podróże
-
na końcu świata, no prawie
No prawie na końcu świata, ale dalej już nie pojedziemy, bo się nie da. Można tylko popłynąć i to raczej tylko wpław na Wyspy Owcze. Promu ze Szkocji nie ma, pomimo, że to prawie rzut beretem. Na prom ma monopol jakaś linia pływająca z Danii. Trochę lipa, ale nic nie zrobimy. Ale pogoda do bani, więc najlepszą opcją jest zostać tu na noc, a jutro zobaczymy.
Czyli jedziemy ze Stornoway do Butt of Lewis Lighthouse, czyli kolejna latarnia i północny kraniec wyspy.I foteczki, tu opu
-
Stornoway – czas złapać zasięg i może jakieś rybki
3 dni w jednym miejscu wystarczy na zwiedzenie okolicy. Czas złapać zasięg i wrzucić fotki na bloga, zrobić zakupy. Jeśli chodzi o zasięg to jest krucho. Bardzo krucho. Ale wiem, bo sprawdziłem, że w Stornoway jest. Spore miasto. Zasięg i to nie tylko w sieci Three, ale może i w innych. Aha i jest Tesco i inne sklepy. Czyli przy okazji zrobi się zakupy.
Z tego miasta pływa też prom, można by już się zawinąć, ale to tylko opcja, z której nie skorzystam 😀
Na noc zostajemy obok parkingu promowego. Niezbyt cicho, bo ciągle przyjeżdżają miejscowi gówniarze autami z zjebanym tłumikiem. Oni to chyba tjuningiem nazywają. A ja przedłużeniem fiuta. Bo jak nie widać, to -
plaża przy Huisinis
W ładnych miejscach lubię przystanąć na dłużej, zwiedzić okolicę. Tak było i tym razem. Leżenie na plaży to nie dla mnie. No może na chwilę, po innych aktywnościach. Postanowiłem wybrać się na wycieczkę po okolicznych górkach i dojść do sąsiedniej plaży oddalonej ok. 2km. Droga do niej ciekawa, bo górskimi ścieżkami. Chwilę się zastanawiałem czy brać ze sobą futrzaka, czy nie. Ale to mądra psina i nie robi głupot. Znaczy z reguły. Bo od reguł bywają wyjątki. Założyłem lepsze buty, bo warto o tym pomyśleć teraz. Jedyny błąd jaki zrobiłem, to nie wziąłem kurtki. Przy plaży było odczuwalnie ciepło i wydawało się, że nie będzie potrzebna. A to jednak godziny poranne.
Po drodze padał deszcze, wiał wiatr, ale gdy wracałem to nawet zaświeciło znów słońce. Widoki niesamowite. Warto dojść nie tylko do plaży, ale wdrapać się na pobliskie górki i z nich pstryknąć jakieś fotki, a najlepiej panoramiczne.Co mi się nie spodobało? Nawet tu, w miejscu, gdzie
-
karaibskie plaże i krowy hipisy
Wyspani, wypoczęci… żartuję. Nie za bardzo chce się spać, gdy właśnie dotarło się w nowe śliczne miejsca, które czekają na odwiedzenie. No może godzinka leżenia z zamkniętymi oczyma i rozmyślania gdzie najpierw.
Padło na powrót do Uig, bo trzeba złapać kontakt z bazą i sprawdzić kilka rzeczy. Internety to porażka w tej części świata, ale w Uig jakoś działał. Przy okazji załatwiamy temat biletowy na powrót, bo to min tydzień czekania. Tak się przynajmniej okazało na miejscu. Dziś poniedziałek, rano, a najbliższy prom na niedzielę za tydzień, ale to ciut za
-
z Uig do Tarbert, przeprawa promem i przyjaźnie między zwierzęce
Nie wyspałem się. Jak zwykle, gdy trzeba wcześnie wstać. Znaczy już tak mam, że potrafię wstać o jakiejś godzinie nawet bez budzika, ale gdy coś pilnego ustawiam go na wszelki wypadek. Prom wcześnie rano, więc ustawiłem budzik ok. 50 min przed. Pies, kawa to ok 10-15 min i gotowy. Czyli poczekam na prom z 30-40 min. Na wszelki wypadek umówiliśmy się z Grzegorzem, że kto wstanie wcześniej, a drugi śpi, to walimy w kampera sąsiada, żeby też wstał.
Rano ktoś wali w drzwi mojego kampera. O kur… myślę. Zaspałem?
Patrzę na zegarek. Nie. Jeszcze czas, to co do cholery. Po chwili już wiem. Obsługa -
Skye i śladami dinozaurów… ale bez zasięgu
Ruszamy. Przed nami wodospad na Skye i inne ciekawe miejsca. A niedaleko jest plaża i miejsce gdzie może uda się coś złowić.
Najpierw jedziemy na półtam nocną miejscówkę sprawdzić jak to z rybkami będzie, bo Grzesiek chciałby wreszcie coś złowić. A i ja zjadłbym coś z morza. Najlepiej łososia. 😛 Ale złowienie łososia to nie tak hop. Może chociaż makrele 🙂 -
wyspa Skye, na razie na szybko, bo…
Wjeżdżamy na Skye oczywiście mostem i pędzimy w stronę Uig, bo chcemy kupić bilety na prom na Hebrydy zewnętrzne. Tu na prom z marszu raczej nie wjedziemy, a zwłaszcza teraz w sezonie. Sprawdziłem online i najbliższy prom na 13-go. To za kilka dni, a jest piątek – weekend. Nie tracę nadziei, że w budce kupię na wcześniejszy termin. Ceny te same, więc po co kupować online?
Nie myliłem się. Udało się wcisnąć nas na pojutrze, więc mamy 2 dni na Skye.Czyli rybki, czyli zwiedzanie, czyli foteczki. Z Uig jedziemy na jedną z moich starych miejscówek, gdzie już byłem. Jedna z nich jak dobrze pamiętałem jest przy samym brzegu. Kamienistym brzegu, więc da się złapać jakąś rybkę.
Niestety. Zaczęło lać. Nie padać. Lać. Ulewa jak cholera i do tego wiatr i to dość silny. Postanawiamy stanąć przy morzu i przeczekać. Przecież nie będzie lało do jutra. Zasięgu żadnego, ale przed wjazdem na wyspę sprawdziłem prognozy i deszcze miały być, ale przelotne. Nie tracimy nadziei. Znaczy ja, bo Grzesiek trochę wkurzony na tą pogodę. Przecież musi w końcu się popawić. Bo co to za wakacje? -
Eilean Donan Castle tym razem zwiedzamy
Następnego dnia dojeżdżamy do zamku, który wystąpił, jeśli można tak powiedzieć, w filmie Highlander (Nieśmiertelny). Zamek znajduje się na malutkiej wysepce niedaleko miejscowości Dornie rzut beretem od wyspy Skye.
Warto wydać 7,5£ aby zwiedzić ten malowniczy zamek. Już nawet nie dla zobaczenia komnat, czy kuchni (niestety zakaz fotografowania), ale i widoków wokół, z jego murów.
Namiarów GPS nie podaję, bo łatwo odnaleźć w internecie. Przy zamku jest darmowy parking.






















