczej w większym mieście, więc po pobudce, kawce, spacerkach z psem i innych takich kierujemy kółka naszych kamperków w kierunku Fort William coby zakupić potrzebne części i naprawić mojego kamperka. Ale po drodze wreszcie ten słynny most z Harrego Pottera.
O co z nim chodzi? Wykorzystali go do sceny w filmie. Oczywiście w filmie mamy obróbkę komputerową i wszystko wygląda ciut inaczej, ale tak, to ten most. Jestem tu już 3-ci raz. Możliwe, że ostatni.
Most znajduje się przy miejscowości Glenfinnan, a most to wiadukt Glenfinnan.
Warto gdy już jesteśmy w okolicy odwiedzić pobliski kościół i zrobić kilka fotek zza niego z widokiem na jeziorko, oraz obejrzeć pobliski pomnik, ale tu już byłem, więc tym razem tylko most. Obok są 2 parkingi. Jeden bezpłatny, a drugi koszt 2£. Oczywiście wszystkie miejsca zajęte na maksa. Zajęte bo jacyś debile ze Szwajcarii stanęli motorem tak, że kurna w tym miejscu, gdy odjechali zmieściliśmy się dwoma kamperami. A tak się na Polaków nadaje, że nie potrafią się zachować. Moje spostrzeżenia są -
i jeszcze trochę obrazków od Mull do Mallaig
Wczoraj miałem problemy z internetem, a zdjęć zrobiłem sporo, więc uznałem, że po prostu wstawię je w formie galerii. Te ważniejsze opisałem w poprzednim wpisie, a tu głównie widoczki. Od wyspy Mull, aż po Mallaig, gdzie pojechaliśmy kupić przynęty na rybki…
Galeria zdjęć poniżej:
-
sięgając Skye
No prawie, bo to była trudna dla mnie decyzja. Wystarczyło wjechać na prom i już.
No ale zostało wiele do zobaczenia. Most, gdzie kręcili coś z Harrym Potterem, Fort William, Glencoe, Loch Ness, przepiękna A87 i sam nie wiem co jeszcze. Czyli rano wyruszamy z naszej miejscówki w Lochaline, niedaleko promu, którym przypłynęliśmy z Mull i ruszamy w kierunku…tym razem w lewo. 🙂
-
z małej na dużą, czyli opuszczamy Mull
Pogoda na wyspie Mull nie rozpieszczała, ale pomimo to można powiedzieć, że wycieczka po Mull była udana. Miejscówek do stawania kamperem jest od liku. Wadą jest niemal wszędzie brak zasięgu sieci. A mamy w sumie kilka. W większości miejsc internet po prostu nie zadziała. Nawet z moją anteną na dachu. Jedynie sms i dzwonienie.
Jakby nie było, udało się znaleźć niezłe miejsce do połowienia rybek, a to znaczy, że na kolację będzie co? No rybka, a jako, że rybka lubi pływać, to trzeba do niej spróbować kolejnej nalewki. Wszystkie złowione rybki to makrele, ale i tak postanowiliśmy je usmażyć. Przypraw i ziół ma sporo, więc doprawiłem je rozmarynem, cebulką i odrobiną jeszcze jakiś ziół, które znalazłem. Rybki były -
150 mil dookoła Mull’a
Mieliśmy zostać przy plaży do jutra i połowić rybki, ale zaczęło rano padać. Padać to mało powiedziane. Po prostu zaczęło lać. Ale rozmawiałem z sąsiadem Szkotem (ten z wiatrakiem na kamperze) i sprawdził pogodę w TV. Ponoć po południu ma już być pogoda, czyli przestać lać. No to jedziemy pojeździć po wyspie.
-
w drodze na rajską plażę…
Jedziemy i jedziemy i końca nie widać. To tylko 30 mil, a dłuży się niesamowicie. Tak jedziemy na 3-4 biegu, bo miejscami kondycja asfaltu jest w stanie no powiedzmy księżycowym.
W pewnym momencie słyszymy syreny 🙂
Tak to Policja. Miła pani w mundurze mówi, że jedziemy tylko 29 mil na godzinę, a tu jest limit do 60. Tak. To 60 mil to ok. 100km/h. Mnie nie dziwi. Przeprosiłem, bo nie wiedziałem, że za Grześkiem jeszcze ktoś jedzie. Inaczej bym przepuścił. No i nam się nie śpieszy. Na wakacjach przecież jesteśmy, no a fotki same się też przecież nie zrobią. Po drodze mijamy kilka ślicznych miejsc. W kilku miejscach minęliśmy chrapiące już kamperki. Tak jest już dość późno, bo po 22-ej. Na szczęście






















