podróże
-
kamienne kręgi, miejsca mocy i inne historie
Stojące kamienie czyli Callanish Standing Stones już widzieliście, bo tu byliśmy z Grzegorzem. Ale wtedy padało i wiało. Szybkie fotki, meldunek na fakebuku i pojechaliśmy dalej. Wiedziałem, że w okolicy są jeszcze inne kamienne kręgi, więc postanowiłem odwiedzić to miejsce jeszcze raz i zostać w okolicy na noc. Poczuć moc tego miejsca jeszcze raz. I wiecie co? Warto było. Pogoda dopisała. Zobaczyć to magiczne miejsce przy zachodzie słońca to coś niesamowitego. Przy okazji dowiedziałem się od tubylców, gdzie są inne kręgi i poznałem „sleeping beauty” czyli śpiącą piękność. Chwilę mi zeszło zanim ją dojrzałem. Ale robi wrażenie. Chociaż niektórzy powiedzą, że ludzie wszystkiego się dopatrzą w kamieniach czy tam nawet jakiejś plamie.
Kto wypatrzy śpiącą piękność?
-
Bosta Iron Age House czyli chata z epoki żelaza z widokiem na morze
Planowałem odwiedzić to miejsce wcześniej, ale pamiętacie, lało i lało. Nic się nie chce, gdy pogoda do dupy. No może włączyć film, albo posiedzieć przy internecie. Tak zaraz powiecie, oooo co to za podróże, że mu przeszkadza desz. Ja to bym nawet w deszczu zwiedzał czy zwiedzała. Tak, gdybym pojechał na 2 tygodnie na wakacje, to też korzystałbym w pełni, czy śnieg czy deszcz. Brodził w błocie, bo przecież wakacje są raz na rok, albo mam kilka dni na to.
Ja mam to w dupie, bo jeżdżę sobie kamperem tu i tam już 3-ci rok. Jak pada, to mogę poczekać i zwiedzać planowane miejsca gdy jest pogoda. Fotki gdy leje też z reguły są do dupy. Chcecie oglądać szare fotki?to ta chata, ale o tym poniżej…
-
powrót do przeszłości , czyli zasięg na Hebrydach zewnętrznych
Jeśli ktoś planuje zwiedzać Szkocję i mieć kontakt ze światem, to nie jest to do końca takie proste. Ok, jeśli telefon ma służyć do dzwonienia, to w roamingu z reguły (nie wszędzie) złapiemy jakąś sieć. Problem zaczyna się, gdy chcemy używać naszego telefonu do połączenia z internetem. Niemal wszędzie wszystkie natywne sieci pokażą „G”. Tak G, nawet nie „E” czyli EDGE. G – GPRS. O 3G zapomnijcie. GPRS używałem w Polsce z 15 lat temu. Jeszcze wcześniej internetu w dzwanianego. Miałem Nokię 888 czy jakoś tak z portem podczerwieni i i poprzez ten port przekazywało internet do laptopa. Stare czasy 🙂
Później miałem Nokię 6310i i mam ją do dziś. Ma teraz dokładnie 15 lat i bateria nadal trzyma 2 tygodnie 😀
A jeśli dobrze pamiętam, to -
weekend w Stornoway, nareszcie słońce i jakieś kolory
Tak, wróciliśmy do Stornoway. I tak leje i leje, więc do dupy z takim zwiedzaniem. W mieście jest zasięg sieci, więc nadrobię kilka rzeczy i przygotuję kolejne do zwiedzenia. Przy okazji tankowanie, zakupy w jedynym na wyspach Tesco. A i czterołapowi muszę kupić żarcie, bo się kończy. A je tylko z dwóch wybranych firm. W wiejskim sklepiku raczej nie dostanę. Tak sobie siedzimy na przystani, a z nami jeszcze z 10 kamperów z Niemiec, Francji, Holandii, no i oczywiście z UK. Jedne przyjeżdżają, inne odjeżdżają. Ktoś pali w piecu. Tak, tylko +12C w dzień, to dupy nie urywa. W nocy jeszcze zimniej. Sprawdzam pogodę. Od poniedziałku słońce. Niby przez cały tydzień. Fajnie, czyli z miasta ruszam w poniedziałek, po zrobieniu zakupów. Tesco w niedzielę nieczynne. Stacje benzynowe w niedziele nieczynne. Wszystko zamknięte. Nic nie ma. Jak w Białymstoku. 😛
Poniedziałek:
-
szaro, buro i ponuro, może czas opuścić tą wyspę…
Leje i leje, więc nuda. Fotki też nie wyjdą jakieś rewelacyjne, więc mało pstrykam. Ostatnie dni pogoda była typowo barowa. Niewiele jeździliśmy, a prom zarezerwowany na poniedziałek…
Postanowiliśmy, że skoro i tak szału nie ma to chociaż pojedziemy gdzieś, gdzie będzie jakiś zasięg internetu i chociaż nadrobię trochę mojego bloga i na szybko zobaczę co jeszcze warto zobaczyć. A później? Pewnie znów NC500 i może Szetlandy 😛
Zobaczymy.niewiele fotek, ale pokazują trochę jaki mamy klimat
-
kamienne kręgi i piaszczyste plaże
Wracamy na południe. Na poleconą przez spotkaną Szkotkę plażę. Po drodze stojące kamienie. Stojące, a nie leżące, ale w sumie leżące też. ktoś poustawiał je w znanej tylko sobie kombinacji. Czy to kolejny kalendarz, a może miejsce mocy. Tego dowiemy się na miejscu. Albo nie. Na pewno warto zobaczyć na własne oczy. Przy kręgu zostajemy dłuższą chwilę. Chcę zrobić sporo fotek, bo przecież tu nie wrócę już. Sporo tu ludzi i pada deszcz. Poczekam.
Na miejscu stoją już jacyś inni kamperowicze i nawet przyczepka z panelami obok. Pewnie ktoś ma nadzieję, że zaświeci słońce i da odrobinę dar -
kolorowe akcenty z północy i Port of Ness
Aby zrównoważyć szarość z poprzedniego wpisu dorzucam trochę kolorów z północnych okolic wyspy. Pomimo, że jest jak już pisałem, to jednak sporo kamperków przyjeżdża w te okolice. Widziałem i z Holandii i Niemiec i Francji. O tych z blachami GB nie wspominam, bo tych najwięcej. To logiczne. Od latarni pojechaliśmy w jeszcze jedno ciekawe miejsce. Port of Ness. Kojarzy się trochę z Loch Ness, z tym, że Loch to szkocka nazwa Lake, czyli jezioro. Stąd wszystkie jeziora w Szkocji to Loch coś tam.
Mieliśmy nadzieję, że poza widokiem ładnej plaży, może uda się coś złowić. Na miejscu z wędkami byli Francuzi i Szkoci. Jednak po dłuższej pogawędce oka -
w tym smutnym jak pi.da mieście
„Przydałoby się trochę polotu i finezji w tym smutnym jak pizda mieście …”
Taki cytat z jednego polskiego filmu mi się nasunął gdy przejeżdżaliśmy przez miasteczko w okolicy, a w sumie kilka miasteczek i wiosek.
Kto mnie zna, wie, że gdy ja opisuję coś, to piszę jak jest, a nie tylko ochy i achy.
To że wyspa Lewis jest bardziej płaska od Harris można przeczytać w każdym przewodniku i zobaczyć na mapie. Nie spodziewałem się jednak, że zobaczę takie widoki.

























