podróże
-
rybki prosto z jeziora…
Na północy chłodniej się zrobiło, to i do pisania wróciłem. Tak to prawda. Gdy smażyliśmy się w tych upałach, to nawet nie chciało mi się laptopa włączać. Ewentualnie na chwilę, przeglądnąć pocztę, szybkiego posta, maila czy coś. Teraz znowu leje, na zewn. z +14C.
Marzyliśmy o takich temperaturach przez ostatnie 2 miesiące.Takie pisanie relacji jednak wiąże się również z przygotowaniem zdjęć. Tych robię sporo. Czasem jest to np. 5 tys. zdjęć na miesiąc, a czasem więcej. Wybrać kilkanaście, niektóre wykadrować. Do tego trzeba jakiś program, a czasem kilku. Gdy w kamperze jest +38C, na zewnątrz +38C w cieniu, a w słońcu termometr wybucha, to uwierzcie lub nie, ale aluminiowy laptop spokojnie nadawałby się jako patelnia do zrobienia np. jajecznicy. Z tym akurat Włosi mają chyba tradycję, bo smażą latem pokazowo jajecznice przy użyciu tylko samego słońca. Gdzieś znajdę fotki, to wstawię. Patelnie stawia na krześle na słońcu, wbija jaja i częstuje ludzi jajecznicą.
-
Cortona
Jedziemy do Cortony. 😛
Był piąteczek, my w doskonałych nastrojach. Namiary na polecany parking przez Janusa wpisane w GPS. Dojeżdżamy wieczorkiem. Parking jest, szkoda tylko, że jest to ubity piach czy coś tego typu. Nad Trasimeno było gorąco, ale co wieczór wychładzaliśmy budkę zostawiając wszytko pootwierane do ok. północy. Poza tym wbudowałem w sypialni układ wymuszonej cyrkulacji, gdy okna były pozamykane, a tu, co samochód to chmura kurzu. No nic i tak zostajemy. Cortona jest tego warta.
Sobota rano, nie pamiętam 7-ma czy 8-ma. Piiii piiii piiii, co jest? Uchylam żaluzję… Budowa? Na naszym parkingu? Ehhh, później dowiedzieliśmy się, że co sobotę koparkami równają parking. Ale trafiliśmy. Nie polecam jechać tam w piątek. W sobotę rano przyjechać? Polecam, bo przy okazji można zaliczyć merkato. 😀
No dobra, jako, że panowie od koparek byli mili, ułatwiliśmy im pracę przestawiając kamperka z parkingu dla kamperów dalej od nich. My mieliśmy ciszę, a oni mogli sobie równać do woli.
Robię kawę, budzę M. Jej takie dźwięki nie przeszkadzają i śpi aż podsunę jej kawę pod nos. Zapach kawy z cynamonem, kardamonem czy pomarańczą, albo innymi przyprawami obudzi każdego. 😛
M. postanawia, że śpi dalej i mówi, żebym sam szedł na zwiedzanie.
Cóż mi pozostało, biorę „lusterko” i w drogę, a raczej na schody, bo w Cortonie na górę można wyjechać schodami. 😀
Lubię takie małe miasteczka, gdzie nie ma wytyczonych szlaków -
Trasimeno
Trasimeno miało być punktem na kilka dni w drodze do wschodniego wybrzeża, bez większego planu. Planowaliśmy wylądować gdzieś pomiędzy Pescara a Ancona i dalej wzdłuż wschodniego wybrzeża kierować się w stronę Słowenii, Chorwacji, a może Grecji. To było przed wyjazdem Grzegorza, Bronka i jeszcze kogoś do Grecji, a my planowaliśmy dołączyć. Później wracając zahaczyć o Węgry, gdzie mieliśmy się spotkać z załogą Mariusza, później jeszcze Tomciem i nie pamiętam już z kim jeszcze. Takie były plany.
Temperatury jednak szybko zweryfikowały wyjazd do Grecji. Odległość pomijam, bo to ponad 4 tys km w dwie strony, a gdzie tu od Włoch Francja, Hiszpania itd. Plany planami, ale lenistwo lenistwem. Pierwszy tydzień objazdówki po okolicy. Przy okazji trafiliśmy na kolejną fajną miejscówkę z czystą wodą. Cisza, spokój. Tylko my i jeziorko. Po 1 dniu postanowiliśmy wrócić na znajomą miejscówkę, gdzie o dziwo codziennie przyjeżdżały sympatyczne załogi. To z Belgii, Holandii, Niemiec, o dziwo przy takiej pozytywnej energii to i kilka włoskich załóg przemówiło ludzkim głosem, a nawet dołączyli do imprezowania z nami.
Nad Trasimeno poznaliśmy również ekipę z Nowej Zelandii, która podróżowała kamperem po Europie już 5ty miesiąc. Dla nas to był już nasz 6-ty, więc wymiana spostrzeżeń, pomysłów, doświadczeń. Testowanie śliwowicy. Wszak nie często ludzie z Nowej Zelandii mają okazję ją pić. 😀
Przyznali, że nie da się tego pić. O dziwo, tylko jedna Niemka łyknęła jakby piła nalewkę. 🙂
Przyznała, że mocne ale dobre. 😛
Nie, nie miała polskich korzeni, a przynajmniej nic o tym nie mówiła. 🙂Gdy nasi poznani znajomi się rozjechali, postanowiliśmy również gdzieś wyskoczyć. Poza tym był to piątek, więc wiedzieliśmy, że w weekend w tym miejscu będą tłumy. Jedziemy więc…
-
trasimeno tuż tuż
nadal jedziemy…
po drodze mijamy smaczne, białe krowy – specjalna rasa Chianina (antyczna rasa)
No i jeziorko, czterołap jest szczęśliwy, bo już wie, że futro popływa
-
miasto czerwone jak cegła…
Internety działają, zasięg nadal jest, na zewnątrz leje od 2 dni, temperatura za oknem +14C. Czyli warunki wymarzone do posiedzenia z laptopem.
W kamperze oczywiście cieplutko, ale nie gorąco, a tym bardziej nie za gorąco.
To dziś, w górach na północy, ale …wracamy do upałów nad Trasimeno.A po drodze odwiedziliśmy jeszcze jedno miasto…
CZERWONE JAK CEGŁA.
Przeglądając teraz zdjęcia zastanawiam się, czy to nie opuszczone miejsce. Nie, nie, tam mieszkali ludzie, tam były również samochody. Nie widać ich, ale były. Miasto na oko w 90% z czerwonej cegły. W pewnym sensie ma swój urok. Wrzucam na szybko, bo Trasimeno czeka. Ciekawe, czy zgadniecie o którym mieście mowa. Fotki dla ułatwienia: -
już prawie Trasimeno…
jedziemy dalej…
…ale pies ma dość i mówi, że zostajemy
Trochę naokoło nam się do tego Trasimeno jedzie. Ale czy ktoś nas goni? Czy gdzieś się śpieszymy? I tak dojedziemy i tak, no i …dojechaliśmy.
Castiglione del Lago nad samym Trasimeno…CDN…
-
od San Godenzo aż po Torrita di Siena
Po drodze odwiedzamy San Godenzo, jemy po …brytyjsku. Postanowiłem zrobić Fish&Chips. Mniam.
Wiem, wiem zalatuje fast foodem, ale zapewniam, że fast foody robione po domowemu to kompletnie inna bajka. Mam swoje własne receptury na English Breakfast, Fish&Chips, kurczaczki a’la KFC, czy domową wersję Mac śniadanka, albo Wieśmaca. Jest smacznie i zdrowo. Jedynym chemicznym dodatkiem, gdy przyrządzam takie dania jest sól. Pieprzu nie liczę, bo to zioło w pewnym sensie. Ale wracamy do naszej tułaczki.
Po drodze do Perugi jest kilka sympatycznych miejscówek a niektóre z darmowym prądem. Niektórych nie polecam. Np. w Figline val d’Arno. Co z tego, że stoi z 15 kamperów, ale parking przy tirach na stacji. Masakra zatrzymać się tam zjeść w tym hałasie, a co dopiero zostać żeby np. nocować.
Następny, dość głośny Montevarchi. Powinno się nazywać „montewarczy” Chociaż tu przystanęliśmy na obiadek, bo w okolicy jest Obi i mogłem coś dokupić. 😀
Odwiedzamy Arezzo i kierujemy się na Monte San Savino. Wg satelitarnego podglądu wydaje się nie być na betonie. Nawet zielono. Jest i starówka. No trzeba zobaczyć.
Na miejscu znowu żadnego kampera, a plac spory. Mała mieścina, widać nie często widują tu kampery. Nie mija 15 min, a już na spacerze poznajemy miejscowych. Zagadują standardowo, a skąd itd. itp. -
najdroższe jaja
Nad jeziorem poznaliśmy trochę nowych ludzi i kamperowców i tubylców. M. standardowo zagadała o jakieś regionalne produkty (mleko, jaja itd.) Najczęściej takie rzeczy dostajemy za darmo. Ludzie na obiad albo kolację zapraszają. A tu jeden „biznesman” widocznie pomyślał, że kamperowcy to bogate ludzie i krzyknął 1 euro za jajko. Padliśmy. Najdroższe jaja we Włoszech. 😀
Jakby nie było, zawsze jest miło poznać nowych ludzi. Po kilku dniach byczenia się i lokalnych objazdówek, obżarstwa postanawiamy ruszać dalej. Jednak musieliśmy zmienić plan. Chodzi o to, że nie chciałem jechać w góry z urwanym wydechem. Przegląd map pogodowych i wychodzi, że warto odwiedzić Umbrię. Przy okazji przypomniałem sobie o polecanej przez Janus’a Cortonie. Jeszcze jezioro. No i mamy nowy kierunek. Może woda będzie cieplejsza. 🙂
Wstępny cel: Trasimeno i Perugia.
Jedziemy
Ale powoli. Ten etap znowu zajmuje nam …kilka dni. A co? 😀







































